Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Silwercross. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Silwercross. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 kwietnia 2014

Katyń

Tytuł: Katyń. Ocalona pamięć
Autor: Andrzej Krzysztof Kunert
Wydawnictwo Świat Książki 2010

25 lipca 1932 roku Polska i ZSRR podpisały pakt o nieagresji, który następnie został przedłużony do 31 grudnia 1945r.
Kilka lat później, 24 sierpnia 1939r. został podpisany, chyba najsłynniejszy, pakt Ribbentrop - Mołotow. Wraz z nim podpisano tajny protokół dodatkowy zapowiadający IV rozbiór Polski. Jego istnienie upubliczniono dopiero 25 marca 1946 roku, podczas Procesu Norymberskiego.
Do IV rozbioru doszło 28 września.

"To, co zrobiliśmy w roku 1939, było wyłącznie wynikiem rozważań strategicznych. Niemcy grozili naszej granicy, musieliśmy ich z dala od niej zatrzymać. Zajmując ziemie polskie, nie popełniliśmy ataku agresji. Obecna wojna całkowicie tezę tę potwierdziła. (...) Gdyby nie to, co się wtedy stało, Niemcy dziś byliby w Moskwie, a być może staliby pod Uralem." [1] Tak tłumaczył agresję ZSRR na Polskę zastępca ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRR Andriej Wyszyński.
Na początku października 1939 roku miała miejsce zarządzona przez NKWD rejestracja polskich podoficerów i oficerów. Ci, którzy się wtedy zgłosili, dwa miesiące później zostali aresztowani, a następnie zamordowani.
Pierwsze transporty śmierci z Kozielska do Katynia, z Ostaszkowa do Kalinina - Tweru oraz ze Starobielska do Charkowa wyruszyły w pierwszych dniach kwietnia 1940 roku. Z obozów specjalnych (Ostaszków, Kozielsk i Starobielsk) w celu wymordowania przekazano blisko 14500 osób. Natomiast w ogólnej liczbie blisko 22 tysiącach ofiar zbrodni katyńskiej ponad 7300 stanowili więźniowie.
Zbrodnia katyńska przez lata stanowiła bolesne tabu. Pamiętam jak mama mówiła mi, że w szkole nawet nie mogli o tym wspominać. Rząd ZSRR przyznał się do autorstwa tej zbrodni dopiero w 1990 roku.
Natomiast już w lipcu 1942 roku miejsce zbrodni w Katyniu odkrywają polscy robotnicy przymusowa zatrudnieni przez Organizację Todta. W marcu 1943 rozpoczęły się ekshumacje ofiar.
Rząd ZSRR przez szereg lat twardo stał przy stanowisku, że nie mają pojęcia co stało się z więźniami, którzy nigdy nie wrócili do swoich domów. Mało tego, nawet obecnie sprawa morderstw przeprowadzonych przez ZSRR nadal jest dla wielu sprawą, o której lepiej nie mówić...

30 lipca 1941roku Polska i ZSRR podpisały pakt pokojowy, układ Sikorski - Majski. Przedstawiciele rządu polskiego długo próbowali dowiedzieć się, gdzie mogą znajdować się zaginieni jeńcy, jednak bez skutku. Mało tego, przedstawiciele ZSRR oskarżali Polskę, że spekulacje, które się wysnuwa, jakoby jeńcy Ci zginęli z rąk Bolszewików łamią układ Sikorski - Majski. Przedstawiciele ZSRR twierdzą, że w wyniku amnestii wszyscy więźniowie zostali uwolnieni.
Odbyło się wiele rozmów, m. in. taka:
       "Wyszyński: Liczba 9500 oficerów polskich, rzekomo znajdujących się w ZSRR, nigdzie się nie potwierdziła. W zestawieniach NKWD nigdy taka ilość oficerów nie figurowała. (...)
       Kot: (...) Nie chodzi o ludzi bezimiennych, sa tam setki wybitnych osobistości(...), to przecież nie dzieci, nie da się ich skryć. (...) [2]
Albo taka:
       "Sikorski: (...) Stwierdzam wobec Pana Prezydenta, iz jego oświadczenie o amnestii nie jest wykonywane. Dużo i to najcenniejszych naszych ludzi znajduje się jeszcze w obozach pracy i w więzieniach.
        Stalin: To jest niemożliwe, gdyż amnestia dotyczyła wszystkich i wszyscy Polacy są zwolnieni.
        Sikorski: Nie naszą rzeczą jest dostarczać Rządowi Radzieckiemu dokładne spisy naszych ludzi, ale pełne listy maja komendanci obozów. Mam ze sobą listę około 4 tysięcy oficerów, których wywieziono siłą i którzy znajdują się jeszcze obecnie w więzieniach i obozach pracy (...) Ci ludzie znajdują się tutaj. Nikt z nich nie wrócił.
        Stalin: To jest niemożliwe. Oni uciekli.
        Anders: Dokądżeż mogli uciec?
        Stalin: No, choćby do Mandżurii. [3]

Książka jest naprawdę bardzo dobrze napisana, a jej przejrzystość bardzo ułatwia czytanie. Podobało mi się przedstawienie tła historycznego wydarzeń roku 1940. Polecam.

[1] str. 167
[2] str. 169
[3] str. 172

poniedziałek, 18 listopada 2013

Tytuł: Mein Kampf
Autor: Adolf Hitler


Od dawna interesuje mnie tematyka II Wojny Światowej, a szczególnie temat obozów pracy/zagłady/koncentracyjnych. Chyba nigdy o tym nie wspominałam, ale mam ambitny plan poświęcić kilkanaście kolejnych miesięcy, może 2-3 lata na przygotowanie się merytoryczne i teoretyczne do studyjnego zwiedzania obozu w Oświęcimiu i Brzezince.
Skąd więc ta książka? Po pierwsze, może dziwny powód, ale od zawsze intrygowały mnie i zarazem interesowały książki niedostępne, kontrowersyjne, zakazane. "Mein Kamf" spełnia to kryterium w 100%.
A poza tym od dawna miałam ochotę poznać punkt widzenia tego człowieka, jego spojrzenie na te czasy. Zastanawia mnie i jednocześnie przeraża jak tak niepozorny, niewyróżniający się na pierwszy rzut oka człowiek potrafił popełnić coś tak niewyobrażalnie nieludzkiego. Jak sprawił, że poszły za nim tłumy Niemców, uważając za ukochanego wodza.
Czy ta książka odpowiedziała mi na te pytania? I tak i nie.

Prawa autorskie do "Mein Kampf", książki napisanej podczas pobytu Hitlera w więzieniu w Landsbergu, obecnie posiada Kraj Związkowy Bawaria, który otrzymał je na mocy wyroku sądu, który orzekł konfiskatę majątku fuhrera. W 2015r., 70 lat po śmierci Hitlera prawa do tej książki wygasną i stanie się ona częścią domeny publicznej. Oby ktoś przejął nad tym kontrolę i książka ta nie stała się dzięki temu bardziej dostępna niż jest teraz.
Książka ta trafiła do mnie w dość zaskakujący sposób. Przy okazji dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak wypożyczenia międzybiblioteczne. Najpierw musiałam się przełamać i odważniezapytać czy w bibliotece taka książka jest dostępna. Sprawę trochę mi ułatwił Tydzień Zakazanych Książek. Dowiedziałam się, że książki nie ma w głównej bibliotece, ani w filiach. Ale pani bibliotekarka zasugerowała mi, że może uda się ściągnąć tą książkę w ramach wypożyczania międzybibliotecznego. I tak właśnie książka trafiła w moje miejsce.
Czułam się strasznie głupio gdy po kilku dniach pani bibliotekarka podała mi tą małą, trochę podniszczoną książeczkę z czarną okładką. Była to chyba pierwsza książka, którą nie odważyłam się wyciągnąć w autobusie, którym już jeździłam do pracy. Nie odważyłabym się czytać ją w miejscu publicznym.

Jak wrażenia? Bardzo dziwne. Spodziewałam się trochę, że książka ta pozwoli mi choć trochę zrozumieć postępowanie tego człowieka. Pozwoliła? Może odrobinę.
Z niemal każdej jej strony atakowała mnie nienawiść Hitlera do Żydów, których obwiniał za klęskę Niemców w I WŚ, za biedę i głód panujące po wojnie, za upadek narodu. Za wszystko.Niemal każde słowo przesycone zostało jadem i czystą nienawiścią.
Przez książkę przebrnęłam z trudem. Ostatni rozdział przemęczyłam, nie czytając do od deski do deski. Nie, książka ta nie pozwoliła mi zrozumieć tego człowieka, tą bestię.
Zrozumiałam jednak, że człowiek ten był inteligentny, bardzo pewny siebie i przekonany o potędze swojej siły przebicia, która elektryzowała tłumy. Był w pełni świadomy tego, że jego poglądy przemawiają do setek tysięcy Niemców, którzy niemal spijali każde jego słowo. Czy właśnie w tym tkwiła jego siła? Prawdopodobnie.

Książki nie polecam, choć sama po nią sięgnęłam. Zdaje sobie z tego sprawę, że w niektórych rękach może okazać się bardzo niebezpieczna.

sobota, 23 marca 2013

Khalled Hosseini - Chłopiec z latawcem

Tytuł: Chłopiec z latawcem
Autor: Khalled Hosseini

Amir to dwunastoletni syn bogatego Pasztuna, mieszkającego w Afganistanie. Hassan to rok od niego młodszy sługa, syn Aliego, który jest przyjacielem swego pracodawcy. Chłopcy wychowują się razem, a Hassan zrobiłby wszystko dla swojego przyjaciela.
Amir za wszelka cenę stara się zaimponować swojemu ojcu i w tym celu wygrywa zawody latawcowe. Hassan biegnie, aby zdobyć dla niego pokonany latawiec. Napada na niego banda chuliganów, na czele z okrutnym Assefem, który gwałci niewiele młodszego od siebie chłopca. Amir jest świadkiem tego wydarzenia, ale strach przed silniejszymi nie pozwala mu pomóc swojemu słudze. Mało tego, chłopiec zauważa, że to wydarzenie stało się dla niego szansą na odsunięcie od siebie Hassana. Chłopiec jest zazdrosny o sługę, gdyż jego ojciec spędza z nim dużo czasu. Amir, oskarżając Hassana o kradzież sprawia, że wraz z ojcem opuszczają ich dom. 
Sytuacja w Afganistanie ulega pogorszeniu, do miasta wkroczyły wojska radzieckie, więc ojciec zabiera Amira i uciekają do Stanów. Lata spędzone w USA zbliżają w końcu do siebie ojca i syna. W Amirze jednak nie zanikają wyrzuty sumienia. Pewniego dnia dzwoni do niego przyjaciel z dzieciństwa, dawny współpracownik ojca, Rahim Chan, który prosi Amira, aby do niego przyjechał. W dorosłym już mężczyźnie, który w Stanach został pisarzem, odżywają przykre wspomnienia, które próbował zostawić za sobą. Czy Amir spełni prośbę Rahima, wróci do ojczyzny i odnajdzie syna Hassana? Czy wykorzysta szansę na odkupienie grzechów dzieciństwa, jaką postawił przed nim los?

Książka czekała na swoją kolej i leżała na mojej półce prawie rok. Jakoś nie mogłam się do niej zabrać. Jednak Sardegna, zresztą nie po raz pierwszy, zmobilizowała mnie swoim autorskim wyzwaniem i książka wreszcie doczekała się swojego czasu. I dobrze, bo zrobiła na mnie duże wrażenie.
Opowiada m. in. o tym jak decyzje, które kiedyś podleliśmy, nawet jako dzieci, potrafią ukształtować, zdeterminować i wpłynąć na całe nasze życie. Na mnie wrażenie zrobiły także opisy okrucieństwa talibów. Okrucieństwo wojny w największym stopniu dosięga niestety najbiedniejszych i najsłabszych. Wstrząsnęły mną opisy mężczyzny, który starał się sprzedać swoją protezę, aby móc wykarmić rodzinę oraz dyrektora sierocińca, który dla wykarmienia setek sierot podejmował decyzję o poświeceniu kilku z nich.
Wstrząsająca i trudna historia.

piątek, 22 lutego 2013

Daniel P. Brown - Piękna bestia

Tytuł: Piękna bestia. Zbrodnie SS - Aufseherin Irmy Grese.
Autor: Daniel Patrick Brown

Irma Ilse Ida Grese, urodzona w 1923r. w Wrechen w Maklemburgi, stracona została 13 grudnia 1945 r. w sławnym procesie Bergen - Belsen*.
Dorastała w zwyczajnej niemieckiej rodzinie. Jej ojciec był mleczarzem, matka popełniła samobójstwo, gdy jej dzieci były małe.
Irma w wieku 14 lat opuściła dom rodzinny i udała się w drogę, która doprowadziła ją do roli członkini personelu pomocniczego SS, a w konsekwencji do stanowiska SS - Aufseherin w niemieckich obozach koncentracyjnych - Auschwitz - Birkenau (gdzie m. in. uczestniczyła w medycznych eksperymentach Josefa Mengele), Ravensbruck oraz Bergen - Belsen.
W historii wpisała się jako niezwykle okrutna i bezwzględna nadzorczyni obozów kobiecych, która biła więźniarki, które śmiertelnie bały się jej i jej psa. Ocalałe więźniarki w procesie twierdziły, że ta piękna, delikatna i młodziutka kobieta bez mrugnięcia okiem na śmierć w komorach gazowych wysłała tysiące istnień ludzkich.
W książce znalazły się listy 9autor nie potwierdza ich autentyczności), jakie Irma wysyłała do rodziny: do sióstr, do ojca i macochy. W listach tych nie przejawiała skruchy, nie przyznawała się do wyrzutów sumienia.Wydaje się nie być świadoma tego, że świat okrzyknął ją mianem jednej z największych nazistowskich zbrodniarek.
Na procesie przybiera postawę dumnej Niemki, która tak naprawdę nie rozumie skąd się tam wzięła i dlaczego. Proces załamania przeżyła przy orzeczeniu wyroku śmierci, przyszedł moment,  gdy zaczęła spazmatycznie szlochać.
Książka porusza bardzo ciężką tematykę okrucieństwa w niemieckich obozach zagłady. Porusza tematykę zapatrzenia tysięcy młodych Niemów w ideę nazizmu, odrzucenie przez nich ludzkich odruchów, które zastąpione zostały niewyobrażalnym i niewytłumaczalnym okrucieństwem.
"Ludzie ludziom zgotowali ten los" - te słowa Zofii Nałkowskiej zawsze będą wprawiały mnie w zdumienie.
Podobało mi się bezstronne podejście autora, który nie oskarżał za wszelką cenę swojej bohaterki, ale także nie próbował jej na siłę bronić jej i tłumaczyć. Wydaje mi się, że pomysł na przedstawienie tego, że zbrodniarzami w tamtym czasie nie byli wyłącznie mężczyźni, okazał się udany.

* Przedstawione fakty dotyczące Irmy Grese zaczerpnęłam z Wikipedii.

czwartek, 31 stycznia 2013

Ken Follet - Upadek gigantów

Tytuł: Upadek gigantów
Autor: Ken Follet

"Upadek gigantów" to pierwsza część trylogii Stulecie. Opisane są tutaj czasy I Wojny Światowej, lata 1911 - 1924.
Poznajemy losy kilku rodzin pochodzących z różnych krajów i zajmujących różne pozycje społeczne.
Mamy angielską rodzinę Williamsów z Aldgate. Dzieci: Ethel i Billy i ich rodziców. Ethel, dziewczyna pewna siebie, przekonana o własnej wartości i wywyższająca się lekko, pracuje jako gospodyni w domu hrabiego Fitzherberta i jego żony, rosyjskiej księżniczki Bei. Pomiędzy panem domu a służącą nawiązuje się romans, w wyniku którego Ethel zachodzi w ciążę. Dziewczyna wykazuje się naiwnością myśląc, ze ojciec dziecka wywiąże się ze swoich co do niego obowiązków. Okazuje się, że była dla hrabiego kolejną zabawką, a on właśnie się dowiaduje o ciąży swojej żony. Ethel zostaje odesłana z posiadłości. Gdy o wszystkim dowiaduje się ojciec Ethel, wyrzuca dziewczynę z domu i zrywa z nią jakikolwiek kontakt. Kobieta wyjeżdża do Londynu, gdzie spotyka siostrę hrabiego - Maud, która oferuje jej pracę. Maud zakochuje się w przjacielu swojego brata, Walterze von Ulrichu. W przeddzień wybuchu wojny potajemnie wychodzą za mąż, a wojna rozdziela ich na wiele lat.
Poznajemy także Rosjan - braci Peszkowów: Leva i Grigorija. W Lvie, przystojnym kobieciarzu zakochuje się Katerina, w której potajemnie kocha się jego starszy brat. Grigorij w końcu ma szansę spełnić marzenie swojego życia, gdyż udało mu się uzbierać pieniądze na podróż do Ameryki. Jednak okazuje się, że jego młodszy brat popełnia morderstwo i musi uciekać przed wymiarem sprawiedliwości. Prosi więc Grigorija o oddanie mu biletu. W ten sposób Lev ucieka przed więzieniem. w stanach pracuje jako szofer bogacza, Vyałowa. Lev uwodzi jego córkę i w ten sposób wżenia się w tą bogatą rodzinę.
W Rosji pozostał Grigirij i Katerina, która spodziewa się dziecka Lva.
Życie tych wszystkich ludzi wiąże się ze sobą, a ich codzienność zaburza i przerywa I Wojna Światowa.

 Bardzo podobała mi się ta książka, a zwłaszcza to, w jaki sposób autor powiązał ze sobą swoich bohaterów.  W bardzo ciekawy sposób splótł ich losy, umieszczając I Wojnę Światową jako tło historyczne. Oprócz postaci fikcyjnych w książce mamy również postaci historyczne, decydujące o przebiegu wojny, która pochłonęła tyle istnień ludzkich.
W pamięć zapadła mi scena, kiedy listonosz chodzi od domu do domu w Aberowen i doręcza zawiadomienia o śmierci kolejnych młodych mężczyzn: braci, synów, mężów. Rozpacz miesza się z radością z tego, że listonosz tym razem ominął dany dom. Radością zaprawioną wstydem i poczuciem winy, który trawi kobiety patrzące na łzy tych, które trzymają ten okropny list w dłoniach.
Zamierzam przeczytać całą trylogię.

Joe Kubert: Josel. 19 kwietnia 1943

Autor: Joe Kubert
Tytuł: Josel. 29 kwietnia 1943

Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam w rękach komiks. Prawdopodobnie jako dziecko.
Komiks został napisany i zilustrowany przez Joe'go Kuberta, amerykańskiego komiksiarza o polsko - żydowskich korzeniach.
Jego rodzinie udało się wyjechać do Ameryki w końcu lat 20. XX w., więc przed wybuchem II Wojny Światowej. Uniknęli prześladowań, cierpień i śmierci, jednak docierały do nich informacje co dzieje się z Żydami, którzy pozostali. Historia została więc napisana na podstawie listów i opowieści tych, którzy zostali w centrum wydarzeń.
Główny bohater, kilkunastoletni syn rzeźnika, posiada talent do rysowania. To właśnie ratuje go przed wywózką do Oświęcimia. Takiego losu nie uniknęła jednak jego rodzina i na oczach Josela Niemcy wyprowadzają ojca, matkę i siostrę. Chłopiec zaprzyjaźnia się z innymi młodymi Żydami i razem żyją w kanałach. Talentem chłopca oczarowani są Niemcy, którzy lubią obserwować jak rysuje superbohaterów. Josel wykorzystuje to podsłuchując ich i zdobywa w ten sposób cenne informacje o działaniach i planach wroga.
Pewnego dnia ratują Żyda, któremu udało się uciec z obozu w Oświęcimiu, i który opowiada im co się tam dzieje: o wszechobecnym głodzie, dla którego ludzie skłonni są do strasznych czynów, o krematoriach, o śmierci, która w obozie jest powszechna jak życie. Uciekinier przekonuje ich, że nie ma nic gorszego niż pobyt w takim piekle.
Postanawiają ostrzec rodaków, a gdy próba ta kończy się niepowodzeniem, postanawiają na własną rękę stanąć do walki z wrogiem. Wybucha powstanie, które miało upaść po paru dniach.

sobota, 5 stycznia 2013

Rozmowy z katem

Po książkę Kazimierza Moczarskiego "Rozmowy z katem" po raz pierwszy sięgnęłam w klasie maturalnej. Z pewnym poczuciem przymusu, dystansem. I to właśnie ta książka stała się iskrą zapalającą we mnie fascynację tematem II wojny światowej. I już wtedy wiedziałam, że jeszcze kiedyś do niej wrócę. Teraz, po tych paru latach, bogatsza o większą wiedzę o tych czasach, czytałam ją z całkiem innym podejściem, wyzbywając się "przymusu lekturowego".  Kazimierz Moczarski, za walkę w szeregach AK, skazany został na karę śmierci przez rząd komunistyczny, który objął władzę w Polsce po zakończeniu II wojny światowej. Jedną z tortur, jaką wymyślił dla niego nowy ustrój, było przebywanie w jednej celi z generałem SS Jürgenem Stroopem. Miało go to złamać. Obaj zaciekli wrogowie, którzy przy spotkaniu w "tamtych" czasach nie zastanawialiby się nad oszczędzeniem życia przeciwnika, zmuszeni byli żyć razem w jednej celi. Moczarski w piękny i niezwykle rzeczywisty sposób potrafił przedstawić czytelnikowi postać okrutnego i bezwzględnego hitlerowca. W osłupienie wprawia ślepe oddanie generała przełożonym.  Książka fascynująca, na pewno warto wziąć ją do ręki. 

Rzeźnia numer pięć, czyli krucjata dziecięca, czyli obowiązkowy taniec ze śmiercią.

 Tytuł: Rzeźnia numer pięć
Autor: Kurt Vonnegut
Forma: powieść
Rodzaj: audioksiążka
Wersja językowa: polska
Nagranie: Zakład Wydawnictw i Nagrań Polskiego Związku Niewidomych
Miejsce i rok nagrania: Warszawa, 1981
Czyta: Ryszard Nadrowski
Czas trwania: ~6 godz. 37 min.

"Billi Pilgrim wypadł z czasu. Zasnął jako podstarzały wdowiec, a obudził się w dniu swojego ślubu. Wszedł w drzwi w roku 1955, a wyszedł w drzwiami w roku 1941. Wrócił przez te same drzwi, aby znaleźć się w roku 1963."
Książka "Rzeźnia numer pięć" Kurta Vonneguta to opowieść o Amerykaninie, adepcie sztuki okulistycznej, z pozoru zwykłym, nieciekawym i niewyróżniającym się z tłumu mężczyzną.. Jednak nie jest to opowieść zwykła, opierająca się na głównych zdarzeniach w stylu: Urodził się... Ożenił... Umarł...
Brak chronologii bardzo mi się podobał.tak więc mamy tutaj swoistą "bieganinę" po życiu głównego bohatera. Przeplatają się tutaj relacje z dzieciństwa, wczesnego dorosłego życia, małżeństwa, czasów wojny i czasów po jej zakończeniu. Relacje te są całkowicie z sobą pomieszane, wyłaniają się w niemożliwej do przewidzenia kolejności.

Pojawia się również świat nierzeczywisty, a wiec relacja Billego z jego życia na Tralfamadorii, gdzie traktowany jest jak okaz wystawiony cały czas na światło dzienne, obserwowany przez mieszkańców, którzy komentują każdy jego ruch, nieustannie obserwują, podziwiają.
"Najważniejszą rzeczą, jakiej nauczyłem się na Tralfamadorii, było to, że śmierć jest tylko złudzeniem. Człowiek żyje nadal w przeszłości, tak więc głupotą jest płakać na pogrzebie. (...) Tralfamadorczyk widząc trupa myśli sobie po prostu, że zmarły jest aktualnie w złej formie, ale jednocześnie wie, że ta sama osoba czuje się znakomicie w wielu innych momentach. Kiedy teraz słyszę o czyjejś śmierci, wzruszam tylko ramionami i mówię to, co mówią w takich razach Traffamadorczycy; to znaczy: <zdarza się.>"

"Zdarza się..." - kiedy po raz pierwszy usłyszałam to stwierdzenie poczułam się jakbym dostała pięścią w twarz i jego wydźwięk czuję do chwili obecnej.
Nie spodziewałam się czegoś takiego. Spodziewałam się opowieści o wojnie, przejmującej relacji ze śmierci tysiąca winnych i niewinnych, terroru, krwi... A co dostałam: "Zdarza się..."!!!
Jestem pod wrażeniem tej książki, która zrozumiałam jako próbę autora mająca na celu wytłumaczenie samemu sobie okrucieństwa wojny, bólu jaki potrafi zadać człowiek człowiekowi.
Tak, to prawda, że spodziewałam się relacji naocznego świadka czasów wojny, naocznego świadka bombardowania Drezna. Spodziewałam się realistycznych obrazów strachu, paniki, śmierci. Czy się rozczarowałam? W żadnym wypadku!!!! "Rzeźnia numer pięć" zostawiła po sobie ogromne wrażenie i przekonanie, że dwa proste na pozór słowa: "zdarza się..." mogą mieć dużo większy wydźwięk niż świst spadających bomb, niż jęki rannych i umierających.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Cytaty pochodzą z książki "Rzeźnia numer pięć".

Recenzja również na blogu mojeczytanie-silwercross.blogspot.com