Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Igor Newerly. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Igor Newerly. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 marca 2013

Leśne morze - Igor Newerly


Kto jeszcze wie i pamięta o Polakach w Charbinie, którzy w 1887 roku przyjechali do Mandżurii budować ich wielką Kolej Wschodniochińską? Nikt lub prawie nikt, ja przynajmniej o ich tragicznych losach dowiedziałam się z książki Igora Newerly’ego „Leśne morze”.  Ta z rozmachem napisana powieść, porusza wiele wątków i spraw już zapomnianych, a autorowi aż cztery lata zajęło jej napisanie.

Przez różne fazy przechodziłam czytając „Leśne morze”. Wszystkie historie związane z tajgą - shu-hai czytałam z zapartym tchem. Wspaniały jest wątek bezogonowego tygrysa, którego losy są podobne do dziejów głównego bohatera Wiktora Dumanowskiego i ciągle się z nimi splatają. Młody, waleczny tygrys zostaje osierocony i skazany na siebie i tajgę, tytułowe leśne morze, które otacza go z każdej strony. Ta potężna shu-hai daje schronienie, karmi go, przynosi radość. To jego ochrona przed ludźmi, których woli omijać z daleka. Z młodego tygrysa wyrasta potężny samiec Wang, który niesie postrach wśród zwierząt i ludzi, błąka się i szuka swego miejsca i szczęścia. Taki sam jest młody Wiktor Dumanowski. Urodzony na chińskiej ziemi jako dziecko Polaków, nie potrafi się zidentyfikować. Z jednej strony kocha swą nigdy niepoznaną Ojczyznę, która jest mu bliska dzięki opowieściom ojca i matki. To matka opowiada mu o najlepszej skierniewickiej ziemi rodzącej najlepsze owoce, to za jej nieznanym zapachem tęskni. Z drugiej strony- zakorzenił się w Chinach, które są dla niego drugą (pierwszą?) Ojczyzną. To historia człowieka, który nie może wrócić do kraju rodziców, ale jest też niechciany na ziemi, na której się urodził. Bez miejsca, bez państwa, mający jedynie tajgę za dom. Jedyne, czego może być pewien Wiktor to to, że tajga nie ma przed nim tajemnic i że go nie zdradzi. To tam w końcu znajduje swoje miejsce, swoich przyjaciół i swoją miłość. W pewnym stopniu przypomina mi on Dersu Uzałę, bo tak jak on żyje w krainie, gdzie strzelba i amunicja wystarcza, aby zapewnić kilka tłustych lat, a i bierze z niej tylko tyle, ile potrzebuje, nic więcej.

„Leśne morze” to opowieść o byciu samotnym wśród ludzi, to historia o byciu człowiekiem bez kraju. To książka o wojnie, którą słychać w oddali, ale przez to nie jest wcale łatwiejsza do zniesienia, czy mniej intensywna. To właśnie tam, w Mandżurii, wydobywa się uran, mówi i działa się w temacie broni atomowej i biologicznej.  Wszystkie polityczne kawałki, jak to ja, czytałam z pewnym zniecierpliwieniem, wiercąc się w fotelu i wzdychając, a wszystko dlatego, że chciałam czym prędzej wrócić do tajgi, do Wiktora -Wei-tou i Aszyche-Trzytane. Uczucie, które ich połączyło, najbardziej mnie dotyka i ujmuje, jest zawieszone pomiędzy niewypowiedzianymi słowami, a spojrzeniem mówiącym więcej niż milion wyznań. Takie szczególne porozumienie serc, opisane w sposób niezwykły i wielkim wyczuciem. Niezwykła to była miłość, tak daleka od europejskiego pojmowania miłości, silna, pełna i fascynująca. Z drugiej strony jednak krucha ze względu na różnice ideologiczne, kulturowe i narażona na innego typu pokusy.

Igor Newerly potrafi pisać o rzeczach trudnych w wyjątkowy sposób i za to go bardzo cenię. Sama książka, chociaż miejscami trochę mi się dłużyła, to zostawiła jednak ciepły, przyjemny ślad w moim sercu.


_____________
Igor Newerly, Leśne Morze, Świat Książki, Warszawa 2009, s. 556.

Notka pochodzi z Myśli Czytelnika.

poniedziałek, 11 marca 2013

"Chłopiec z Salskich Stepów" Igor Newerly



Igor Newerly to pisarz, z którym nie miałam do tej pory do czynienia. Jakoś wszystkie lektury szkolne mnie omijały, a ja o nim zapomniałam. W zeszłym roku udało mi się okazyjnie kupić trzy książki tego autora, ale odłożyłam je grzecznie na półkę gratulując sobie po cichu wspaniałych łupów, jak to często zresztą u mnie bywa. Nadeszło wreszcie wyzwanie „Jubileuszowe lektury”, z którego dowiedziałam się, że 24 marca Igor Newerly będzie obchodził 110 rocznicę urodzin. Stąd też lektura „Chłopca z Salskich Stepów”.


Majdanek 1943 rok. W baraku tyfusowym leży ciężko chory Igor, który marzy jedynie o cukrze. Za jedną kostkę jest w stanie oddać wiele pajd chleba, które przechowywał na czarną godzinę. Do nieuczciwej wymiany doszłoby, gdyby nie nieznajomy z górnego siennika, który nie pozwolił na taką niesprawiedliwość. Numer 3569, Wowa, „Ruski Doktor”, tajemniczy osobnik, który nie lubi o sobie opowiadać, a do którego ludzie lgną jak do miodu, przynosząc mu różne dowody sympatii. To właśnie on ratuje po raz kolejny Igora, zabierając go do Bloku Czternastego w charakterze pisarza. Tam ma szansę przeżyć. I tak rodzi się wielka, głęboka przyjaźń. Kim jest „Ruski Doktor”, noszący na piersi literę „P” sugerującą, że jest Polakiem, ale nie mówi dobrze po polsku, nie zna też Roty, ani Warszawianki? Po kilku miesiącach znajomości Wowa decyduje się opowiedzieć Igorowi historię swojego życia. Opowiada, jak z chłopca z Salskich Stepów dręczonego głodem nauki zmienia się w „bezprizornego”- wychowanka ulicy. Łut szczęścia powoduje, że dostaje się do domu wychowawczego Niny Pietrownej, dzięki której zdobywa wyksztalcenie, a potem pracę. Zdanie po zdaniu przybliża nas do wyjaśnienia, jak to się stało, że znalazł się na Majdanku. Poznajemy Kiczkajłę, Lońkę i „Klukwę jagodę charoszają”. Dalsze losy bohaterów łączą się aż do obozu w Oświęcimiu, gdzie  w 1944 roku Diergaczew decyduje się na dołączenie do transportu osób cierpiących na malarię. I tak się kończy książka...

Szczęśliwie na jej końcu znajdziemy między innymi „Prawdziwe przygody autora i bohaterów tej książki”, gdzie Igor Newerly wyjaśnia genezę powstania „Chłopca z Salskich Stepów”. Wyjaśnia, że prawdziwe nazwisko bohatera Włodzimierza Iljicza Diegtiariewa zmienił na Włodzimierza Łukicza Diergaczowa, aby nie było skojarzeń z Leninem, ponieważ „Przypadkowa zbieżność imion mogłaby czytelnikowi sugerować, że autor zrobił to specjalnie i nie bez powodu zaznaczył takie podobieństwo”.  Jeden z moich ulubionych bohaterów – Kiczkajło- niestety jest postacią fikcyjną, którą autor stworzył, ponieważ w meandrach pamięci znalazł, że główny bohater po ucieczce z obozu był pielęgnowany przez mężczyznę ogromnego wzrostu. Newerly, pochodzący z Białowieży, uczynił go członkiem faktycznie istniejącego „leśnego rodu Kiczkajłłów, którzy byli, są i będą w Białowieży, póki puszcza szumi”.  Wyjaśnia również, że Diegtiariew wcale nie ukrywał się na Kurpiach, ani nigdy nie poznał Heleny Grzelakowej. Faktycznie było to u wdowy z dwójką dzieci, ale w innym miejscu. Prawdziwa bohaterka nazywała się Adela Narowska i dane było Newerlemu poznać ją w przyszłości.
Igor Newerly przez wiele lat sądził, że jego przyjacielowi nie udało się przeżyć. Dopiero w 1957 roku spotykają się ponownie. Newerly pisze, że „Chłopiec z Salskich Stepów” przysłużył się Diegtariewowi, który za rządów Stalina był szykanowany jako były więzień niemieckich obozów. Dzięki tej książce jego imię zostało nieco oczyszczone.

Nie da się ukryć, że książka w zamiarze była napisana dla młodszych czytelników, to się wyczuwa w użytym języku, skrótach myślowych, prostszych opisach. Część obozowa została jednak napisana bardzo dobrze, przemawia do wyobraźni, a jednocześnie opisy nie przerażają. Mimo trudnego tematu, to ciepła, żywa opowieść, w której akcja toczy się wartko, postacie są wyraziste i pełnokrwiste. Część tocząca się w domu wychowawczym nosi znamiona ducha korczakowskiego, wszak Newerly nie tylko był sekretarzem Janusza Korczaka, ale później przejął od niego "Mały Przegląd", który redagował aż do wybuchu wojny. Jednakże nie mogę przymknąć oczu na to, że pewne fakty zostały przemilczane, niedopowiedziane, a  pewne rzeczy zasugerowane w sposób niezgodny z prawdą historyczną. Nie mnie wyrokować, czy książka została napisana tak, bo inaczej nie przeszłaby przez cenzurę, czy odzwierciedla prawdziwe lewicowe odczucia i przekonania autora. Jako książka bazująca na biografii Włodzimierza Iljicza Diegtiariewa podobała mi się i  z chęcią sięgnę po “Leśne morze” tego autora.




Zdania napisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki. 

_______________
Igor Newerly, Chłopiec z Salskich Stepów, Świat Książki, Warszawa 2010, s. 222.

Notka pochodzi z Myśli Czytelnika