Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sarah Blake. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sarah Blake. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 maja 2013

Ludzie listy piszą... z wojny.


,,Niedoręczony list" Sarah Blake dostałam w prezencie jakieś dwa lata temu i natychmiast zabrałam się do lektury tej książki. Niestety, po około czterdziestu stronach odrzuciłam to romansidło w kąt i postanowiłam nigdy do niego nie wracać. Jeszcze nigdy nie byłam tak znudzona jakąkolwiek lekturą, a tu proszę, da się? Da się! Zaczęło się tak, że Emma, świeżo upieczona doktorowa Fitch przyjeżdża do miasteczka gdzie naczelniczką poczty jest wierząca w system służbistka Iris James. Podczas gdy w miasteczku Franklin życie toczy się spokojnie Europa targana jest wojną, najstraszniejszą ze wszystkich, jakie dotychczas miały tu miejsce. Frankie Bard jest dziennikarką radiową, która przekazuje Ameryce wieści z frontu. Opis z tyłu okładki zapowiadał, że losy tych trzech kobiet w jakiś przedziwny sposób się połączą. Niestety, pierwsze strony książki nie zapowiadały, że dokona się to w jakiś ciekawy lub chociaż prawdopodobny sposób, a jednak.

Jak już powiedziałam, byłam wyjątkowo sceptycznie nastawiona do tej książki. Fabuła nie zapowiadała się ciekawie, a język autorki wyjątkowo mnie drażnił.Wszystko zmieniło się gdy po kilkudziesięciu stronach akcja nabrała tempa, wszystko nagle zaczynało się ze sobą wiązać i się przenikać. Sarah Blake skupiła się na tym, by przedstawić to, jaki wpływ na tzw. wielką historię mają pojedyncze jednostki i odwrotnie, jaki wpływ na historię może odgrywać niepozorna na pierwszy rzut oka jednostka. Fabuła książki jest tylko osnową dla tego zamysłu.

Kolejnym ciekawym aspektem tej książki jest ukazanie niezwykłej roli radia i dziennikarstwa w ogóle w życiu ludzi lat czterdziestych XX wieku. Frankie wraz ze swoimi kolegami po fachu wielokrotnie dyskutuje o istocie dziennikarstwa, a liczne, zaryzykujmy, przygody przeżyte przez pannę Bard zmieniają jej wydawało się dość spójny pogląd na świat i na jej zawód. Co ciekawe, w ,,Niedoręczonym liście" pojawia się wątek Polski, a właściwie polskich Żydów. W wielu książkach kwestia ta jest dość niezgrabnie pomijana.

Jedyne, co dręczyło mnie przy czytaniu tej książki to mnogość nieskończonych wątków. Nie jest to jednak wada stylu autorki, ale zamierzony efekt. Śmierć Thomasa, o której nigdy nie dowiedzą się jego rodzice, chłopiec, który podczas nalotu bombowego stracił matkę, czy dziecko, które samo musiało podróżować do Lizbony i następnie do Stanów. Nigdy nie dowiemy się jak dalej potoczyła się ta historia i to właśnie jest kanwą tej opowieści. Niedokończona historia jednostek, o istnieniu których większość ludzi nigdy się nie dowie.

Pomimo dość ,,babskiej" okładki i równie nieinteresującego tytułu polecam tę książkę absolutnie wszystkim. Rzeczywiście, początkowo jest dość nużąca, ale w miarę upływu stron robi się coraz ciekawiej. Z czystym sumieniem polecam.

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca

Recenzja pochodzi ze strony strofki.blogspot.com.

wtorek, 12 marca 2013

Sarah Blake, Niedoręczony list

Niedoręczony list to wzruszająca historia trzech silnych kobiet, które zostały, nie zawsze z własnego wyboru, wciągnięte w machinę wojenną. 

Jest jesień 1940 roku. Frankie Bard jest młodą amerykańską dziennikarką, która codziennie prowadzi audycje radiowe z bombardowanego przez Hitlerowców Londynu. Jej głos dociera do każdego miejsca w Ameryce, nawet do niewielkiego miasteczka w Massachusetts. 

Irys James jest czterdziestoletnią samotną kobietą, która zostaje naczelnikiem poczty we Franklin, małym nadmorskim miasteczku w stanie Massachusetts. Poznaje Harrego, dojrzałego mężczyznę w średnim wieku, w którym się zakochuje i z którym wiąże plany na przyszłość. Harry zaś jest przekonany, że wojna wkrótce dotrze do wybrzeży Ameryki w postaci pojawiających się nagle niemieckich u-bootów. Dlatego codziennie wypatruje ich siedząc na wieży miejskiego ratusza.

Do Franklin przybywa pewnego dnia młoda kobieta Emma Fitch nowo poślubiona żona  miejscowego lekarza. Jest sierotą, gdyż całą jej rodzinę zabrała epidemia hiszpanki. Will jest jedyną bliską jej osobą. Dlatego bardzo boleśnie odczuwa jego decyzję o wyjeździe do Londynu bombardowanego co noc przez lotnictwo niemieckie. Przed wyjazdem Will zostawia na poczcie list zaadresowany do Emmy i prosi Irys, by doręczyła go jego żonie w razie jego śmierci. 

Losy tych trzech kobiet splotą się w wyniku niespodziewanych wypadków związanych z toczącą się wojną, a ogromną rolę odegrają w tym listy. zarówno te doręczone, jak i tytułowy niedoręczony. 

Początkowo książka mnie trochę nużyła, akcja toczyła się leniwie i niemrawo. Z czasem jednak nabrała tempa i kolejne wydarzenia następowały szybko jedne po drugich, a niektóre z nich były dla mnie całkowitą niespodzianką. Nie zawsze akcja rozwijała się w kierunku, który przewidywałam, co stanowiło dla mnie dodatkową atrakcję powieści. 
Sarah Blake sugestywnie opisuje życie w bombardowanym Londynie, podkreślając fakt, że Anglicy mimo strachu i niepewności jutra nie tracili swego tak specyficznego poczucia humoru. Równie sugestywnie oddaje obraz uchodźców, niemieckich i austriackich Żydów, próbujących za wszelką cenę przedostać się za ocean jak najdalej od ogarniętej wojną Europy. Te fragmenty powieści uważam za najciekawsze. I choć nie ukrywam, że w naszej literaturze czytałam bardziej drastyczne opisy wojennej rzeczywistości, a te opisane  w powieści przedstawione są  z typowo amerykańskiego punktu widzenia, to mimo wszystko autorka stara się jak najdokładniej oddać atmosferę lęku, niepewności, strachu i cierpienia będącego udziałem uciekających przed Hitlerowcami ludzi. 

Podobają mi się także wyraziste kreacje bohaterek, które potrafią stawić czoło rzeczywistości, zmierzyć się z własnymi lękami i słabościami i z tej walki wyjść zwycięsko. Z tej trójki najbardziej polubiłam wrażliwą Frankie przede wszystkim za jej odwagę i determinację, aby ukazać Amerykanom prawdziwy obraz wojennej zawieruchy, od której jej rodaków dzieliło setki mil rozległego oceanu. Najbardziej chyba współczułam Emmie, choć czasem denerwował mnie jej marazm i całkowite wycofanie się z życia. 

Powieść jak na tak trudną i ciężką tematykę napisana jest dość lekko,  mimo że  podczas lektury niejednokrotnie musiałam sięgać po chusteczkę, szczególnie pod koniec książki, kiedy autorka zaserwowała nam sporą dawkę wzruszeń i emocji.