Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II wojna światowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II wojna światowa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 sierpnia 2015

"Kobiety" - Stanisława Kuszelewska - Rayska




      





O książce Stanisławy Kuszelewskiej - Rayskiej "Kobiety", którą wczoraj co dopiero skończyłam czytać,  po raz pierwszy przeczytałam u Beaty, która swym postem zwróciła mi na nią szczególną uwagę. Nazwisko Autorki książki nic mi wówczas nie mówiło, bo i skąd skoro u nas do tej pory była na jej temat cisza, jak zresztą na temat wielu innych pisarzy emigracyjnych. A szkoda, bo to nie tylko nietuzinkowa kobieta, niezwykła Polka ze wspaniałą przedwojenną i wojenną przeszłością, ale również bardzo ciekawa postać licząca się w literaturze nie tylko jako pisarka, ale również jako znakomita tłumaczka dzieł Jacka Londona, Aldousa Huxleya, Donna Byrne'a i Sinclaira Lewisa. Jej "Kobiety" aż żal, że dopiero teraz po raz pierwszy u nas wydane, mimo że ukazały się już w 1946 roku w Rzymie dzięki Instytutowi Literackiemu, należą do książek, które czyta się prawie na wdechu, i którymi od razu po przeczytaniu chce się podzielić. 

Czytaj więcej>>>>>>

niedziela, 25 stycznia 2015

Sońka - Ignacy Karpowicz








   

Tyle się naczytałam na blogach dobrego o Sońce Ignacego Karpowicza, że nie oparłam się, gdy zobaczyłam ją w bibliotece chociaż w domu góra książek czekających w kolejce na czytanie. Muszę przyznać, że warto ją było przynieść i przeczytać. Nawet warto byłoby ją mieć w swojej biblioteczce, by móc do niej wracać i wczytywać się znów w opowieść jaką snuje stara Sonia z Polesia Igorowi z Warszawy o tym co było "dawno, dawno temu", a było jej pełnym traumatycznych wydarzeń życiem. Życiem, które jej zostało darowane mimo wojennego piekła, ale które nie tylko obdarło ją ze wszystkiego co miało dla niej wartość, ale również a może i dlatego zatrzymało się wówczas, gdy utraciła to co było dla niej najcenniejsze czyli jedyną i wielką miłość jakiej doświadczyła. Miłość, która wprawdzie nie powinna jej się była  przytrafić a jednak dopadła ją w dziwny, niewytłumaczalny sposób i zmieniła ją już na zawsze  we własnych oczach a przede wszystkim w oczach tych, dla których stała się tą najgorszą, bo związała się z Niemcem.....


Czytaj więcej >>>>>>>>

sobota, 10 stycznia 2015

Do wolności, do śmierci, do życia - Zofia Posmysz.





     Do wolności, do śmierci, do życia to ostatnia książka przeczytana przeze mnie w ubiegłym roku a zarazem pierwsza, którą prezentuję w tym roku.  Tę niewielką objętościowo książkę napisaną przez Zofię Posmysz i wydaną przez wydawnictwo von borowiecky nabyłam po przeczytaniu tego co napisała o niej książkowiec w swoim Domu z papieru. 
Niestety nie mogę pochwalić się znajomością twórczości Zofii Posmysz kojarzoną przeze mnie głównie  z powieścią p.t. Pasażerka, która wpierw była słuchowiskiem radiowym o tytule Pasażerka z kabiny 45, na motywach którego powstał film Pasażerka aż w końcu powstała książka o tym samym tytule.

           Zofia Posmysz - pisarka i scenarzystka - w 1942 roku została uwięziona w niemieckim obozie koncentracyjnym w Auschwitz, z którego w styczniu 1945 roku wraz z innymi więźniarkami trafiła do Ravensbruck a następnie do obozu w Neustadt-Glewe skąd po wyzwoleniu przez aliantów w  maju 1945 wyruszyła w drogę powrotną domu, do Polski.  Książka, o której traktuje ten post jest głównie relacją właśnie z tego niezwykle trudnego, przepełnionego zmęczeniem, bólem  i ciągłym strachem o własne życie a także cześć  powrotu do ojczyzny. Do ojczyzny,  która na dodatek, jak się zorientowała zaraz po wyzwoleniu,  już nie była tym krajem, w którym kiedyś mieszkała, i za którym tęskniła, lecz takim po którym nie wiedziała czego się spodziewać. 

czytaj więcej <<<<<<<

poniedziałek, 29 września 2014

Requiem dla dziewczyny - Nevil Shute.




Niezbyt pojmuję dlaczego Oficyna Wydawnicza Comfort   tę książkę wydała w serii Biblioteka Romansu  boć chociaż jest w niej mowa o uczuciu, jakie łączyło australijskiego żołnierza i angielską wrenkę, toć przecież romansem ta książka nie jest. Tak, że osoby oczekujące gorącego romansu z wojną w tle jednak, by  się zawiodły.  Jak wskazuje tytuł książka jest  swoistym podzwonnym dla tytułowej dziewczyny. A dziewczyną tą jest Janet, która w 1939 roku po ukończeniu szkoły zamiast rozpocząć studia w Oksfordzie podjęła służbę w marynarce wojennej, a warunki wojenne,  w czasie których jeszcze dorastała dojrzewając  fizycznie i emocjonalnie,  ukształtowała ją i urobiły sprawiając, że przestała być li tylko delikatną dziewczyną z dobrego domu.  Historię Janet tę wojenną i powojenną poznajemy z opowieści snutej przez głównego bohatera książki Alana, Australijczyka, który razem z bratem Billym brał udział w II wojnie światowej, on jako pilot a Billy w piechocie morskiej. W 1944 roku przed lądowaniem aliantów we Francji,  Alan spotkał się z Billym i wówczas ten przedstawił mu swą angielską narzeczoną, Janet, która już od 1941 roku służyła we WRENS, czyli w kobiecej pomocniczej służbie marynarki angielskiej. Wojna boleśnie dotknęła całą trójkę. Alan stracił nogi, Billy zginął a Janet  straciła narzeczonego, z którym wiązała swe nadzieje na czas po wojnie. 


Czytaj więcej>>>>>>

środa, 17 września 2014

Legion - Elżbieta Cherezińska.



       Akcja Legionu, o którym traktuje ten post zaczyna się właśnie we wrześniu, tuż po napaści Rosji sowieckiej. Wojna się już właściwie skończyła a zaczęła się okupacja niemiecka z jednej i sowiecka z drugiej strony, rząd polski opuścił kraj, armia została rozbita i pytaniem podstawowym jej dowodzących  jest : komu się poddać, komu dać się rozbroić, Niemcom czy sowietom, by w końcu  oddać się w ręce sowietów, co jak już wszyscy wiemy skończyło się dla tysięcy strzałem w tył głowy i wspólnym grobem w Katyniu.
Bohaterowie książki Cherezińskiej mając świadomość, że poddanie się nie wchodzi w grę, gdyż ani Niemcom ani sowietom wiary dać nie można podejmują  decyzję o podjęciu własnej drogi a ta, wiodąc część z nich przez niemieckie oflagi a część przez Francję i Anglię,  doprowadza ich z czasem w lasy świętokrzyskie, gdzie działają oddziały partyzanckie AK, BCH a z czasem i AL.
W tej niezwykłej pod wieloma względami książce; bo i treść, i forma jaką autorka przyjęła a także jej objętość są niezwykłe, Elżbieta Cherezińska  w porywający sposób, z epickim rozmachem, opowiada historię oddziałów żołnierzy NSZ, które nie podporządkowały  się rozkazowi scalenia z Armią Krajową nie zgadzając się na współpracę z Armią Ludową, która maszerując u boku Armii Czerwonej nie tylko walczyła z okupantem, ale równocześnie zaprowadzała nowy "ład" na ziemiach wyzwalanych, któremu oni kierując się wyznawanymi zasadami bezwzględnie się przeciwstawiali wiedząc jak on wygląda tam skąd przychodził. To z tych oddziałów właśnie powstała słynna Brygada Świętokrzyska nazwana przez autorkę "Legionem", która prowadziła walkę z komunistyczną partyzantką AL i sowieckimi żołnierzami zrzucanymi na teren Polski w celu prowadzenia akcji propagandowej szczególnie na wsiach, które przy okazji stawały się ofiarami bandyckiej działalności  wyzwolicieli ze wschodu. 

Czytaj więcej>>>>>

czwartek, 7 sierpnia 2014

Sołdat - Nikołaj Nikulin



Sołdat Nikołaja Nikulina to obraz wojny odarty z bohaterstwa, sensu i nadziei. Nikulin, późniejszy wieloletni pracownik Ermitażu, został powołany w 1941 roku, kiedy druga wojna światowa rozszalała się na dobre. Od śmierci ocaliły go (niejednokrotnie) paradoksalnie odniesione rany – pierwsza linia frontu stale się zmieniała, ponieważ mięso armatnie, które zostało masakrowane było zastępowane nowym. Z niektórych dywizji zostawały tylko numery, tak szybko ginęli żołnierze. Autor pisze o strachu, nieuchronności losu: rosyjscy mężczyźni „wpadli w młyn historii, między dwa ludobójstwa. (…) Dlaczego szli na śmierć, choć wyraźnie przeczuwali, co ich czeka? Szli - nie ze zwyczajnym strachem, lecz owładnięci przerażeniem.” Wojna sparaliżowała u większości ludzkie odruchy, a strach przed hitlerowcami z jednej a politrukami i plutonem egzekucyjnym z drugiej utrzymywał całe rzesze straceńców w klinczu.
Sołdat jest pamiętnikiem pisanym wiele lat po wojnie, to wspomnienia traumatyczne, wyplute jak flegma przez chorego na wojnę. Przez szereg lat o żołnierzach mówiło i pisało się jak o bohaterach, w samych superlatywach, niemal hagiograficznie. Dopiero wiele dekad po wojnie za mówienie prawdy nie groziły łagry. Wspomnienia o wojnie (tytuł oryginału Wospominanija o wojnie) Nikulina krążyły początkowo w drugim obiegu w formie maszynopisu, dopiero po latach doczekały się druku. Autor rozlicza się nie tylko ze swoja przeszłością i tym czego był świadkiem i uczestnikiem, ale i z mitem bohatera-kombatanta. Nikulin pisze wprost, że ci, co przeżyli nieraz nie powąchali prochu, bezpiecznie zadekowani na tyłach opływali w niemieckie kiełbasy i rosyjski samogon.
Część wspomnień jest tak drastyczna, że aż groteskowa: żołnierze spali w wykopanych własnoręcznie ziemiankach, nie myli się miesiącami, czego skutkiem był wygląd armii strachów na wróble, przez brak możliwości pochówku gnili tam, gdzie ginęli – w pewnym momencie Nikulin pisze o świetnie rozpoznawalnych warstwach trupów z lata, zimy i poprzedniego lata, leżały jedne na drugich, a odróżnić je można było po mundurze letnim, bądź zimowych walonkach. Złe decyzje dowództwa przyczyniały się do narastania tych trupich hałd.
Na ziemiach wyzwolonych żołnierze brali sobie Frau jak trofea wojenne. Dewastowali domy w sposób urągający wszelkim troglodyckim standardom. Nikulin pisze o wpływie propagandy, szczególnie Erenburga, na morale i zachowanie się żołnierzy, którzy nie przypominali już ludzi, a szarańczę o nieludzkiej sile.
Te wspomnienia maja niesamowicie pacyfistyczny wydźwięk; wojna to zło, które nie rodzi niczego dobrego, a wręcz na lata skazuje ludzi i kraje na marazm, stres i traumę. Gorąco Was namawiam do sięgnięcia po te lekturę, choćby z ciekawości, jak to było w armii rosyjskiej, o której się tak źle słyszy w kontekście drugiej wojny światowej. Nikulin nie wybiela żołnierzy, nie tłumaczy ich zachowania, nie neguje zbrodni, których się dopuścili, jedynie opisuje wszystko niemal reporterskim okiem.

Zapraszam na bloga:  http://setna-strona.blogspot.com/

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Wspomnenia z getta warszawskiego

Nie wiem, czy będę się mogła otrząsnąć z takiej dawki smutku i przerażenia. Kończyłam dwie wstrząsające książki: Pamiętnik i inne pisma z getta Janusza Korczaka oraz Pianistę, czyli wspomnienia Władysława Szpilmana. Obaj byli postaciami znanymi w przedwojennej Warszawie, jeden był społecznikiem, drugi – artystą. Jeden zginął u boku wychowanków, drugi – cudem ocalał z holokaustu. Obaj – i Korczak i Szpilman – zamknięci byli w warszawskim getcie, w którym zgromadzono około 460 tysięcy osób na stosunkowo małym obszarze. Tuż przed wojną w Polsce żyło 3,5 miliona Żydów. Po wojnie zostało ich zaledwie 240 tysięcy. Systematycznie wykańczani psychicznie, a później i fizycznie, doprowadzani do nędzy, chorób, w końcu mordowani na masową skalę.
Pamiętnik Korczaka pisany jest w większości w 1942 roku, ostatni zapis datowany jest na kilka dni przed wywózką Domu Sierot do Treblinki, gdzie zginęli wszyscy bez wyjątku. Szpilman spisał swoje wspomnienia tuż po zakończeniu wojny, jeszcze „na świeżo” (pierwsze wydanie jego wspomnień było w roku 1946, ale później cenzura uniemożliwiała dalsze wydania z uwagi na niewygodne dla siebie fakty).
Janusz Korczak, lekarz, intelektualista, pisarz, propagator „wychowywania” dziecka (a nie jego „hodowania”, czy „tresowania”) był dyrektorem i wychowawcą jednego z pośród trzydziestu sierocińców i internatów, znajdujących się na terenie getta. W swoich zapiskach zostawił kronikę codziennych zmagań o egzystencję dużej grupy sierot, na tle coraz bardziej wyniszczanego getta. Bolesne są zapisy o „umieralni dla dzieci”, gdzie z 10-ciu przyjętych w tygodniu umierało dziewięć, lub wszystkie. Ale dla Janusza Korczaka dzieci to nie liczby w statystykach, a Moniuś, Reginka, czy Chaimek. Trzeba nie tylko napalić w piecu, dać jeść, oprać, podać lekarstwo, ale i przytulić, opowiedzieć bajkę o Kocie w butach. Po rozdziale Dwie trumny myślałam, że serce mi pęknie i chciałam odłożyć książkę. Nie mogłam. Taki niesamowity ładunek emocjonalny niosą ze sobą słowa Korczaka, że tylko kamień by nie zapłakał nad losem tych dzieci…
W Pianiście Szpilman wspomina Korczaka, jego odwagę i wierność ideałom. Zapiski Władysława Szpilmana napisane są z niemal dziennikarską pozbawioną zbędnych ozdobników precyzją. Muzyk pozostawia obraz getta z nieco innej strony, ale nadal jesteśmy w tym samym piekle, z którego trudno się wydostać. Pamiętam, że Roman Polański pisał, że z getta można było uciec, ale o wiele ciężej było przeżyć poza jego murami. Szpilman miał przyjaciół, którzy nie bali się narażać życia dla niego (państwo Buguccy), a także, jak już kiedyś wspominałam, trafił na „jedynego c z ł o w i e k a w niemieckim mundurze”; kapitan Wilm Hosenfeld jest bowiem ukrytym bohaterem Pianisty; do książki dołączone są fragmenty jego pamiętnika z roku 1943, które zadają kłam teorii, że o zbrodni przeciw ludzkości, którą uprawiali na ziemiach polskich naziści, nikt na zachód od Warty nie wiedział. W posłowiu napisanym przez Wolfa Biermanna (poeta, prozaik, a także dysydent niemiecki) dowiadujemy się, że ten przedwojenny nauczyciel pomógł nie tylko Szpilmanowi, ale innym Polakom.
Obie książki powinno się przeczytać. Każdy powinien po nie sięgnąć, jak sięga się po wstrząsające Medaliony Nałkowskiej. Obie książki są świadectwami woli życia i bezinteresownej ofiarności w opozycji do ludzkiego okrucieństwa.
Jeszcze taka mała dygresja na koniec. W Pianiście Polańskiego role tytułową zagrał Adrien Brody, którego dziadek jeszcze przed wojną przyjechał do Stanów. Tylko on przetrwał; cała rodzina zginęła w obozach śmierci. A ileż było takich rodzin, z których nie przetrwał nikt…

Więcej na stronie:  http://setna-strona.blogspot.com/

Miasto złodziei - David Benioff

David Benioff jest hollywoodzkim scenarzystą, znanym między innymi z ostatniej serii kultowej Gry o tron. Jest również autorem książki 25. godzina, która została sfilmowana przez Spike'a Lee. Benioff jest również potomkiem rosyjskich emigrantów, o czym może świadczyć nie tylko nazwisko, co wspomnienia dziadka Davida, Lwa Beniowa. Nie wiem, na ile są to wspomnienia rzeczywiste (sic!), na ile licentia poetica, ale Miasto złodziej zachwyca realizmem (w posłowiu autor nawiązuje do kilku pozycji, z których czerpał natchnienie, oraz suche fakty).
Opowieść zaczyna się w sylwestra, podczas oblężenia Leningradu. Na dachu bloku Kirowa, siedemnastoletni Lew Beniow wypatruje wrogów. Nie jest wcielony do armii, jest kimś w rodzaju strażaka, a sam przyznaje, że jest "dumnym dowódcą Kirowskiej Brygady Piątego Piętra". Pech chce, że Lew schodzi z posterunku po godzinie policyjnej, w konsekwencji czego zostaje aresztowany (za coś takiego grozi śmierć!). Czekając w ciemnej, że oko wykol celi, zaprzyjaźnia się z Nikołajem Aleksandrowiczem Własowem (dla przyjaciół Kola), który cytuje fragmenty powieści nieznanego pisarza pt. Pies podwórkowy. Oczywiście można się domyślić, że do egzekucji nie dochodzi. Młodzi ludzie mają szansę, daną przez dowódcę NKWD: znalezienie tuzina jajek na weselny tort córki w oblężonym, wygłodniałym Leningradzie. 
Misja-niemożliwe obfituje w szereg i strasznych i śmiesznych sytuacji. Groteska, koszmar wojny, do tego rodząca się przyjaźń obu młodzieńców, a także... miłość Lwa do aspirującej do miana najlepszej snajperki Wiki, rudej, wygadanej partyzantki. 
Nie zdziwiło mnie to, co przeczytałam później o autorze (o jego karierze scenarzysty), książka bowiem napisana jest bardzo plastycznie i myślę, że za jakiś czas doczekamy się świetnego filmu.

Więcej na stronie:  http://setna-strona.blogspot.com/

Kolabo-song - Jean Mazarin

Tę książkę wygrzebałam przy okazji porządków na bibliotecznych półkach. ot, taki mały przegląd, po którym wyniosłam cały stosik. Książką Mazarina biorę udział w wyzwaniu Czytamy książki nieoczywiste, bo świetnie się do niego nadaje. Kolabo-song jest opisem środowiska kolaboracyjnego we Francji w czasie II wojny światowej. Niestety, czytając miałam wrażenie, że wszyscy Francuzi popierali rząd Vichy i jako oportuniści cieszyli się, że nie muszą walczyć. Mazarin nie sięga zbyt głęboko do podziemia, ot, kilka razy słyszymy wyzwisko pod adresem kochanki Niemca.
Bohaterka jest Laura Santenac. Młoda pretensjonalna kobieta bez moralności, żona lekarza-dziwkarza, która z nudów wydaje w ręce gestapo swoją pokojówkę, ukrywającą się pod fałszywym nazwiskiem Rozę Goldenberg. Przy okazji, niejako w skutek "sprzedaży wiązanej" pozbywa się również (niechcący?) znienawidzonego męża.
Laura pod wpływem znajomej, Kamili, nawiązuje relacje z towarzyskim skolaborowanym światkiem francuskiej socjety, która bawi się w najlepsze i wcina tonami pasztet strasburski jakby wojny nie było.
Plejada bardziej lub mniej niemoralnych postaci.
I pomyśleć, że w tym samym, szpitalu, w którym operował Edmund Santenac, mąż Laury, mógł operować Ravic...
Niestety, książkę oceniam dość surowo, bo spodziewałam się, że mnie porwie. Nie stało się tak jednak w skutek dość uciążliwej, jednostajnej fabuły. Gdyby autor zatrzymał się na śmierci męża Laury wyszłoby świetne opowiadanie. Niemniej jednak polecam frankofilom i miłośnikom historii wojennych.

piątek, 20 czerwca 2014

Wojenna narzeczona - Alyson Richman

  Dwoje starszych ludzi spotyka się na weselu swoich wnuków w Nowym Jorku. Mężczyzna, dziadek pana młodego przyglądając się babce pani młodej ma nieodparte wrażenie, że kogoś mu przypomina. Kobieta nie przypomina go sobie, ale on nie rezygnuje i  po chwili drżącym głosem pyta : " Nie pamiętasz mnie?", i dopowiada: " Lenka, to ja Josef. Twój mąż". Tak zaczyna się snuć pełna ciepła i słów o miłości, ale i o cierpieniu opowieść dwojga ludzi, których zły los rozdzielił na samym początku wspólnego życia, by u progu życia pozwolić im znów się spotkać.

          We wspomnieniach Lenki widzimy Pragę u schyłku lat 30-tych. To wspomnienia o szczęśliwym, zamożnym domu, studiach na akademii sztuk pięknych i Josefie, bracie koleżanki, z którym połączyło ją najpiękniejsze uczucie jakim może obdarzyć się dwoje młodych ludzi. Ten czas jednak się kończy i zaczyna się opowieść o coraz trudniejszym bytowaniu Żydów, o prześladowaniu, zakazach i nakazach tylko ich tyczących, które sprawiają, że życie staje się koszmarem. We wspomnieniach Lenki Josef, licząc na to, że jako żona wyemigruje z nim i jego rodziną do Ameryki, oświadcza się o jej rękę i następuje ten najszczęśliwszy dzień w ich życiu, stają się mężem i żoną. Ale Lenka w obliczu coraz większego terroru ze strony niemieckiego okupanta, głucha na prośby męża podejmuje decyzję o pozostaniu w Pradze z rodzicami i siostrą a to kończy się dla niej obozem pracy w Terezinie, gdzie Niemcy przesiedlają wszystkich Żydów z Pragi. Stamtąd po dwu latach trafia do Auschwitz.


Czytaj więcej>>>>>>>>>>>

środa, 14 maja 2014

Owoce zimy - Bernard Clavel o starości w czasie wojny.

Bernard Clavel urodził się w departamencie Jura, w rodzinie piekarza ożenionego z kwiaciarką. Rodzina była skromnie sytuowana więc i on pomagał pracując już od 14 roku życia jako pomocnik piekarza. Zanim poświęcił się pracy literackiej imał się różnych zawodów. Był pisarzem lubiącym pisać o prostych ludziach i opisywać  ich  surowe warunki życia. I tacy właśnie są bohaterowie jego powieści "Owoce zimy", stary Gaston  Dubois i jego kilkanaście lat młodsza żona. Akcję książki, która toczy się pomaleńku, bez pośpiechu, w tempie dostosowanym do fizycznych możliwości pary bohaterów, a szczególnie starego Dubois, Clavel osadził w swym rodzinnym departamencie w czasie II wojny światowej, a jego Gaston całe życie był piekarzem, który ciężko pracując wypiekał chleb, z czego był bardzo dumny, gdyż pozwalało mu to utrzymać rodzinę. Czas wojny, która toczy się gdzieś tam, daleko w krajach, o których on nigdy nie słyszał, dla niego i jego żony jest czasem trudnym głównie ze względu na braki w zaopatrzeniu w żywność i opał. 



 Czytaj więcej  >>>>>>
 

wtorek, 29 kwietnia 2014

"Spowiedź" Calek Perechodnik

„Spowiedź” Calka Perechodnika to książka o najmocniejszym przekazie z całej serii „Żydzi Polscy” wydanej przez Ośrodek KARTA. Takiej książki nie można oceniać ani gwiazdkami, ani w kategorii podoba się lub nie. Zawarte w niej świadectwo Calka Perechodnika, polskiego Żyda, który w czasie wojny pełnił rolę żydowskiego policjanta w otwockim getcie, powala na kolana swą szczerością i zawartymi w niej okrutnymi opisami. Wersja z 2011 roku jest pełną, wierną wersją dziennika, wcześniejsze wydania były częściowe lub ze zmianami. Czytamy słowa, które zostały napisane już po aryjskiej stronie od maja do października 1943 roku.

„Spowiedź” zadedykowana jest sadyzmowi niemieckiemu, podłości polskiej i tchórzostwu żydowskiemu, a właściwie jest  wyznaniem wszystkich przewinień i grzechów, skierowanym do żony Calka Perechodnika. Anna Nusfeld, z którą Perechodnik ożenił się w 1938 roku, była jego największą i jedyną miłością. Sam przyznał, że jego rodzina była bardzo chłodna emocjonalnie, zaspakajała potrzeby materialne, ale nie uczuciowe. To z Anną odnalazł miłość, ona też w 1940 roku urodziła mu córkę Athalie, śliczną blondynkę o niebieskich oczach. 19 sierpnia 1942 roku podczas wywózki Żydów z Otwocka, Perechodnik wyciągnął swoją żonę z córką z bunkra i umieścił ja na Umschlagplatzu wierząc w zapewnienia Niemców, że żony i dzieci policjantów żydowskich są bezpieczne. Wcześniej przewidywał wywózkę, ale nie postarał się dla żony o Kenkartę, mimo jej próśb. Nie udało mu się też umieścić córki po aryjskiej stronie. Z obydwoma sprawami dosyć zwlekał. Niemcy nie dotrzymali obietnicy danej żydowskiej policji. Żona i córka Perechodnika znalazła się wśród ludzi czekających na wywóz, jak się później okazało- wprost do Treblinki. "Czy tę winę odkupię kiedyś, o Boże?" - pyta.

niedziela, 20 kwietnia 2014

"Dotkniecie aniola" Henryk Schönker

Niezwykle mądra, bardzo poukładana logicznie książka o Holocauście, oparta na wspomnieniach własnych oraz ojca Henryka Schönkera. Piękna książka, która chwyciła mnie za serce i na zawsze w nim zamieszkała. Henryk Schönker nosił te wszystkie historie w sercu przez 60 lat, zanim zdecydował się opisać to, co przeżył w dzieciństwie. Oczami dziecka, które w momencie wybuchu wojny miało tylko osiem lat,  opisuje ucieczkę przed śmiercią, której oddech towarzyszył mu podczas każdego kroku. Oświęcim, Krąków, Wieliczka, Tarnów, Bochnia, obóz Bergen-Belsen. To kolejne przystanki podczas owej ucieczki. Odtworzona została atmosfera dziecięcego świata oraz odczucia chłopca, któremu przyszło żyć w tak tragicznych dla niego czasach. Ta niezwykła wrażliwość, sposób widzenia i nieskończona wyobraźnia, bo przecież słońce nadal świeciło, dzieci się bawiły i tworzyły swój własny świat, nawet jeśli wokół była wojna i kipiała nienawiść skierowana przeciwko Żydom. Na jej kartach zawsze zostaną żywi przyjaciele małego Heńka - Jankiel, Adam- Bocian, Staszek, kuzynki, które robiły prześliczne lalki ze szmatek oraz kuzyni Ignaś i Arie, a także pierwsza, wielka miłość – Nina Armer. Wtedy młodzieńcze serce także było rozbuchane ogromnym uczuciem, a głowa myślała tylko tym, jak skraść kolejny pocałunek. Nikt  z nich nie przeżył poza upośledzonym Bocianem. Z całej dużej rodzinny Schönkerów uratował się tylko Heniek z siostrą Lusią oraz rodzicami.
Toteż zdjęcia zebrane na końcu książki szczególnie mnie wzruszały. Zdjęcia rodziny, ludzi, którzy nie przeżyli, bo nie mieli takiego szczęścia i opieki anioła, jak rodzina Schönkerów. W tamtych czasach nie było jednej, uniwersalnej recepty na przeżycie, bo nic nie dawały ani pieniądze, ani koneksje, ani pozycja.  Jest takie zdjęcie dzieci z Wieliczki podczas przedstawienia w marcu 1942. Jest tam i mały Henryk, a za nim Nina oraz wiele innych dziecięcych postaci, dzięki tej książce wspomnienie o nich będzie wieczne.
Zresztą nie tylko o dziecięcych przyjaźniach pisze Autor. Wspomina przyjaźń z wielkim niemieckim aktorem pochodzenia żydowskiego – Johnem Gottowtem czy z rzeźbiarzem Hochmanem.

Czytaj dalej...

piątek, 4 kwietnia 2014

Stephan Talty, Agent „Garbo”

Człowiek, który oszukał Hitlera

Stephan Talty, Agent „Garbo”
tytuł oryginalny: Agent „Garbo”
przekład: Mateusz Fafiński
wydawnictwo: MUZA S.A.
data wydania: 5 marca 2014 r.
ilość stron: 384
ISBN: 978-83-7758-600-6
okładka: broszurowa ze skrzydełkami

Dlaczego historia Gabro jest niezwykła? Przede wszystkim z tego powodu, że przed rozpoczęciem kariery szpiegowskiej nie miał doświadczenia w byciu agentem. Polegał na swojej niezwykle bogatej i kreatywnej wyobraźni oraz umiejętności czytania ludzi
Zaczęło się od tego, że widział jakie ogromne straty przyniosła Hiszpanii wojna domowa w latach 1936–1939 oraz jak niemiecka doktryna nazizmu zmienia jego ukochany kraj. Zasiane przez ojca Pujola ziarno humanizmu i poświęcenia dla wyższej sprawy, dla dobra innych ludzi, sprawiło, że młody, dwudziestokilkuletni Juan kilkakrotnie próbował porozmawiać w ambasadzie brytyjskiej w Lizbonie (która była wówczas znana jako stolica wywiadu), lecz odsyłano go stamtąd z kwitkiem. Rozgoryczenie sprawiło, że młody Hiszpan postanowił działać na własną rękę i zgłosił się do... nazistów, przybierając postawę zatwardziałego nazisty, który nienawidzi Wielkiej Brytanii. Przekonał do siebie agenta niemieckiego wywiadu i wkrótce zaczął "działać". Gdy tylko oficjalnie stał się szpiegiem nazistów, ponownie udał się do brytyjskiej ambasady, by zaoferować swoje usługi, tym razem jako podwójnego agenta. Po raz kolejny został odesłany.
- See more at: http://wiedzma-czyta.blogspot.com/2014/04/stephan-talty-agent-garbo.html#more
Dlaczego historia Gabro jest niezwykła? Przede wszystkim z tego powodu, że przed rozpoczęciem kariery szpiegowskiej nie miał doświadczenia w byciu agentem. Polegał na swojej niezwykle bogatej i kreatywnej wyobraźni oraz umiejętności czytania ludzi.
Zaczęło się od tego, że widział jakie ogromne straty przyniosła Hiszpanii wojna domowa w latach 1936–1939 oraz jak niemiecka doktryna nazizmu zmienia jego ukochany kraj. Zasiane przez ojca Pujola ziarno humanizmu i poświęcenia dla wyższej sprawy, dla dobra innych ludzi, sprawiło, że młody, dwudziestokilkuletni Juan kilkakrotnie próbował porozmawiać w ambasadzie brytyjskiej w Lizbonie (która była wówczas znana jako stolica wywiadu), lecz odsyłano go stamtąd z kwitkiem. Rozgoryczenie sprawiło, że młody Hiszpan postanowił działać na własną rękę i zgłosił się do... nazistów, przybierając postawę zatwardziałego nazisty, który nienawidzi Wielkiej Brytanii. Przekonał do siebie agenta niemieckiego wywiadu i wkrótce zaczął "działać". Gdy tylko oficjalnie stał się szpiegiem nazistów, ponownie udał się do brytyjskiej ambasady, by zaoferować swoje usługi, tym razem jako podwójnego agenta. Po raz kolejny został odesłany.

Czytaj dalej...
Stephan Talty, Agent „Garbo”
tytuł oryginalny: Agent „Garbo”
przekład: Mateusz Fafiński
wydawnictwo: MUZA S.A.
data wydania: 5 marca 2014 r.
ilość stron: 384
ISBN: 978-83-7758-600-6
okładka: broszurowa ze skrzydełkami - See more at: http://wiedzma-czyta.blogspot.com/2014/04/stephan-talty-agent-garbo.html#more

czwartek, 27 marca 2014

Świat nie jest czarno biały.

Przeczytałam ostatnio książkę której akcja toczy się w czasie II wojny światowej , jest to jeden z moich ulubionych tematów o ile w ogóle można takiego określenia użyć, interesuje mnie to i teraz może już mniej ale kiedyś czytałam pasjami o losach ludzi w owych strasznych czasach. Wszystkie te relacje niezależnie od tego czy czytałam listy, pamiętniki, wspomnienia po latach czy też powieści na podstawie czyiś zapisków, opracowania naukowe czy dokumenty pełne są tragizmu, bólu , strachu, śmierci, miłości, oddania czy przyjazni.     Podobnie i tutaj, poznajemy trzy różne kobiety z różnych warstw społecznych , w nieco odmiennej sytuacji rodzinnej jedyne co je łączy to właśnie II wojna światowa. Jak w wielu relacjach mamy i bombardowania, i chowanie się w piwnicach, w jakiś klitkach, trudności w zdobywaniu najprostszego i najtańszego jedzenia, kartki na jedzenie, żeby jeść czyli dostać kartki trzeba pracować a tu sił brak a jeszcze dzieci , strach przed każdym kolejnym krokiem. Dokwaterowania do mieszkań bądź w końcu i wyrzucenie, wpędzenie, tułaczkę drogami zatłoczonymi przez uchodźców . Znamy przecież z niejednej opowieści te widoki kiedybombardujący drogę samolot zamiast niszczyć cele wojskowe zabijał ludzi uciekających wszelkimi możliwymi drogami. Znamy również relacje o gwałtach , niejednokrotnie zbiorowych na kobietach niezależnie od wieku czy stanu zdrowia, o zaawansowanych ciążach nie wspominając. Umieranie z głodu gdy brakuje już jedzenia choćby i najpodlejszego, brak pomocy, donoszenie na ukrywających się, opaski na rękawach noszone obowiązkowo przez każdego będące znakiem przynależności narodowej czy raczej poniżeniem i oskarżeniem , znakiem że należy się do tej gorszej części świata. Obozy koncentracyjne , kaci i ofiary znamy o wszystko, wagony bydlęce ...
     Zatem dlaczego , omijając zainteresowanie tematem w ogóle piszę na ten temat ? Nie znacie jeszcze ani bohaterek będących też autorkami relacji , ani tytułu książki , którą myślę warto poznać, przeczytać , przemyśleć , wziąć do serca. To właśnie te kobiety powodują że ta książka jest w swoim podobieństwie fabularnym do innych, tak oryginalna. 

   

   

niedziela, 23 marca 2014

"Droga do zapomnienia" Eric Lomax






 ZEMSTA   czy   PRZEBACZENIE  ???




W moim, nie tak krótkim już przecież, życiu przeczytałam sporo książek dotyczących II Wojny Światowej, Holokaustu i obozów koncentracyjnych. Zawsze jednak ów książki i różne spotkania dotyczyły zbrodni nazistowskich. Natomiast wczoraj wieczorem zaczęłam czytać wspomnienia wojenne z Dalekiego Wschodu. Przyznam, że moja wiedza o tym rejonie świata jest raczej uboga... Trzeba to zdecydowanie zmienić... Mało dziś się mówi o obozach na wschodzie, choć los więźniów był równie tragiczny i okrutny, jak w Auschwitz czy w Treblince.



Książka Erica Lomaxa "Droga do zapomnienia", czy raczej  "The Railway Man" jest wstrząsającym zapisem pobytu w japońskim obozie jenieckim Outram Road w Singapurze. Eric miał 20 lat, gdy Niemcy zaatakowali Polskę. Jako brytyjski oficer wyruszył do Singapuru, ale wkrótce losy wojny się zmieniły i trafił jako jeniec do dżungli, aby budować kolej birmańsko-syjamską. W 1942 r. trafił do obozu Outram Road, był nieustannie torturowany, nieludzko głodzony i męczony psychicznie. Nie sposób pisać o wszystkich okropnościach i męczarniach. Żadne słowa nie są w stanie oddać i opisać nieludzkich warunków życia w obozie, śmierci, tortur, poniżania i powolnego, metodycznego zabijania resztek godności i człowieczeństwa. Eric nie poddał się jednak, po dwóch latach został przeniesiony do szpitala obozowego Changi, gdzie doczekał końca wojny.  Ale czy jego tortury się skończyły? Czy można zapomnieć o bólu, nawet gdy fizyczne rany dawno się zabliźniły?








Dziś szacuje się, że Kolej Śmierci, czyli  odcinek łączący Bangkok w Tajlandii z Rangun w Birmie pochłonął życie 100 000 ofiar. Obecnie połączenie jest w większości nieczynne (z 400 km można przejechać tylko 130), ale tory nadal są niemym pomnikiem na wielkim cmentarzysku dziejów XX w.







Książka nie jest jednak tylko i wyłącznie zapisem przeżyć obozowych. Jest czym znacznie więcej...


Czytaj więcej....




poniedziałek, 13 stycznia 2014

Ian Tregillis, Mroczna geneza

Ian Tregillis, Mroczna geneza
tytuł oryginału: Milkweed Tryptych – Bitter Seeds
seria: Projekt Milkweed, tom 1
wydawnictwo: MAG
data wydania: 27 września 2013r.
ilość stron: 432
ISBN: 978-83-7480-381-6
okładka: miękka

W Mrocznej genezie Ian Tregillis przedstawił alternatywną wizję II wojny światowej. Wizję, w której zespół niemieckich naukowców, pod kierownictwem doktora von Westarpa, stworzył grupę nadludzi poprzez operacje na otwartym mózgu, podczas których pacjentom wszczepiano przewody, podpinane następnie do specjalnej baterii. Tak powstał zespół Götterelektrongruppe, ludzi, którzy dzięki ładunkowi elektrycznemu wysyłanemu wprost do mózgu, posiedli niezwykłe zdolności, jak przewidywanie przyszłości, telekineza czy zdolność bycia niewidzialnym.
Przeciwko nim staje grupa brytyjskich „czarowników” – choć wydaje mi się, że nie jest to adekwatne określenie w stosunku do tej grupy, bowiem z magią mają oni naprawdę niewiele wspólnego – którzy starają się zwalczyć ową specyficzną hitlerowską machinę wojenną, korzystając z pomocy Eidolów, pozaziemskich, lecz zarazem wszechobecnych bytów o praktycznie nieograniczonej mocy. Jednakże pomoc tych istot nie jest bezinteresowna, gdyż za każdym razem żądają one coraz więcej, a ich ceną jest krew...

Czytaj dalej...

niedziela, 22 grudnia 2013

Łąka umarłych - Marcin Pilis

Każdy Polak słyszał, co stało się w miejscowości Jedwabne w roku 1941 roku czy Gniewczynie w 1942. Na kanwie tych wydarzeń Marcin Pilis zbudował powieść wstrząsającą, bolesną, dotykającą polskiego wstydu. Wielkie Lipy to fikcyjna miejscowość w której osadzona jest akcja, a która jest tłem do tego, aby pokazać, jakie były stosunki polsko-żydowskie podczas wojny i oraz po jej zakończeniu. Nazwa nie jest zresztą istotna, bo wydarzenia mogły mieć miejsce gdziekolwiek w małej, nieco izolowanej miejscowości. Pytanie, czy konstruowanie fikcyjnej fabuły na bazie tak bolesnych wydarzeń jest konieczne, potrzebne i  moralne? Każdy musi sobie sam odpowiedzieć na to pytanie. Sama jestem zazwyczaj na nie, ale w tej sytuacji mam bardzo mieszane uczucia, pewnie dlatego, że sama powieść okazała się bardzo dobra. Z gatunku tych, które gryzą i nie pozwalają zasnąć w nocy, bo przywołują obrazy z książki i pytania o naturę zła.

„Łąka umarłych” nie jest powieścią jednowymiarową. Akcja dzieje się w czasie II wojny światowej, w czasach PRL-u lat siedemdziesiątych i w latach dziewięćdziesiątych. Mamy mieszankę Polaków, Niemców i Żydów, a wszystkie postaci są ściśle ze sobą powiązane. Konstrukcja fabuły jest wyśmienita, a narracja równie dobra.

Wielkie Lipy to wieś położona wśród lasów, która byłaby zapomniana przez świat, gdyby nie istniejący tam klasztor i zabłąkani pielgrzymi. Tam od wielu lat żyli w symbiozie Polacy i Żydzi, nie przeszkadzając sobie zupełnie. Do czasu okupacji. W Wielkich Lipach znalazł swoje miejsce Jerzy Hołotyński, astronom i naukowiec, który miał tam swoje obserwatorium astronomiczne i prowadził badania. Spędził tam kilkadziesiąt lat, sporadycznie odwiedzając żonę i syna, a co ważniejsze- nigdy ich nie zapraszając do swojej samotni. Dwa lata po śmierci Jerzego, już w latach siedemdziesiątych, jego syn Andrzej przypomina sobie o domu i obserwatorium, które odziedziczył, a także o obietnicy, którą złożył ojcu na łożu śmierci. Wyrusza więc do Wielkich Lip odkrywając, że wieś jest tak odizolowana, że nie można dojechać tam żadnym autobusem, a ostatni odcinek drogi trzeba przebyć pieszo przez las. Już w drodze do wsi zostaje napadnięty, a na miejscu w Wielkich Lipach przekonuje się, że nie jest tam chętnie widziany ani przez przeora klasztoru, który udziela mu pomocy na czas rekonwalescencji, ani przez mieszkańców. Stara się rozwikłać tajemnicę tej mrocznej miejscowości, co prowadzi do szeregu tragicznych zdarzeń dla wielu ludzi z nią związanych, również dla samego Andrzeja. Bowiem nie tak łatwo wydostać się z wsi, do której dostępu broni samo SB „chroniące” resztę społeczeństwa przed wiedzą o tym, co wydarzyło się w Wielkich Lipach w czasie II wojny światowej. 
“Niby wiedziałże Polacy to nie nadludzie śpiewający wyłącznie o chwale, czci, honorze i mesjańskim powołaniu. Są i złoczyńcy bez hamulców. Są. Wszędzie przecież są. Ale co zrobić, kiedy tymi złoczyńcami bez hamulców okazują się zwykli ludzie, i z niepozornego zbiorowiska przeistaczają się w krwiożerczy tłum, a potem wracają do swoich codziennych zajęć”.
Chcielibyśmy wierzyć, że Polacy byli wyłącznie waleczni i braterscy, pomijamy często fakt, że sporadycznie zdarzały się wypadki, kiedy to Polacy okazywali się bardziej okrutni od okupanta, zwracając się ku swoim sąsiadom, aby zdobyć aprobatę najeźdźcy, a moze po prostu dlatego, że żyła w nich pierwotna żądza krwi i mordu.
W latach dziewięćdziesiątych ktoś jeszcze udaje się  do tej zapomnianego przez wszystkich miejsca. To stary, chorowany Niemiec – Karl Strauch, który był w centrum tragicznych wydarzeń w Wielkich Lipach...

„Łąka umarłych” to powieść zawieszona gdzieś pomiędzy dobrem i złem, chociaż w wielu momentach wydaje się, że w Wielkich Lipach żyje wyłącznie zło. Zło tak potężne, że chce się zamknąć oczy i zapomnieć o scenach z tej książki jak najszyciej. Tak się jednak nie da. Książka wwierca się w myśli i boli okrutnie, przeraża i wymusza pytania, kim byłabym w podobnej sytuacji. Czy katem, czy altruistką? Do jakich czynów bylabym zdolna lub niezdolna?

Jako przeciwwagę mamy wątek miłosny, który staje się niejako ratunkiem i dla nas, wstrząśniętych czytelników, a przede wszystkim dla samych bohaterów.

Jedna z najlepszych książek polskiego autora, jaką udało mi się ostatnio przeczytać.


środa, 18 grudnia 2013

Trismus - Stanisław Grochowiak

 „Trismus” Stanisława Grochowiaka z pewnością szokowała w czasie, kiedy została po raz pierwszy wydana, czyli w 1962 roku. Pięćdziesiąt lat później nie ma już, przynajmniej dla mnie, takiego mocnego przekazu, być może dlatego, że teraz wiemy już więcej i od dawna. „Trismus” jednak ciągle uderza, rani i budzi niedowierzenie, dobitnie pokazując, jak silna była hitlerowska ideologia i co potrafiła zrobić z mózgiem, inteligentnego przecież, człowieka.

Wiele jest symboli ukrytych w książce, od samego tytułu począwszy (trismus znaczy szczękościsk), po nazwę miejscowości (Glückauf). Sama zaś „Trismus” traktuje o architekcie, koneserze sztuki i piękna, a jednocześnie oficera SS, który z czasem zostaje komendantem obozu pracy. Stanisław Grochowiak wnikliwie analizuje psychikę człowieka, który żył nazistowską ideologią, uznając ją za jedyną słuszną i prawdziwą, który poddaje się bez szemrania nakazom Lebensbornu, znajdując sobie żonę według niego idealną, nie tylko o odpowiednim aryjskim wyglądzie, ale także o odpowiednich przekonaniach. Nie jest więc bezmyślnym sadystą, jest człowiekiem, który stara się wykonywać swe obowiązki z niemiecką pedanterią, wierząc jednocześnie w swoje racje. Parafrazując słowa Mussoliniego, dla głównego bohatera faszyzm był religią.
Ów esesman pisze Tagebuch, który zawiera również listy, urzędowe dokumenty, zapiski zwykłych dni, ale także opowiada o poszczególnych więźniach obozu i życiu obozowym w ogóle. Po zawarciu małżeństwa z Nelly Dodder, ona także dołącza w nim swoje zapiski, odkrywając drugą twarz fanatyka i szczegóły z małżeńskiej alkowy i życia rodzinnego. Forma książki wprowadza złudzenie, że czytamy nie fikcję literacką, a dokument, a autorem książki jest nie Polak, a Niemiec.


W postaci Nelly jest wiele z Ruth z „Niemców” Leona Kruczkowskiego, a finałowa scena bardzo przypomina tą, z napisanej wiele lat później, chociaż kompletnie nie rozumiem dlaczego sławniejszej książki, „Chłopiec w pasiastej piżamie”  Johna Boyne’a. Pewnie też to zadecydowało, że tą dobrą książkę nie uznałam za wybitną. Warto jednak przeczytać, bowiem “Trismus”, jeśli obedrzeć go z niemieckiej rzeczywistości czasów II wojny światowej i przenieść do każdego innego, ogarniętego wojną, kraju – ma wymowę uniwersalną.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Remigiusz Mróz ,,Parabellum"

Ten cholerny chłopak z pewnością zna wagę takich wartości jak ,,honor" i ,,odwaga", ale rodzice powinni dać mu na imię ,,bezmyślność", a na nazwisko ,,próżność". Osobliwy człowiek.

Parabellum to zbitka dwóch łacińskich słów będących częścią klasycznej łacińskiej sentencji: ,,Si vis pacem, para bellum" dosłownie ,,Jeśli chcesz pokoju, szykuj się do wojny". Chichotem historii jest fakt, że jest to również nazwa ośmiostrzałowego pistoletu samopowtarzalnego kalibru 9 mm produkcji niemieckiej. Być może ten zbieg okoliczności zainspirował Remigiusza Mroza do nazwania tak swojej drugiej, tym razem już stricte wojennej powieści zatytułowanej właśnie Parabellum. Prędkość ucieczki, z którą miałam przyjemność się zapoznać.

Latem 1939 roku wszyscy czuli w powietrzu zbliżającą się wojnę z Niemcami. Nie wiadomo było, kiedy i gdzie dokładnie wróg uderzy, ale zdawano sobie sprawę z nieuchronności wybuchu nowego konfliktu. Jednak nikt nie miał zamiaru martwić się na zapas. Ludzie chodzili do pracy, szkoły, odwiedzali kawiarnie, wdawali się w bójki... Stanisław Zaniewski wraz ze swoją narzeczoną, Marią Herensztad planowali ślub. Niestety, żydowskie pochodzenie narzeczonej świeżo upieczonego lekarza mogło stanąć młodym na ich drodze do szczęścia. Brat Staszka, Bronisław w tym czasie stacjonował ze swoim plutonem przy granicy polsko-rumuńskiej dając upust swojej bucie i wybuchowemu charakterowi. 1 września rozpoczęła się bezpardonowa walka o życie swoje i swoich najbliższych bowiem los przygotował bohaterom różne drogi prowadzące ku przetrwaniu najcięższych lat ich życia.

Niestandardowo zacznę tym razem od minusów, które w tym wypadku są winą wydawnictwa. Pomimo ciekawej, nieprzeładowanej szczegółami okładki raczej nie zdecydowałabym się na kupno tej książki ponieważ zniechęciłby mnie dość sztampowy opis fabuły zamieszczony na okładce. Fabuła tej książki jest fantastyczna, wierzcie mi. Niestety, z wspomnianego opisu wynika, że w tej książce nie dzieje się nic, co nie wydarzyło na stronach innych książek poświęconych II wojnie światowej. Oczywiście jest to kompletna bzdura, co postaram się zaraz udowodnić.

Moim zdaniem najmocniejszym punktem tej powieści są fenomenalnie wykreowani bohaterowie (nie są to słowa na wyrost). Każda postać, nawet ta pojawiająca się tylko po to, by zostać natychmiast zastrzeloną, ma dokładnie zarysowany charakter, operuje innym niż pozostali bohaterowie językiem.
Szczególnie interesujący jest kontrast pomiędzy dwoma opisanymi w książce kapitanami: polskim, Obeltem i niemieckim, Leitnerem. Wydawałoby się, że ,,tym dobrym" będzie Polak, a tu niespodzianka, żaden z nich nie zasługuje na miano czarnego charakteru powieści. Obelt to typ żołnierza polowego, odpowiedzialnego za swoich podwładnych, ale i nie szczędzącego im dosadnych uwag kiedy wymaga tego sytuacja. Leitner to wzór niemieckiego porządku i zdyscyplinowania. Nieustępliwy strzelec wyborowy, który nawet swoich wrogów każe traktować z szacunkiem. Na szczęście, autor nie uległ pokusie by przedstawić tę postać jako niewinną ofiarę systemu zmuszoną by iść na wojnie, której w duchu się sprzeciwia. To ostatnio bardzo modny typ bohatera książek z motywem wojennym. Leitner jest żołnierzem z krwi i kości, dla którego Adolf Hitler jest bohaterem narodowym i osobistym. Dlaczego więc wzbudza w nas sympatię? Być może dlatego, że pomimo wybuchu wojny po prostu pozostał człowiekiem.

Kolejną zaletą tej książki są nieprzewidziane zwroty akcji. Co najmniej kilka razy w ciągu całej lektury czytelnik jest zaskakiwany niespodziewanym pojawieniem się nowych bohaterów, zasadzką czy ostrzałem wrogiego plutonu. Wątki sensacyjne są naprawdę mocną stroną tej powieści.  Jeśli przepadacie za świetnie skonstruowanymi wątkami sensacyjnymi to z pewnością nie zawiedziecie się na tej książce.

Na koniec chciałabym zaznaczyć, że Parabellum. Prędkość ucieczki to pierwsza część cyklu opowiadającego o losach młodych ludzi, których beztroskę młodości przerwała wojna. Zaręczam, że jeśli sięgniecie po tę część, skusicie się na wszystkie następne. Zakończenie jest niesamowite. Trudno mi wskazać grupę, której nie spodobałaby się ta książka. Oczywiście pełno w niej motywów wojennych, ale znajdziemy też dwa wątki romansowe, typa spod ciemnej gwiazdy, poczciwego ziemianina, sporo dobrze zakamuflowanych przemyśleń dotyczących wojny, efektowne sceny bitewne. Polecam wielbicielom literatury wszelakiej.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania tej książki dziękuję Autorowi i Awioli.

To wszystko na dziś, dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam,
Franca