czwartek, 21 listopada 2013

Margaret Mazzantini, Powtórnie narodzony

Głód miłości
Margaret Mazzantini, Powtórnie narodzony
tytuł oryginalny: Venuto al mondo
tłumaczenie: Alina Pawłowska-Zampino
wydawnictwo: Sonia Draga
data wydania: listopad 2013r.
ilość stron: 528
ISBN: 978-83-7508-682-9

Zasadniczo powieść można podzielić na dwie części: starania Gemmy i Diego o dziecko oraz na ich wielokrotne wyprawy do pogrążonego w działaniach wojennych Sarajewa, gdzie każde z nich na swój sposób starało się pomóc mieszkańcom miasta.
Margaret Mazzantini nie przedstawia genezy konfliktu w byłej już Jugosławi, pokazuje życie ludzi w oblężonym mieście, sławną Aleję Snajperów w Sarajewie. Przedstawia okres, kiedy to ludzie, wychodząc rano z domów w poszukiwaniu wody czy jedzenia, wiedzieli, że mogło to być ich ostatnie spotkanie z rodziną, znajomymi. Śmierć czaiła się wszędzie, snajperzy wybierali swoje cele przypadkowo, choć największą radość sprawiało im strzelanie do matek i obserwowanie zagubionych twarzy dzieci, które w jednej chwili traciły wszystko (ojcowie bowiem albo zginęli na początku konfliktu, albo walczyli po jednej z jego stron).
W pamięci utknął mi fragment, w którym snajper, z Sarajewa rodem, który opisywał moment, kiedy strzelał do bawiących się dzieci. Starannie wybierał moment, kiedy oddawał strzał, zupełnie nie przejmując się tym, że są to tylko dzieci, że sam jako mały chłopak bawił się w tym samym miejscu. Potem zaś, wspominając tamten dzień, stwierdził, że to było jak strzelanie do zajęcy.

Margaret Mazzantini, Powtórnie narodzony
tytuł oryginalny: Venuto al mondo
tłumaczenie: Alina Pawłowska-Zampino
wydawnictwo: Sonia Draga
data wydania: listopad 2013r.
ilość stron: 528
ISBN: 978-83-7508-682-9 - See more at: http://wiedzma-czyta.blogspot.com/#sthash.HbfQLygM.dpuf

poniedziałek, 18 listopada 2013

Tytuł: Mein Kampf
Autor: Adolf Hitler


Od dawna interesuje mnie tematyka II Wojny Światowej, a szczególnie temat obozów pracy/zagłady/koncentracyjnych. Chyba nigdy o tym nie wspominałam, ale mam ambitny plan poświęcić kilkanaście kolejnych miesięcy, może 2-3 lata na przygotowanie się merytoryczne i teoretyczne do studyjnego zwiedzania obozu w Oświęcimiu i Brzezince.
Skąd więc ta książka? Po pierwsze, może dziwny powód, ale od zawsze intrygowały mnie i zarazem interesowały książki niedostępne, kontrowersyjne, zakazane. "Mein Kamf" spełnia to kryterium w 100%.
A poza tym od dawna miałam ochotę poznać punkt widzenia tego człowieka, jego spojrzenie na te czasy. Zastanawia mnie i jednocześnie przeraża jak tak niepozorny, niewyróżniający się na pierwszy rzut oka człowiek potrafił popełnić coś tak niewyobrażalnie nieludzkiego. Jak sprawił, że poszły za nim tłumy Niemców, uważając za ukochanego wodza.
Czy ta książka odpowiedziała mi na te pytania? I tak i nie.

Prawa autorskie do "Mein Kampf", książki napisanej podczas pobytu Hitlera w więzieniu w Landsbergu, obecnie posiada Kraj Związkowy Bawaria, który otrzymał je na mocy wyroku sądu, który orzekł konfiskatę majątku fuhrera. W 2015r., 70 lat po śmierci Hitlera prawa do tej książki wygasną i stanie się ona częścią domeny publicznej. Oby ktoś przejął nad tym kontrolę i książka ta nie stała się dzięki temu bardziej dostępna niż jest teraz.
Książka ta trafiła do mnie w dość zaskakujący sposób. Przy okazji dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak wypożyczenia międzybiblioteczne. Najpierw musiałam się przełamać i odważniezapytać czy w bibliotece taka książka jest dostępna. Sprawę trochę mi ułatwił Tydzień Zakazanych Książek. Dowiedziałam się, że książki nie ma w głównej bibliotece, ani w filiach. Ale pani bibliotekarka zasugerowała mi, że może uda się ściągnąć tą książkę w ramach wypożyczania międzybibliotecznego. I tak właśnie książka trafiła w moje miejsce.
Czułam się strasznie głupio gdy po kilku dniach pani bibliotekarka podała mi tą małą, trochę podniszczoną książeczkę z czarną okładką. Była to chyba pierwsza książka, którą nie odważyłam się wyciągnąć w autobusie, którym już jeździłam do pracy. Nie odważyłabym się czytać ją w miejscu publicznym.

Jak wrażenia? Bardzo dziwne. Spodziewałam się trochę, że książka ta pozwoli mi choć trochę zrozumieć postępowanie tego człowieka. Pozwoliła? Może odrobinę.
Z niemal każdej jej strony atakowała mnie nienawiść Hitlera do Żydów, których obwiniał za klęskę Niemców w I WŚ, za biedę i głód panujące po wojnie, za upadek narodu. Za wszystko.Niemal każde słowo przesycone zostało jadem i czystą nienawiścią.
Przez książkę przebrnęłam z trudem. Ostatni rozdział przemęczyłam, nie czytając do od deski do deski. Nie, książka ta nie pozwoliła mi zrozumieć tego człowieka, tą bestię.
Zrozumiałam jednak, że człowiek ten był inteligentny, bardzo pewny siebie i przekonany o potędze swojej siły przebicia, która elektryzowała tłumy. Był w pełni świadomy tego, że jego poglądy przemawiają do setek tysięcy Niemców, którzy niemal spijali każde jego słowo. Czy właśnie w tym tkwiła jego siła? Prawdopodobnie.

Książki nie polecam, choć sama po nią sięgnęłam. Zdaje sobie z tego sprawę, że w niektórych rękach może okazać się bardzo niebezpieczna.

niedziela, 17 listopada 2013

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety

Swietłana Aleksijewicz pisze na trudne w historii Rosji tematy: katastrofie w Czarnobylu, kobietach i dzieciach podczas drugiej wojny światowej, życiu po upadku komunizmu. W 2011 roku jej książka „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” została uhonorowana Nagrodą im. Ryszarda Kapuścińskiego oraz Literacką Nagrodą Europy Środkowej Angelus. W książce tej dominują uczucia i emocje. Autorka oddaje głos kobietom, byłym uczestniczkom walk podczas drugiej wojny światowej. Gdy dziennikarka rozmawia z nimi, są już dojrzałymi kobietami, w których wojna nadal tkwi, każdego dnia o sobie przypomina. Jaka jest wojna dla kobiet? Aleksijewicz pisze: „Kiedy mówią kobiety, nie ma albo prawie nie ma tego, o czym zwykle czytamy i słuchamy: jak jedni ludzie po bohatersku zabijali innych i zwyciężyli. Albo przegrali. Jaki mieli sprzęt, jakich generałów. Kobiety opowiadają inaczej i o czym innym. «Kobieca» wojna ma swoje własne barwy, zapachy, własne oświetlenie i przestrzeń uczuć. Własne słowa. Nie ma tam bohaterów i niesamowitych wyczynów, są po prostu ludzie, zajęci swoimi ludzkimi-nieludzkimi sprawami. I cierpią tam nie tylko ludzie, ale także ziemia, ptaki, drzewa. Wszyscy, którzy żyją razem z nami na tym świecie. Cierpią bez słów, a to jest jeszcze straszniejsze…” (s. 9-10). Ten akapit może być kwintesencją książki.

Więcej na blogu Hominem Quaero

piątek, 15 listopada 2013

Maria Krüger – Klimek i Klementynka

Maria Krüger
Klimek i Klementynka
Nasza Księgarnia, 1969

Koniec osiemnastego wieku to trudny dla Polski czas. Okrojona podczas pierwszego i drugiego rozbioru nie podniosła się z upadku mimo licznych działań, mających obronić ją przed naciskającymi z trzech stron wrogami. Ostatnim dużym zrywem była insurekcja kościuszkowska, powstanie pod wodzą Tadeusza Kościuszki, generała w sukmanie, który potrafił poprowadzić za sobą nie tylko tę część szlachty, której jeszcze zależało na wolnej Polsce, ale i masy chłopstwa i mieszczaństwa, tworząc z nich oddziały kosynierów i milicji miejskiej.
Jednym z epizodów powstania z 1794 roku była insurekcja warszawska, w której polskie wojsko wespół z mieszkańcami stolicy podjęło walkę z żołnierzami rosyjskiego garnizonu – podczas trzydniowych starć zlikwidowano wszelkie gniazda oporu. Mieszkańcy miasta wzięli aktywny udział zarówno w walkach, jak i późniejszym podtrzymaniu oporu: na wezwanie przywódców chętnie stawiali się do kopania szańców wokół Warszawy i czujnie pilnowali, by wróg nie poznał planów i nie uniemożliwił skutecznej obrony. Wśród warszawiaków aktywna była rodzina jurysty Andrychiewicza, w której najbardziej wyróżniały się jedenastoletnie bliźnięta – Klemens i Klementyna. Czarnowłose, podobne z wyglądu i zachowania do diabląt wcielonych, absorbowały uwagę rodziców, służby i wszystkich znajomych.


Czytaj dalej...

środa, 13 listopada 2013

Biez wodki / Bez dachu - Aleksander Topolski


Wspomnienia łagrowe różnej maści to lektury wprawdzie ważne i słuszne, ale zazwyczaj sprawiają mało przyjemności. Kupuję kolejne i ustawiam je w rządku na półce na kilkuletnią karencję,   pochłaniając tymczasem  kolejne czytadła. Cóż, czytanie to dla mnie nader często czysty eskapizm:).
Gdy w końcu zabiorę się za taką poważną książkę, zazwyczaj piłuję ją jakieś 3 miesiące. Oczywiście – niemal zawsze lektura kończy się satysfakcją, dostarcza przemyśleń i cały bilans wychodzi na plus. Tyle, że następuje to nieprędko.
Tymczasem oba tomy wspomnień Aleksandra Topolskiego łyknęłam w ciągu kilku dni. Dlaczego tak się stało? Ciąg dalszy.

wtorek, 12 listopada 2013

Karol Bunsch – Psie Pole

Karol Bunsch
Psie Pole
Wydawnictwo Literackie, 1982

Psie Pole jest bezpośrednią kontynuacją Zdobycia Kołobrzegu, związaną i akcją, i osobami bohaterów. Opisuje wojnę z cesarzem Henrykiem V, głównie obronę Głogowa i bitwę na Psim Polu. Krzywousty, który wygonił już Zbigniewa z dziedziny i zjednoczył kraj, skupił się na umacnianiu swojej władzy na Pomorzu, zwalczając najbardziej opornych. Nieobecność księcia w zachodnich rejonach kraju wykorzystał do najazdu cesarz, za pozór dając upomnienie się o dziedzinę starszego syna Władysława Hermana, kierując się z wojskami początkowo na Poznań, a następnie ku Krakowowi, po drodze próbując zdobywać grody graniczne i łupiąc kraj.
Książę Bolesław miał pełne ręce roboty – umacniał władzę w całej Polsce, lawirując między możnowładcami i duchowieństwem, które za złe mu miało, że woli ojcowej nie uszanował, brata z dziedziny wyrzucił – łatwiej wszak mieć dwóch słabszych panów na podzielonej ziemi niż jednego silnego na scalonej. Wodzem był Krzywousty przednim, mimo młodego wieku doświadczonym i przewidującym, chlubiącym się już znaczącymi wojennymi czynami. Pomagała mu sława przodków, zwłaszcza dwóch imienników, gdyż ciągle żyły wśród ludu wspominki o Chrobrym, który „wszystkie ludy, co Słowem mówią, zebrać chciał razem” (s. 142). Jednocześnie nie brakowało w kraju kontrastów: bieda na wsiach, żebracy i proszalnicy, niezapłacone zasługi, a jednocześnie bogactwo panów i kleru, a także dobra wszelakie w miastach większych umiejscowione. Z wojennych wypraw popowracali woje, niektórzy z łupem, inni z ranami. Wrócił i Przedsław, bez nogi i bez bogactw, w domu postanawiając czekać na wynagrodzenie za walkę i niewolę.


Czytaj dalej...

wtorek, 5 listopada 2013

Jonathan Holt, Carnivia. Bluźnierstwo

Wystarczy pretekst, by zbudzić bestię

Jonathan Holt, Carnivia. Bluźnierstwo
tytuł oryginalny: The Abomination
tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
wydawnictwo: Akurat
data premiery: 6 listopada 2013r.
cykl wydawniczy: Carnivia, tom 1
ilość stron: 400
ISBN: 978-83-7758-495-8

W Bluźnierstwie akcja rozwija się wokół trzech wątków: portalu internetowego Carnivia.com, święceń kapłańskich kobiet w kościele katolickim oraz zbrodni wojennych na terenach byłej Jugosławii. Pan Holt może się poszczycić naprawdę sporą wyobraźnią, by znaleźć sposób na powiązanie tych trzech, z pozoru zupełnie nie łączących się ze sobą historii. A sposób w jaki to zrobił jest naprawdę genialny. Dwie odrębne sprawy prowadzone przez kapitan Kat Tapo i podporucznik Holly Boland w pewnym momencie zaczynają się zazębiać, zaś z czasem brakujące ogniwa uzupełnia prywatne dochodzenie Daniele Barbo. Choć wraz z biegiem wydarzeń zaciera się nieco, gubi, wątek kapłaństwa kobiet, to fabuła prowadzona jest bez zarzutów. W trakcie lektury można odczuć, że Jonathan Holt miał starannie wszystko zaplanowane i raczej nie pisał pod wpływem chwili, tylko kierował się z góry określonym planem.
Pozostając chwilę przy treści powieści muszę powiedzieć, że autor skupił się na rzeczach ważnych, istotnych w dzisiejszych czasach: możliwości zachowania anonimowości w świecie, gdzie inwigilacja życia przeciętnych obywateli stała się wręcz chlebem powszednim; o konserwatywnym, stereotypowym kościele, który nie chce nawet słyszeć o zmianach zgodnych z duchem czasu; o zbrodniach wojennych, które z różnych powodów (czyt. pieniędzy) nie wychodzą na światło dzienne, a jeśli już ktoś zaczyna o nich mówić, to zostaje bardzo szybko uciszony.

Czytaj dalej...

czwartek, 31 października 2013

"Między wariatami" Marcin Meller


Część pierwsza...
Świat bez fikcji, czyli o tym, co widać, gdy zdejmiemy różowe okulary...


Świat jest inny niż nam się wydaje... Mam dom, mam pracę, pieniądze (no dobra, ich akurat najczęściej nie mam), mam rodzinę, przyjaciół, książki. Żyję w kraju, gdzie od dawna panuje pokój. Nie wiem, co to głód, nędza i ból. Nie boję się o swoje życie, nie muszę uciekać przed nikim. Ale świat nie kończy się na moim małym podwórku, on się zaczyna zaraz za nim. 




Z przerażeniem czytam książkę Marcina Mellera. Coś tam wiem o świecie, zawsze interesowałam się rożnymi akcjami organizacji humanitarnych, wspieram dzieci na misjach, wielu spośród moich znajomych jest aktywnie zaangażowanych w niesienie pomocy w najdalszych zakątkach świata. Historia i tragedia innych nie były mi nigdy obojętne. Sama jakiś czas miałam kontakt z ocalałymi z holokaustu, a w Muzeum Auschwitz bywałam średnio dwa razy w miesiącu. Słuchałam ich opowieści, pracowałam na rzecz dialogu. Myślałam, że już nic nie jest w stanie mnie zaszokować. Myliłam się...


Wojna, dla nas Polaków, to bolesny rozdział historii, ale niestety dla wielu to dziś już tylko historia. Uczymy się o tym w szkole, albo i nie, bo godzin coraz mniej... Wojna to mgliste wspomnienie dziadków, opowieści o głodzie snute przy zastawionym stole. Ale są kraje, gdzie toczy się dziś wojna, gdzie giną ludzie, gdzie dzieci zabijają dzieci, gdzie nikt już nie wie, dlaczego... i nikt już nie ufa nawet najbliższej rodzinie, nie wiadomo bowiem, czy to przyjaciel, czy już wróg. 


Jedną z historii, którą relacjonuje Marcin Meller, jest los dzieci wojny w Ugandzie. "Wojna Ducha Świętego" to mroczny i brutalny rozdział w dziejach tego kraju. Jakieś 25 lat temu Alica Lakwena, córka wiejskiego katechety, obwołała się prorokinią Ducha Świętego i stworzyła zbrojną armię. W Ugandzie rozpoczęła się krwawa wojna domowa, oddziały Alicy były bezwzględne. Ale to nie koniec, po klęsce jej oddziałów i  ucieczce do Kenii, Armią Pana dowodził jej kuzyn, Kony. Od 1988 roku napadali na szkoły, zabijali lub uprowadzali  dzieci, chłopców wcielali do armii, dziewczyny gwałcili lub wysyłali na pierwszą linię frontu. Szacuje się, że uprowadzono 20 000 dzieci (najmłodsze miały 5 lat). Część z nich uciekła po kilku miesiącach, latach. wiele nie wróciło nigdy, szacuje się, że zginęły lub zostały sprzedane na organy , albo wcielone do armii w Sudanie. Te, które jednak wróciły, nie potrafiły żyć normalnie, były agresywne, często atakowały najbliższych. To dla tych dzieci  utworzono World Vision - ośrodek dla dzieci wojny. W latach 90-tych był w nim Marcin Meller i rozmawiał z dziećmi. Koszmarna relacja  została zamieszczona w książce.


Świat jest zupełnie inny, niż nasze cukierkowe, bezpieczne podwórko. Odszukałam w Internecie stronę World Vision... Można przerazić się ogromem zła i cierpienia zadanego dzieciom, które nie ze swojej winy stały się "automatami do zabijania" i już nie potrafią żyć bez strachu i lęku. Dzieci wojny nawet podczas pokoju nadal toczą walkę i cierpią nie za swojej winy.  Dziś przebywające w ośrodku dzieciaki na nowo uczą się żyć, uśmiechać, i choć nadal trwają walki, wierzyć w pokój... Nikt nawet nie próbuje pytać o ich przeszłość....

Czas nie leczy ran, ale daje nadzieje...


"Te, które wracały z buszu prosto do domu i szły do szkoły, nie chciały siedzieć w ławkach; czaiły się przy drzwiach, żeby móc w razie czego uciec. Albo zrywały się nagle, krzycząc "nadchodzą!". (...) Kiedy przybywają do ośrodka, nikomu nie ufają, a już zwłaszcza dorosłym. Kryją się, gdy widzą żołnierzy, nie chcą podawać własnych imion, często nie potrafią powiedzieć, skąd pochodzą. Siedzą całymi dniami nieruchomo, nie odzywając się do nikogo. Terapeutom łatwiej jest trafić do najmłodszych, starsze mają na sobie ciężką do przebicia skorupę. Wszystkie są szalenie agresywne. Kiedy przybywają do nas, mają poczucie, że są bezwartościowe, że ich życie nie ma sensu".


To tylko jedna z historii opisywanych w książce. Narazie przeczytałam pierwszą część dotyczącą relacji z frontu... Ale już to pokazuje mi, jak mało wiem...


Świat bez fikcji, inny niż ten z kolorowych gazet i komedii romantycznych, inny niż mój bezpieczny kąt, moje życie... Marcin Meller pisze o wojnie, zwykłych ludziach próbujących żyć między jednym a drugim bombardowaniem. Pisze o polityce ONZ i oddaniu zwykłych ludzi z organizacji humanitarnych. Gdy jedni uciekają z terenów ogarniętych wojną, w obozach uchodźców pozostają tylko ci, którym naprawdę zależy na potrzebujących. Pozostają też korespondenci wojenni, którzy narażają swoje życie, aby świat dowiedział się, jaka jest prawda... Zostają misjonarze, lekarze, wszyscy, którzy swoje życie oddają za życie innych. To oni są bohaterami tych opowieści:

"Mam ich wszystkich przed oczami. Takich jak Dawid, który nie wiadomo ile razy uniknął śmierci w ciągu pięciu lat w Południowym Sudanie. Amerykanie, Anglicy. Irlandczycy, Włosi, Francuzi, Skandynawowie, Holendrzy, Australijczycy.... Niektórzy przyjeżdzają z pobudek religijnych, drudzy uważają, że ich kraje wzbogaciły się na nieszczęściu Afryki i czas spłacić dług. Jeszcze inny uciekają od swojej małej stabilizacji.Wszyscy w niezwykle ciężkich warunkach ratują ludzkie życia. Włóczą się z rebeliantami, aby ci łaskawie pozwolili na przejazd ciężarówek z żywnością dla potrzebujących. Paolo, 27-latek, był porządnym yuppie, zarabiał krocie pracując jako komputerowiec w luksemburskim banku. - Któregoś dnia zrozumiałem, że nie mogę tak spieprzyć własnego życia. Forsa i zupełna pustka. Zgłosiłem się do Lekarzy Świata. Wysłali mnie do Bośni. - Teraz Paolo pracuje dla Międzynarodowej Akcji Walki z Głodem (AICF)"


Można zadać sobie pytanie: a ja? Co robię, aby na świecie zapanował pokój, aby ludzie nie musieli uciekać z własnego kraju przez wojną, albo w poszukiwaniu wody i jedzenia? Ciągle zadaję sobie takie pytania....


Anna M.

P.S. Nie skończyłam jeszcze czytać, zbyt dużo kosztuje mnie to emocjonalnie... Nie cała książka traktuje o wojnie. Marcin Meller z dużą dozą humoru opisuje również rzeczywistość współczesnej Polski. Ciekawa jestem tej lektury... Tak więc  c.d.n.



NOTKA O KSIĄŻCE
wydawnictwo: Wielka Litera
data wydania: 25 września 2013 
liczba stron: 463

ocena pojawi się po przeczytaniu całości



zapraszam na mój blog

http://annamatysiak.blogspot.com/

:)

środa, 30 października 2013

Karol Bunsch – Zdobycie Kołobrzegu

Karol Bunsch
Zdobycie Kołobrzegu
Wydawnictwo Literackie, 1982

Po wygnaniu palatyna Sieciecha i śmierci Władysława Hermana utrwalił się podział Polski na dwie części, podległe Zbigniewowi i Bolesławowi, zwanemu później Krzywoustym. Zbigniew rządził Wielkopolską, Mazowszem i Kujawami, utrzymując dobre stosunki z Pomorzanami i dążąc do władzy zwierzchniej należnej pierworodnemu, szukając sprzymierzeńców przeciwko młodszemu bratu nawet u odwiecznych wrogów Polski. Bolesław natomiast miał w swojej władzy Małopolskę, Śląsk i Ziemię Sandomierską, a sojuszników szukał na Rusi i Węgrzech. W Zdobyciu Kołobrzegu Bunsch skupił się na czterech latach wczesnego panowania Krzywoustego (1102-1106), opisując wyprawy mające na celu podbicie i chrystianizację Pomorza.
Idea dostępu do morza przyświecała polskim władcom od początku istnienia państwa. Już Mieszko I dostrzegał korzyści polityczne i handlowe, jakie przynosiło panowanie nad morskim brzegiem, a Bolesław Chrobry uczynił jednym ze swoich priorytetów rozszerzenie terytorium kraju ku północy i utrzymanie Pomorza: „Nie darmo ci z przodków, którzy wielkość i siłę w sobie czuli, garnęli się ku morzu.” (s. 24). Krzywousty, jako spadkobierca władzy i siły wczesnych Piastów, a zwłaszcza obu Bolesławów (co podkreśla w Kronice polskiej Gall Anonim), czujący się dość mocnym, by odzyskać ziemie okrojonego dziedzictwa i utrzymać je scalone, podjął ideę przodków i nałożył na siebie zadanie podboju Pomorza. Dostęp do Bałtyku miał przynieść podwójną korzyść: ułatwić obronę północnych granic i osłabić wpływy Zbigniewa.


Czytaj dalej...

Ucieczka z getta - Halina Zawadzka


„Ucieczka z getta” Haliny Zawadzkiej, to kolejna przeczytana przeze mnie książka z serii „Żydzi Polscy” Ośrodka Karty. Do tej pory każda lektura wstrząsała mną, zostawiała drzazgę w serca, ale z tą było inaczej. Nie ukrywam, że jest to niezwykle trudna lektura dla Polaków napisana przez Autorkę po pięćdziesięciu latach od tytułowej ucieczki z getta.

Jak pamięta Halina Zawadzka czas wyjścia na aryjską stronę? Boleśnie dla każdego mieszkańca Polski, bo nie znalazła praktycznie żadnej bratniej duszy po tej stronie getta. Z małymi wyjątkami. Często pisze o tym, jak Polacy nienawidzili Żydów i jak mimo całej nienawiści do Hitlera uważali, że powinni być mu wdzięczni za to, że wyczyścił Polskę z Żydów oraz że należy mu się z tej okazji pomnik. Wspominała także nienawiść AK-owców do Żydów, nie tylko w postaci niewybrednych żartów, ale także znanych jej ze słyszenia mordów. Jak sama napisała, czuła się jak biedna, opuszczona Żydówka w okrutnym, chrześcijańskim świecie. Świecie, który nie tylko nie współczuł jej i losowi jej Braci, ale szczerze nienawidził wszystkich Żydów i który był gotów zabić ich lub wydać Niemcom.
Nie ukrywam, że czyta się to wszystko niezwykle przykro, momentami aż trudno uwierzyć, że Halina Zawadzka wspomina dobrze tylko trzy Polki i jednego Polaka. Owe trzy Polki to Halina Słowik oraz jej dwie córki Maria i Olga, które pomagały w ukrywaniu się Hali przez ponad dwa lata i właśnie one, dzięki staraniom Autorki, zostały odznaczone w 1998 roku medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”.

Taki jest punkt widzenia Autorki i stosunek do wydarzeń z okresu okupacji i ma ona oczywiście do niego prawo, jednakże mnie samej trochę raził fakt, że skoncentrowała się tylko na antysemityzmie Polaków sięgając nawet do czasów przedwojennych, bowiem nawet o Niemcach nie napisała tylu gorzkich słów.
Sam zapis owych wydarzeń jest dosyć chłodny, wydaje się pozbawiony emocji, chyba że dotyczą nielubiących Żydów Polaków, bo wtedy emocje aż buzują.
Halina Zawadzka napisała „Ucieczkę z getta” po polsku, w języku, którym myślała i czuła i jak czytamy w przedmowie Zbigniewa Gluzy, „ogłosiła w Polsce: dokonuje tego  k u , a nie p r z e c i w  Polakom” oraz ze „Zależy jej, abyśmy zrozumieli Jej pamięć”. Rozumiem i szanuję, jednakże uważam, że to jedna ze słabszych pozycji serii „Żydzi Polscy”.