niedziela, 30 grudnia 2012

,,Czas honoru" Jarosław Sokół

,,Wiosną 1941 r. grupa przeszkolonych w Wielkiej Brytanii polskich żołnierzy Związku Walki Zbrojnej Armii Krajowej została zrzucona na teren okupowanej Polski. Nazywano ich Cichociemnymi. Mieli przeprowadzić w rodzinnym kraju szereg akcji dywersyjnych wymierzonych przeciwko okupantowi i prowadzić walkę o niepodległość ojczyzny. Byli młodzi, odważni i wolni. Wolni mimo wojny toczącej się wokół nich. Pięknie żyli i pięknie ginęli. Z godnością. Bronek, Janek, Michał, Władek. Żyli w czasach, kiedy życie ludzkie było niemal bezwartościowe, a najcenniejszy był honor. To właśnie o ich losach i losach ich najbliższych opowiada Czas honoru. "

wtorek, 25 grudnia 2012

,, Zabijajcie wszystkich. Einsatzgruppen w latach 1938-1941" Łukasz Gładysiak

,, Pomimo dogłębnych studiów nad dziejami reżimu, który doprowadził do wybuchu drugiej wojny światowej, jednostki specjalnego przeznaczenia Służby Bezpieczeństwa III Rzeszy (Einsatzgruppen) wciąż pozostają formacją owianą tajemnicą. Specyficzny rodzaj działalności, jak również wysiłek skierowany na zacieranie wszelkich jej śladów w obliczu klęski Niemiec, doprowadził do znacznych braków w zakresie materiału źródłowego, bezpośrednio związanego z aktywnością grup specjalnych do chwili wybuchu wojny przeciw Związkowi Radzieckiemu. "

Łukasz Gładysiak to absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, na specjalności historia wojskowości. Głównym przedmiotem jego badań są dzieje wojskowości powszechnej w pierwszej połowie ubiegłego stulecia, w szczególności państwa niemieckiego oraz historia Pomorza Zachodniego.

Żydzi byli darzeni nienawiścią przez inne narody już od dawna. Zwiększono nawet nakład gazety z 27 tys. do 480 tysięcy sztuk ! Uważano, ze to oni byli winni wszelkiemu złu na świecie, że zarażali śmiertelną chorobą - tyfusem. Panował pogląd, że opływają w luksusy, są bogaci kosztem innych ludzi. Niechęć wobec tej rasy pogłębiała się z każdym dniem, chociażby ze względu na ich wygląd, czy cechy charakteru. Niechęć Hitlera do Żydów pogłębiła się, gdy nie dostał się na wymarzoną uczelnię. Uważał też, że to przez nich Niemcy przegrali II wojnę światową...

Książka opowiada o losie Żydów w czasie II wojny światowej, choć nie tylko. Byli narodem , którego inni ludzie nie mogli zaakceptować.

Czytaj dalej...

poniedziałek, 24 grudnia 2012

,,Opowiem Ci o wolności" Wacław Holewiński

,,Gdy we wrześniu 1939 roku nazistowskie Niemcy zaatakowały Polskę, Maria Nachtman i Walentyna Stempkowska były młodymi, naiwnymi, rozmarzonymi dziewczynami. Choć zupełnie sobie obce, podzieliły podobny los – w obliczu wroga wstąpiły do walczącego podziemia, Narodowych Sił Zbrojnych, stając się „Agatą” i „Platerówką”. Podjęły się niebezpiecznej misji, za co jedna trafiła do katowni UB, a druga do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. Po powrocie czekało je wspólne ciężkie więzienie dla wrogów władzy ludowej."

Wacław Holewiński to pisarz, prawnik, redaktor,działacz opozycyjny, w latach 1977-81 współpracownik KOR-u. W stanie wojennym internowany.

W 1995, w głośnym proteście, zrezygnował z pracy w warszawskiej prokuraturze. Laureat licznych nagród literackich a także Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski.

Wiceprezes Stowarzyszenia Pisarzy Polskich oraz członek Stowarzyszenia Wolnego Słowa.

Czytaj dalej ...

Tu - Kim Thuy


Wydawnictwo Drzewo Babel, Okładka miękka, 160 s., Moja ocena 5,5/6
Trochę czasu upłynęło od momentu,  kiedy książkę dostałam. Wiedziałam, że to będzie fascynująca, acz niełatwa lektura i musiałam trafić u siebie na odpowiedni moment, żeby w pełni ją docenić. 
Gdy ten moment nadszedł, gdy rozpoczęłam lekturę, od książki nie mogłam się oderwać. Gwarantuję, że z wami będzie tak samo.
Kim Thuy, autorka Ru ur. się w 1968r. w Sajgonie. Mając 10 lat wyemigrowała z rodzina do Kanady. Ru to jej debiut literacki, ale za to jaki. 
Pogrzebałam trochę w sieci i nie znalazłam żadnej pewnej informacji na ile książka jest pozycją autobiograficzną. Jednak od początku lektury towarzyszy mi uczucie, że korzenie Ru tkwią w dzieciństwie Kim Thuy. Skąd takie przekonanie? A stąd, że autorka z wielkim uczuciem opowiada nam historię dziewczynki o imieniu Ru, która musi uciekać z ogarniętego okrutną i całkowicie bezsensowną wojną Wietnamu. Obraz Wietnamu, jaki autorka odmalowuje jest tym bardziej poruszający, że jest to obraz widziany oczyma dziecka.  
Żeby przeżyć Ru ucieka, cudem przedostaje się przez morze w tłumie boat people. Jej nową ojczyzną staje się Kanada i tam Ru zaczyna życie od nowa, jakby na nowo się narodziła. 
Zanim jednak dziewczynka dotrze do ziemi obiecanej, musi wiele przecierpieć, m.in. głód, strach, brud, ciasnotę łodzi, na której uciekała i obozu w Malezji. 
Później następuje zderzenie z kanadyjska rzeczywistością, zupełnie odmienną od tej, którą dotychczas znała Ru. Dziewczynka opowiada m.in. jak czuje się człowiek z konieczności rzucony w całkowicie obcą mu kulturę? Długi czas jest głuchy i niemy, choć przecież wszystko słyszy i potrafi mówić.
W trakcie tej ucieczki jej jedynym majątkiem, skarbem jest walizka pełna książek. 
Ru wydaje się książeczką niepozorną, cieniutką, można lekceważąco zastanawiać się, cóż za głębokie treści może kryć 160 s. A może, może. Każda stronica książki to jak kartka z pamiętnika, zapisana krótkimi, zwięzłymi, prawie lakonicznymi zdaniami, zdaniami które niosą w sobie jednak wielką treść.To wielki, choć niemy krzyk.
Kim Thuy udowodniła, że nie ilość, a jakość się liczy.

Przyszłam na świat podczas ofensywy Tet, w pierwszych dniach roku Małpy, kiedy rozwieszone przed domami długie łańcuchy petard wybuchały tworząc razem z trzaskiem pistoletów maszynowych polifoniczną muzykę.
Ujrzałam światło dzienne w Sajgonie, kiedy odłamki tych petard rozsypanych na tysiąc okruchów barwiły ziemię na czerwono niczym płatki jakichś ozdobnych kwiatów albo krew dwóch milionów żołnierzy uformowanych w szyki bojowe, rozproszonych po miastach i wsiach rozdartego na dwoje Wietnamu.
Urodziłam się pod kopułą tych niebios ozdobionych ogniami sztucznymi, udekorowanych świetlistymi girlandami, poprzecinanych torami pocisków artyleryjskich i rakiet. Urodziłam się z zadaniem zastąpienia tych, co zginęli. Moje życie miało za obowiązek być dalszym ciągiem życia mojej matki.

Gorąco zachęcam do lektury. Na pewno nie pozostaniecie obojętni na głos Ru, który moim zdaniem jest głosem wielu setek tysięcy dzieci, cierpiących na całym świecie na skutek zbrojnych konfliktów.

czwartek, 20 grudnia 2012

Wojna w przeszłości

Marcin Ciszewski
1. www.1939.com.pl
2. www.1944.waw.pl
3. Major
4. www.ru2012.pl
Wydawnictwo SOL, 2008-2011

Motyw przenoszenia w czasie wykorzystywany jest w literaturze dość licznie i z ciekawymi efektami. Najbardziej w pamięci utkwił mi klasyczny już Koniec wieczności Isaaca Asimova, który jest mocną przestrogą przed manipulacjami czasem. W ten nurt doskonale wpasował się też Marcin Ciszewski swoimi powieściami z cyklu www.
Oddział wojska w sile wzmocnionego batalionu niespodziewanie przenosi się w czasie z roku 2007 do 1939, trafiając na dzień rozpoczęcia II wojny światowej. Podpułkownik Jerzy Grobicki wraz z podległymi mu żołnierzami ma niepowtarzalną okazję, by wpłynąć na zmianę wyniku kampanii wrześniowej. Ma w tym pomóc nowoczesna broń, nieznana przed ponad sześćdziesięciu laty i specyficzne wyszkolenie oddziału specjalnego, wchodzącego w skład jednostki. Jednak jakim cudem batalion znalazł się w tym akurat momencie historycznym? Tego Grobicki będzie musiał się dowiedzieć.
Wszystkie cztery części cyklu czyta się świetnie. Ciekawa fabuła, szybkie zwroty akcji, ładnie powiązane wątki i wielokrotnie zagęszczona intryga to atuty powieści napisanych ku rozrywce. Wiele trudnych, często krwawych momentów, dynamiczne opisy walk i bitew, waleczni mężczyźni, podejmujący rękawicę, tworzący historię, zmieniający ją. Poza tym na okrasę dostajemy piękne kobiety, zdolne walczyć i zdobywać, niekoniecznie przy użyciu broni palnej. 


Więcej na blogu.

wtorek, 18 grudnia 2012

Podczłowiek

Wydawnictwo Świat Książki,  256 s., Okładka twarda, Moja ocena 6/6
Recenzja zaległa i to sporo. Książkę przeczytałam kilka tygodni temu i zupełnie zapomniałam o recenzji, teraz mam dopiero okazję nadrobić zaległości.

Współautor i bohater oraz narrator książki, Anatol Chari urodził się w Łodzi w 1923r. w chwili wybuchu II wojny światowej miał więc 16 lat.
 Wiece, że uwielbiam moje miasto i to zaważyło, że sięgnęłam po tę pozycję, że jest ona dla mnie czymś więcej niż kolejną książką o Holokauście. 
Anatol Chari pochodzi z powszechnie szanowanej łódzkiej rodziny. W czasie wojny razem z całą rodziną został wysiedlony do łódzkiego getta.
Tytułowy podczłowiek, to po niemiecku Untermensch Jest to rasistowskie określenie, które było używane w stosunku do Żydów, Cyganów, Polaków, Rosjan i innych narodowości uznawanych przez faszystów za niearyjskie. Za podludzi uznawano również Niemców, którzy nie pasowali do idealnego obrazu społeczeństwa tworzonego przez narodowych socjalistów. 
Jednym z takich podludzi był Anatol Chari. W okresie okupacji Łodzi przez Niemców, Chari był jednym z wybranych, był członkiem  znanego żydowskiego Sonderkommando. Ale nie znalazł się w nim ot tak z ulicy. Decydujące znaczenie miała tu pozycja jego ojca i bliska znajomość z Chaimem Rumkowskim, panem łódzkiego getta. Sam Rumkowski i jego działalność były i są bardzo różnie oceniane od jednoznacznego potępienia (oskarżenie o kolaborację z nazistami) po umiarkowanie pozytywne. Ale Rumkowski to temat na zupełnie inny post.
Czy dlatego Chari przeżył, że był blisko Rumkowskiego, ze był w Sonderkommando?  
Wyznam wam, że z prawdziwym przerażeniem czytałam o tym co zrobił i czego był świadkiem Chari, na co dawał swoje milczące przyzwolenie. Bo w sumie co mógł zrobić? nic. Mógł albo nic nie robić i przeżyć (będąc członkiem Sonderkommando), albo zginać straszną śmiercią jak tysiące innych. Czy przeżył kosztem innych? Czy miał do tego prawo? 
Wydaje mi się, że nikt nie ma prawa odpowiadać na to pytanie - czy Chari miał prawo przeżyć kosztem innych. Nikt nie może wypowiadać się, co zrobił by na miejscu danej osoby, jeżeli na takowym miejscu nigdy nie był.
Książka porusza raz okropieństwem i koszmarem tego, co działo się Litzmannstadtgetto, a dwa szczerością z jaka Chari opowiada o tym co robił żeby przeżyć. Chari nie wstydzi się tego, że korzystał z przywilejów, jakie dawała mu służba w  Sonderkommando. Nie może jednak wybaczyć sobie, że odmawiał pomocy innym, którzy nie mieli tyle szczęścia co on. Do dziś w jego pamięci tkwią twarze i nazwiska ludzi, których odrzucił, którym nie pomógł. Wiadomo, że większość z nich nie doczekała wyzwolenie, a Chari czuje się za nich odpowiedzialny, ciąży na nim swoiste brzemię odpowiedzialności, winy:
Sam mówi o tym w ten sposób: Mojego sumienia nie trapią miliony, które zginęły w komorach gazowych. Z ich losem nie miałem nic wspólnego. Ciążą mi na sumieniu moje zaniechania (…) W normalnych czasach zaniedbania tego rodzaju nie zasługują na wzmiankę, natomiast w tragicznych warunkach, jakie panowały w getcie, konsekwencje takiego postępowania były znacznie poważniejsze.
Opowieść Chariego to nie tylko łódzkie getto, ale także Auschwitz, Bergen Belsen, Gross Rosen. Chari opowiada nie tylko o strachu i głodzie, ale także o katorżniczej pracy, przejmującym zimnie i przerażliwym, obezwładniającym wręcz strachu. Zdumiewające jest także, że długim okresie gehenny jaką bez wątpienia były kolejne obozy koncentracyjne, można uważać jeden za lepszy od drugiego. Wręcz nie mieści się to w głowie, ale tak ocenia je sam Chari:
Byłem w Auschwitz. Dobry obóz, w porównaniu z innymi. Można tam było pracować – kopać rowy, rozładowywać wagony (…) przynajmniej miało się w perspektywie czystą śmierć: komora gazowa, krematorium, wylot przez komin, i po krzyku. Bergen-Belsen natomiast był to obóz zły (…) Pierwszą rzeczą, jaką traciło się w Bergen-Belsen, była nadzieja. Śmierć zaś nadchodziła powolnymi krokami, na raty.

Jak pisałam wcześniej, wspomnienia Chariego poruszają i szokują. Z tym, że jedno mnie zastanawia – ich rzetelność. Otóż zostały one spisane stosunkowo niedawno i jak łatwo obliczyć, w momencie powstawania książki Chari miał ok. 80 lat. W związku z  tym zastanawiam się, na ile rzetelna jest jego relacja, czy czegoś nie pominął, nie upiększył, nie dodał ot tak od siebie. Zakładając, że wspomnienia zostały spisane rzetelnie i są zgodne z prawdą, mamy do czynienia z czymś unikalnym, bowiem przynależnością do Sonderkommando nikt po wojnie się nie chwalił, jeżeli więc chodzi o wspomnienia jego członków była ogromna luka, którą Podczłowiek chociaż w części wypełnia.
Zachęcam do lektury.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Dziewczynka w czerwonym płaszczyku. R. Ligocka

Źródło: Wydawnictwo Literackie
Przypadkowe spotkanie w hotelu małej dziewczynki jest dla narratorki tej książki impulsem do przywołania bolesnych wspomnień. Kilkaset stron opisujących dramatyczne dzieciństwo w getcie, traumę przeżytą przez żydowskie dziecko, która to trauma będzie rzutować na całe życie dorosłej Romy Ligockiej. Właśnie to doświadczenie można znaleźć na kartach Dziewczynki w czerwonym płaszczyku. Książka przetłumaczona na kilkadziesiąt języków stała się bestsellerem. Małej dziewczynce, jednej z setek tysięcy zaznających tragedii wojny, jednej z tych, której udało się przeżyć getto i okupację, towarzyszy śmierć i ból, wrzask katowanych i zabijanych ludzi, strach tych, którzy się ukrywają. Mała Roma jest przedwcześnie dojrzałą osobą, która razem z matką, ojciec trafia do obozu w Płaszowie, próbują przetrwać. Fizycznie dziewczynka, z doświadczenia dorosła, w której budzą się dziecięce potrzeby zabawy. 

Więcej na moim blogu

niedziela, 16 grudnia 2012

,,I więcej nic nie pamiętam" Adina Blady-Szwajger

,,Jako lekarka i jako człowiek przeżyła zagładę getta warszawskiego, przeżyła zagładę jego dzieci. Żyła wspólnym życiem ze swoimi małymi pacjentami i była świadkiem ich śmierci. Inaczej niż wielu innych towarzyszyła umieraniu każdego dziecka osobno i umierała po wielokroć, z każdym z nich. Także wtedy, gdy poddała się wewnętrznemu nakazowi wybrania dla swoich podopiecznych »lepszej« śmierci - we śnie, zamiast okrutnej - w komorze gazowej. Wtedy także lękała się o każde dziecko, o to, że któreś z nich obudzi się, zanim nadejdzie śmierć łagodna i będzie skazane na tę okrutną. Książkę trzeba przeczytać. Jest to relacja uczestnika i świadka tragicznych i nieludzkich wydarzeń, napisana z najbardziej ludzkim stosunkiem do śmierci."

piątek, 14 grudnia 2012

,,Byłem od początku w Auschwitz" Michał Ziółkowski

,, Michał Ziółkowski należał do grupy 313 więźniów politycznych, którzy 20 czerwca 1940 roku przewiezieni zostali do Obozu Koncentracyjnego Auschwitz w drugim transporcie z więzienia w Nowym Wiśniczu. "

,, Legendy i opowieści z czasów wojen polsko-szwedzkich" Anna Koprowska-Głowacka

,,To książka, która łączy legendy i historię. Każda z przedstawionych w niej opowieści przenosi nas do XVII wieku, w czasy wojen ze Szwecją. Podczas tej wspólnej, niezwykłej podróży spotkamy rycerskich władców, bohaterskich wodzów, walecznych żołnierzy, dzielne niewiasty i przemyślnych mieszczan. Odwiedzimy wspaniałe zamki, miasta, wsie i żołnierskie obozy. Popatrzymy na historyczne fakty oczyma tych, którzy w nich uczestniczyli i na swój sposób próbowali wytłumaczyć to, czego nie pojmowali."

sobota, 8 grudnia 2012

Podsumowanie listopada!



Kochani, przede wszystkim bardzo chciałam Was przeprosić za to, że tak długo musieliście czekać na podsumowanie. Chylę przed Wami głowę, padam na kolana, licząc na to, że mi wybaczycie...
 
W listopadzie wyzwanie ukończyło 9 osób. Mieliśmy okazję przeczytać 18 bardzo ciekawych recenzji, z których aż 6 należało do jednej osoby. Mam więc przyjemność ogłosić, że w tym miesiącu zdecydowanie wygrywa Kruszynka, która zaczyna po prostu bić wszelkie rekordy :) Kruszynko, należą Ci się ogromne brawa i gratulacje!

A oto wyniki pozostałych uczestników:
Imani - 3 recenzje
Anytsuj - 2 recenzje
Iza - 1 recenzja, lecz w niej zrecenzowane zostały dwie książki
Halinka - 1 recenzja
Hominem Quaero - 1 recenzja
Krasnoludek - 1 recenzja
Kruszynka - 1 recenzja
natanna - 1 recenzja
Nutinka - 1 recenzja

Wam również serdecznie gratuluję!!! :)

Dziękuję Wam bardzo za ten wspólnie spędzony miesiąc!

,,Westerplatczycy" Stanisława Górnikiewicz-Kurowska

,, Wydanie II książki pt. ''Westerplatczycy'' - odtwarza losy 205-osobowej załogi obrońców Wojskowej Składnicy Tranzytowej. Opracowana na podstawie materiałów gromadzonych przez lat wiele - została poszerzona o wspomnienia i relacje obrońców WST, które dotychczas nie były publikowane, spisane z zachowanych dokumentów i rękopisów. Są to m.in. oryginalne teksty mjr. Henryka Sucharskiego (z 1946 r.), pamiętnik Jana Gryczmana (z-cy dowódcy placówki ''Prom''), relacja ogniomistrza Leonarda Piotrowskiego, kaprala Eugeniusza Grabowskiego i in."

,,Psy Stalina" Nikita Pietrow

,,Psy Stalina Nikity Pietrowa to książka, która nie gra na emocjach czytelnika. Pietrow nie buduje dramatycznego nastroju, nie stara się zaskakiwać. Jest w walce o pamięć swojego narodu żołnierzem pierwszej linii, a więc przede wszystkim archiwistą poszukującym faktów i dokumentów. Wnioski wyciąga z dochowaniem wszelkich rygorów naukowej ostrożności. A więc bez domysłów i fantazji, bez „gdybania”. A i bez tego lektura książki jest fascynująca."

,,I była miłość w getcie" Marek Edelman

,,Poruszające, bardzo osobiste w tonie, wspomnienia z życia w getcie warszawskim ostatniego żyjącego przywódcy legendarnego powstania. Marek Edelman w krótkich „migawkach” przywołuje wydarzenia, które go najbardziej poruszyły. Przypominając, że nawet w cieniu Zagłady trzeba było jakoś żyć. Ludzie jedli, spali, cieszyli się drobiazgami, kochali."

,,Kat z listy Schindlera. Zbrodnie Amona Leopolda Gotha" Johannes Sachslehner

,,Przerażająca historia kata z Listy Schindlera, esesmana, który własnoręcznie zamordował setki ludzi.

,, Kto najpierw strzela, ten ma więcej z życia". Słowa te stały się mottem rządów Amona Leopolda Gotha w podkrakowskim obozie koncentracyjnym w Płaszowie. Gdy dyktował rozkazy stenografowi, strzelał z okna swego ,,pokoju myśliwskiego" do pracujących przed barakami więżniów. Bacznie obserwowano jego strój. Jeśli na głowie miał furażerkę, można się było go nie obawiać. Czapka oficerska lub tyrolski kapelusz oznaczały, że komendant jest w nastroju do zabijania... " Tekst z okładki

poniedziałek, 26 listopada 2012

"Sekretna Armia" Robert Muchamore


" Super tajny oddział dziecięcy"

Tytuł oryginału: Henderson's Boys: Secret Army
Język oryginału: angielski
Przekład na język polski: Bartłomiej Ulatowski
Data wydania: 2011 rok
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-237-7545-4
Liczba stron: 294
Seria/cykl wydawniczy: Agenci Hendersona tom 3



Parę naście lat temu literatura dla młodzieży miała w sobie pewne przesłanie, ciekawą treść, intrygujących bohaterów, wątki  umoralniające, wychowawcze, edukacyjne  i „to coś” co czyni książkę wyjątkową.

Zarówno dwunasto, jak i szesnastoletni pochłaniacze literatury mogli zaczytywać się w  pozycjach Marty Fox, Juliusza Verne, Charlesa Dickensa czy Roberta Louisa Stevensona. Tworzone przez nich historie sprawiały, że młodzież zżywała się z lekturą, przejmowała pewne ważne wartości i wzbogacała swoją żywą wyobraźnię.

Jak teraz wygląda literatura dla młodzieży?
Czy jest pełna pasji, przesłania? Czy ma w sobie magię starszych lektur?
Moim zdaniem raczej nie. Dziś prym wiodą liche romansidła paranormalne, bądź bardzo przeciętna pseudo- fantastyka. Autorzy, szczególnie amerykańscy, nie stawiają zbyt wysokiej poprzeczki intelektualnej naszej młodzieży. Pomimo tego, że powoli wyrastam z tego okresu wciąż śledzę popyt na  pozycje przeznaczone, dla tej grupy wiekowej. Gdzie się człowiek nie obejrzy, tam wszędzie wampir, wróżka, anioł – wystarczy, że w pozycji wystąpi, któraś z tych fantastycznych postaci i już jest okrzyknięta „najlepszą powieścią dla młodzieży”. A gdzie akcja, przystępna fabuła, porządne opisy, bohaterzy bogaci w przeżycia?
Oczywiście czasami trafi się perełka, ale sytuacja taka występuje naprawdę znikomo.
Wygląda na to, że dawno już wymarły powieści młodzieżowe oparte na historii, emocjach, podróżach… teraz nie ma w nich nic odkrywczego, a czytelnik, albo się irytuje, albo usypia, albo ma zrobioną ciapkę z mózgu.  Nie jestem zadowolona z tego stanu. A raczej nie byłam.
Co sprawiło, że wstąpiła we mnie cząstka nadziei na poprawienie tego stanu rzeczy?
Robert Muchamore
Jedno nazwisko: Robert Muchamore.
Jest to angielski pisarz, który na świecie zasłyną serią CHERUB . Początkowo pisał ją dla swojego bratanka, mieszkającego w Australii. Chłopiec ten zaczął już wyrastać z literatury dziecięcej, ta dla dorosłych, też nie spełniała jego kryteriów, a młodzieżowe były ciężko dostępne, bądź nie występowały wcale. W wyniku takiego splotu wydarzeń Muchamore, który porzucił myśl o pisaniu, uznając, że jego teksty nie są zbyt dobre, zlitował się nad bratankiem i stworzył serię o tajnych agentach, działających w czasach II Wojny Światowej. Co w tym niezwykłego i jak ma przyciągnąć nastolatka? To, że agentami są dziećmi. Głównie porzucone – Francuzi, Amerykanie, Anglicy… wszyscy zdolni i twardzi.
Gdy pisarz zyskał już sławę  dzięki serii CHERUB, uznał, że dobrze byłoby opowiedzieć o jej początkach. W ten sposób powstał cykl „Dzieci Hendersona”, z którym miałam przyjemność się zaznajomić. Konkretnie z jego trzecim tomem „ Sekretna armia”. Na dzień dzisiejszy składa się ona z pięciu ( szósta ma się ukazać w 2013 roku) części.
Cóż niezwykłego zawiera w sobie ta pozycja, że patrzę na nią bardzo pozytywnym okiem?
Dowiecie się zaglądając tutaj;)

niedziela, 25 listopada 2012

"Los utracony" Imre Kertesz



Imre Kertesz wielokrotnie podkreślał, że „Los utracony” nie jest powieścią autobiograficzną, chociaż z pewnością można w niej znaleźć wątki zaczerpnięte z obozowych przeżyć autora. Świat ukazany w książce oglądamy oczami blisko piętnastoletniego Żyda z Budapesztu. Jest on dzieckiem rozwiedzionych rodziców, dosyć spolegliwej natury, który nie ma pretensji do świata i ludzi o rzeczy, które dotykają jego, jego bliskich i Żydów w ogóle. „Zresztą człowiek nie decyduje sam o pewnych różnicach, w końcu właśnie po to, jak wiem, są żółte gwiazdy[…]”. Podobnie zareagował, kiedy wraz z innymi kolegami z pracy został złapany w jednej z łapanek i w efekcie wysłany do obozu pracy. Jego naiwność, prostota w osądzaniu ludzi i sytuacji przeraża, ale też chwyta za gardło i zostawia nas z okrzykiem grozy i protestu na ustach. Główny bohater opowiada nam o tym, co widzi niemal bez emocji, starając się zawsze znaleźć jakiś pozytyw w tragicznej sytuacji. Potrafi docenić dobre maniery, wygląd czy sumienne wykonywanie obowiązków przez żandarmów i żołnierzy. Jakże szokujące jest to, że polubił swoich, jakby nie było, oprawców. Przyznaję, że byłam zszokowana tą uległą, pozbawioną złości i nienawiści, postawą. Jest jak owieczka, która jedzie na rzeź...



sobota, 24 listopada 2012

Tessa de Loo – Bliźniaczki

Tessa de Loo
Bliźniaczki (De tweeling)
Pracownia Słów, 2004

Rozdzielone w dzieciństwie siostry dorastały w dwóch odrębnych gałęziach rodziny, jasnowłosa, silna Anna na niemieckiej wsi, a słabsza, chora na gruźlicę Lotta w Holandii. Spotkały się przypadkiem po latach w belgijskim uzdrowisku, rozpoznały i zaczęły rozmawiać – żeby się poznać, powspominać, omówić przeszłe lata. Duża część ich rozmów krąży wokół wojny, jej przyczyn i wpływu na losy sióstr. Lotta oskarża, Anna wyjaśnia i tłumaczy, najlepiej jak potrafi. Każda ma do opowiedzenia historię życia trudnego – przepełnionej pracą młodości, głodu w czasie wojny, obaw o ukochanego walczącego na froncie, ukrywającego się czy zamkniętego w obozie koncentracyjnym. Między nimi jest żal i zazdrość o lepsze życie, jakie na pewno miała ta druga, o spokojniejszy sen, o łatwiejsze dzieciństwo, o miłość zaznaną lub nie od bliskich. I powtarzające się oskarżenia: Lotty o wojnę, która tkwi jak zadzior, o to, jak można było do niej dopuścić, pozwolić, by wybuchła i zabrała tyle istnień, niewinnych i bezbronnych; i Anny o tę samą wojnę, która i jej nie pozostawiła szczęśliwą, a w dodatku pogłębiła przepaść między siostrami, uniemożliwiła porozumienie, zmusiła do wyjaśnień, jaki był ten mechanizm, który pozwolił Hitlerowi zagarnąć władzę i popchnąć Niemcy do walki: „Jeśli niczego nie posiadasz i jesteś nikim, potrzebujesz czegoś innego, z czego możesz być dumnym. Hitler sprytnie to wykorzystał. Zwykły człowiek otrzymał funkcję, rangę, tytuł: strażnik dzielnicy, przywódca grupy, przywódca okręgu. Dzięki temu mogli rozkazywać, mogli zaspokoić swoją potrzebę znaczenia.” (s. 98). 

Więcej na moim blogu.

piątek, 23 listopada 2012

Teresa Lubkiewicz-Urbanowicz- Babskie nasienie

Teresa Lubkiewicz-Urbanowicz- Babskie nasienie
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Wydanie pierwsze
Warszawa 2005
213 stron
 

 Na tę książkę trafiłam przypadkiem, ot sięgnęłam po nią w pośpiechu i pognałam do domu (w podobnym pośpiechu piszę dzisiejszą recenzję, więc będzie krótko, zwięźle i na temat). Przyjrzałam się dość nieciekawej okładce i z niezbyt pozytywnym nastawieniem zaczęłam czytać...
"Babskie nasienie" to zbiór króciutkich opowiadań. Akcja toczy się w czasach przedwojennych i w czasach II wojny światowej, a jej osią w większości opowiadań są kobiety. Poznajemy codzienne życie małych społeczności, głównie wielonarodowościowych.
Mimo mojego początkowego braku przekonania szybko uświadomiłam sobie, że jest to książka z rodzaju moich ulubionych- niewielkich rozmiarów obrazki łączące się w jedną, spójną całość, autor zabierający Czytelnika na spacer poprzez czasy i miejsca (nawet, jeśli tu nie mają zbyt dużej rozpiętości), a do tego język współgrający z treścią, co zawsze dodaje klimatu- to coś, co zawsze odbieram pozytywnie. Całość okraszona szczyptą humoru i celnych uwag daje Czytelnikowi do myślenia, zmusza do refleksji i zadumy na różne tematy. Dodatkowym plusem jest wprowadzenie elementów fantastycznych, które wybranym opowiadaniom nadają dreszczyku, a innym nieco ironicznego charakteru. W każdym razie, uważam, że książka świetnie oddaje charakter tamtych czasów i ludzi ówcześnie żyjących. Postaci, dobrze zarysowane, są bardzo żywe i realistyczne. Muszę przyznać, że czasem łapałam się na tym, że zastanawiałam się, czy kilka opowiadań nie było silnie opartych na faktach. Autorka pochwalić się może lekkim piórem, czyta się ją lekko i szybko, więc nie sposób nudzić się przy lekturze tej pozycji.
Serdecznie polecam wszystkim, którzy lubią wycieczki historyczne!
 

sobota, 17 listopada 2012

,, W drodze do domu " Janina Zimirska

,, W drodze do domu to fascynująca opowieść o życiu, uczuciach, emocjach i wartościach, które w życiu są najważniejsze, z wielką historią w tle. Ucieczka z rodzinnej wsi, przymusowa praca w Niemczech, powrót do kraju i osiedlenie się na Ziemiach Odzyskanych, trudna relacja z rodzicami i niespełnione marzenia, despotyczny mąż, choroby i wreszcie powrót do ukochanej twórczości. To wszystko przeżyła Julka, główna bohaterka książki, której losy są odzwierciedleniem życia autorki. W tej historii jak w soczewce skupiają się losy tysięcy Polaków, którzy zmuszeni byli uciekać z Wołynia przed niechybną śmiercią z rąk ukraińskich nacjonalistów. " Tekst z okładki

piątek, 16 listopada 2012

,,Wspomnienia Czerwonego Barona" Manfred von Richthofen

,, Barwne wspomnienia niemieckiego asa lotnictwa I wojny światowej. Manfred von Richthofen. Legenda niemieckiego lotnictwa I wojny światowej, bohater żołnierskich opowieści, niespokojny duch. Ekscentryk, który polecił przemalować swój samolot na krwistą czerwień, z daleka widoczną dla przeciwników. Dowódca eskadry doborowych pilotów, nazywanej „latającym cyrkiem Czerwonego Barona”. Jego wspomnienia, ukazują historię młodzieńca, który – znudzony leżeniem w okopach – zaczyna przygodę z lotnictwem, błyskawicznie zyskując sławę asa przestworzy. Opisy brawurowych walk powietrznych przeplatają się z przedstawionymi z humorem zdarzeniami codziennego żołnierskiego życia, tworząc wciągającą całość i rozbudzając podniebne pasje nawet u tych, którzy nigdy nie oderwali stóp od ziemi." Tekst z okładki

,,Skrywana przeszłość" - Anna Birger

,,Laura po latach spędzonych z dala od rodzinnego domu dostaje telegram. Wieści o tym, że jej babka – niegdyś bliska osoba, z którą była skłócona, nagle i niespodziewanie odchodzi. Za namową swej nowej rodziny wsiada w samolot, by pożegnać przeszłość. Zamknąć rozdział, który od lat nie daje jej spokoju. Na miejscu okazuje się, że otrzymała nieoczekiwany spadek. Nie dom, nie pieniądze, nie rodzinne pamiątki. Tylko plik tajemniczych zeszytów. Okazuje się, że są to zapiski babki, dotyczące czasów wojny. I tak, jadąc w niespodziewaną podróż, pozna tragiczną historię, o której nic nie wie i nigdy nic wiedzieć nie chciała, a która może zmienić jej życie. Czytając, pogrąży się w świat, który nie powinien istnieć. Nigdy! Ani wtedy, ani teraz, ani jutro…" Tekst z okładki

czwartek, 15 listopada 2012

Zgubieni

Erich Maria Remarque to jeden z najgłośniejszych pisarzy niemieckich. Powołany na front pierwszej wojny światowej jako osiemnastolatek doświadczył jej traumy. W 1929 roku wydał głośną powieść Na Zachodzie bez zmian, która w 1933 roku trafiła na indeks. Za pacyfistyczną wymowę naziści publicznie palili ją na stosie. Autor był już wówczas na emigracji. Narrator sugestywnie opisuje wydarzenia, w jakich przyszło mu uczestniczyć. Jest jednym z kilku młodych mężczyzn, którzy uwiedzeni propagandą, na ochotnika zgłosili się na front. Zderzenie z okrucieństwem wojny ukazuje dehumanizację, nie ma tu miejsca na kształtowanie bohaterów. Chłopcy nie wyrobili w sobie cnót, ale doświadczyli cynizmu, ich celem jest przeżyć, dotrwać do końca pośród bezsensownych rozkazów, rozszarpanych ciał, głodu i wyczerpania.

Więcej na moim  blogu.

Dwie książki z wojną w tle

"Opowieści starego Kairu" Nadżiba Mahfuza - zaczynałam bez entuzjazmu, ale z każdą stroną czytało mi się coraz lepiej. Mahfuz  ma opinię bardzo średniego pisarza, który dość niezasłużenie dostał Nobla. Zasłużenienie, czy nie, czasem lepsze jest wysokiej jakości czytadło, niż tor przeszkód zafundowany przez autora z rzekomo wyższej półki.
Akcja rozgrywa się w czasie pierwszej wojny światowej, która w Egipcjanach, podobnie jak w Polakach, rozbudziła nadzieje na odzyskanie niepodległości. Co faktycznie udało się zrealizowac i jak wpłynęło to na życie zwykłych ludzi? Zapraszam do lektury:).

"Cesarski poker" Waldemara Łysiaka wylosowałam w stosikowym losowaniu. Trochę się przestraszyłam, gdyż po necie krążą różne jego nowe teksty publikowane głównie w UważamRze i przyznam, że kompletnie nie są w moim guście. 
"Stary Łysiak" to jednak inna bajka. "Poker" to opowieść o wielkiej grze o Europę prowadzonej przez Napoleona oraz jego adwersarza - cara Aleksandra.
Łysiak sprawne kompiluje cytaty z miliona źródeł, formując z nich własną opowieść. Żeby zafrapować czytelnika co chwila doprawia to danie licznymi ciekawostkami z życia seksualnego swoich protagonistów. Da się czytać, chociaż przyznam, że czytałam na wyrywki. Trochę za dużo dla mnie tych detali no i - co mnie w zasadzie obchodzi Napoleon?

środa, 14 listopada 2012

"Kobieta, którą porwał wiatr" Claus Stephani




Claus Stephani w swojej debiutanckiej powieści „Kobieta, która porwał wiatr” zabiera nas  w podróż w przeszłość. Cofamy się do roku 1925 roku.  Znajdujemy się w Bukowinie, krainie pomiędzy Karpatami Wschodnimi a Dniestrem. Wiatr historii spowodował, ze na tej ziemi, a także w Mołdawii i Marmaroszu, gdzie także toczy się akcja książki, mieszkają obok siebie Rumuni, Węgrzy, Żydzi, Polacy, Niemcy i Ukraińcy. Każda nacja zachowała swój język, obyczaje i wierzenia, długo nie stanowiło to problemu. Do czasu… Chociaż wieści do ukrytych wśród gór wiosek dochodziły z kilkumiesięcznym, a czasami i rocznym opóźnieniem, to coraz częściej docierał i tutaj głos z zachodu mówiący językiem przesyconym rasizmem i antysemityzmem. Żydom zaczynało się wieść coraz gorzej i narażeni byli na różne szykany, mimo iż wcześniej nikomu nie wadzili jako sąsiedzi. Tam, do tych wsi, zapuszczały się do tej pory jedynie wilki i czasami prikulicze. Czasami te wilki miały ludzkie twarze, w wierzeniach mieszkańców i w rzeczywistości.

Ciąg dalszy na moim blogu. Zapraszam.

wtorek, 13 listopada 2012

"Tajemnica Abigel" Magda Szabo



Napiszę krótko- „Tajemnica Abigel” Magdy Szabo podbiła moje serce tak samo, jak serial „Abigel” z niezapomnianą Eve Szarenesci w roli Giny, który oglądałam wiele lat temu.

Jest rok 1943. Węgry są wielkim wojskowym sojusznikiem III Rzeszy, a ich żołnierze giną na froncie wschodnim. Nie każdemu w wojsku jednak odpowiada ta sytuacja, zawiązuje się więc opozycja. Peszt w niczym nie przypomina wielu europejskich miast w tamtym okresie, tam żyje się tak, jakby wojny nie było. Normalne życie na ulicach, wciąż wydawane są herbatki, przyjęcia na których robi się maślane oczy do adoratorów. Takie życie zna Georginia Vitay, czternastoletnia uczennica, ukochana przez swojego ojca generała, który zastępuje jej także matkę, uwielbiana przez francuską guwernantkę, rozpieszczana przez ciotkę. Pewnego dnia jednak wszystko się zmienia, ojciec zabiera ją do granicznego miasta, które od wielu lat szczyci się wspaniałą kalwińską pensją imienia biskupa Matuli. Ta szacowna szkoła to ponury gmach, w czasach średniowiecznych będący klasztorem, z zakratowanymi oknami, grubymi murami i rygorystycznymi regułami przypominającymi nie tyle pensję, co więzienie. Rzadką okazją do chwili wytchnienia dla dziewcząt jest ogród, z którego można zobaczyć skrawek nieba, a swoje marzenia, prośby i obawy powierzyć rzeźbie tajemniczej Abigel. Od wielu lat pozbawione jakiekolwiek prywatności i odcięte od świata pensjonariuszki, uciekają się do niej po pomoc i często doznają pocieszenia.
Kim jesteś Abigel? Kim jest ten ktoś, kto tutaj z nami mieszka, kto słyszy o czym się szepcze, kto wszystko wie… Wśród tych białych ścian żyje ktoś, kto zdaje sobie sprawę, że my wszystkie jesteśmy tu daleko od domu, od rodziców, a wymaga się tak wiele, że czasem przekracza to nasze siły i coraz to któraś z nas się potyka… Nikt nie widział twojego prawdziwego oblicza, a my wszystkie wiemy, ze tu działasz… Kim jesteś Abigel?
Takie pytania zadawała sobie niejedna matulanka, stawiała je sobie i Gina.


Ciag dalszy na moim blogu. Zapraszam. 

poniedziałek, 12 listopada 2012

Cezary Harasimowicz- Żołnierz



Cezary Harasimowicz- Żołnierz
Wydawnictwo Firet
Wydanie pierwsze
Warszawa 1995
118 stron
Przyznam szczerze i bez bicia, że nie interesuję się literaturą. Namiętnie czytam książki, jednak tak samo namiętnie pijam gorące kakao, mimo, że nie znam się ani na dietetyce ani na gastronomii. Piszę o tym ze względu na to, że czasem zdarza mi się czytać książki uważane za klasykę. Przynajmniej tak mi się wydaje. Pragnę jednak zauważyć, że recenzuję je z punktu widzenia zwykłego czytelnika. Przeciętnego człowieka, który lubi poczytać, proszę więc nie mieć mi za złe, jeśli czasem oceniam książkę dość naiwnie.
Po książkę Harasimowicza sięgnęłam dlatego, że stoi na mojej półce już od kilku lat, a jakoś do tej pory nie mogłam się do niej przekonać. Stąd też kiepska jakość prezentowanej przeze mnie okładki (w sieci nie mogłam jej znaleźć).
Tytułowym bohaterem jest Lazar- dziesięcioletni Mozambijczyk, kupiony przez bezdzietne małżeństwo mieszkające w Anglii. Zarówno chłopiec jak i pośrednik w jego sprzedaży utrzymują, że Lazar ma osiem lat, jego rodzice umarli z głodu, a angielskiego nauczyli go misjonarze. Nic z tego jednak nie jest prawdą. Ale czy z pozoru idealna rodzina, do której trafia dziecko też nie kryje tajemnic? Lazara adoptują Anna i Peter. Ona jest bogatą Amerykanką. Bezpłodna, nieszczęśliwa w małżeństwie i zmagająca się z demonami przeszłości topi smutki w alkoholu. On- znany pianista, cierpiący na rozstrój żołądka, kocha Annę, jednak ciągłe pilnowanie jej go przerasta. Niemożność porozumienia się z ojcem i żoną sprawia, że ucieka w muzykę. Ojciec Petera- człowiek stary i zmęczony to Polak- Powstaniec warszawski, który nie potrafi zapomnieć o wojnie i ojczyźnie. Żyje historią w obcym kraju, a jego tęsknota i ból sprawiają, że nie potrafi zbudować więzi z najbliższymi. I właśnie do nich trafia Lazar- dziecko-żołnierz, które widziało śmierć wielu ludzi, w tym własnych rodziców, które zabijało i które zamordowało swojego przyjaciela, a mimo to, pragnie być dobrym człowiekiem. Każdy z tych czworga bohaterów zmaga się z własnymi demonami, pragnie bliskości, choć nie potrafi stworzyć normalnych społecznych relacji.
Przede wszystkim spodobał mi się sposób prowadzenia narracji- narratorem fragmentów jest Lazar, rozmawiający z nieżyjącym przyjacielem, a innych- sam Joaqim. Dzięki temu zobrazowane są nie tylko uczucia i punkt widzenia głównego bohatera, ale też innych postaci, a także umożliwia to przedstawienie historii poszczególnych bohaterów (Joaqim jest narratorem wszechwiedzącym). Dzięki takiemu zabiegowi książka nabiera ciekawego charakteru. Jestem także pod ogromnym wrażeniem tego, jak na tak niewielu stronach można przedstawić tak wiele, tak świetnie zbudowanych postaci. Każdy bohater jest niezwykle wyrazisty, wielowymiarowy, realistyczny. Powieść jest tak skonstruowana, że z biegiem akcji poznajemy stopniowo wszystkie tajemnice bohaterów. Historie tych czworga ludzi są zgoła odmienne, ale równie intrygujące, smutne i zaskakujące, a także przerażająco realne. Książka, mimo, że przedstawia zamkniętą historię, jednak pozostawia kilka niedomówień, a kreacja zakończenia umożliwia Czytelnikowi popuszczenie wodzy fantazji i zmusza do zastanowienia się jak dalej potoczą się losy tych ludzi. Kolejnym plusem, jak dla mnie, był sposób poruszenia tematu wojny, która odgrywa ogromną rolę w życiu dwóch bohaterów. Niewątpliwie, to właśnie wojna ma największy wpływ na charaktery Lazara i ojca Petera, jednak opisana jest bardzo ascetycznie, że tak to ujmę. Ukazane są pojedyncze incydenty, wydarzenia, które miały miejsce i dotknęły dzieci (w obu przypadkach- wojny w Mozambiku i Powstania warszawskiego), które idealnie oddają okrucieństwo i obrzydliwość wojny. Bez zbędnego patosu i nadmiaru słów. Przedmiotem książki nie jest wojna, ale raczej jej skutki, wpływ jaki wywiera na ludzi.
To, co wywarło na mnie negatywne wrażenie to obcojęzyczne (domyślam się, że mozambijskie) zdania, które nie są tłumaczone, a zwłaszcza pod koniec książki jest ich sporo. Kolejnym minusem było udziwnianie, jak dla mnie nieco wymuszone, nienaturalne i irytujące, opisu uczuć bohaterów i wydarzeń. I ten zabieg również potęguje się w końcowej części powieści, co sprawiło, że naprawdę ciężko było mi przebrnąć przez ostatnie kilkanaście stron. Autorowi zarzuciłabym również zbyt poważne, dojrzałe i rozbujałe refleksje Lazara na różne tematy. Wiem, że człowiek, który tak wiele przeszedł dorasta szybciej, jednak jak na dziesięciolatka, niektóre dywagacje wydały mi się przesadzone.
Do „Żołnierza” miałam już dwie przymiarki, jednak za każdym razem zrezygnowana odkładałam go na półkę po przeczytaniu pierwszych stron. Niewątpliwie jest to książka trudna, poruszająca ciężkie tematy. Książka, do której trzeba dojrzeć. Trudno mi jednoznacznie ją ocenić, ponieważ to, co mnie irytowało, było drażniące w znacznym stopniu i kładzie się cieniem na całej powieści, myślę jednak, że to książka godna polecenia. Przede wszystkim ze względu na tematykę, jaką porusza i na ciekawe ukazanie rzeczywistości.
Polecam więc tę książkę wszystkim, którzy lubią kiedy autor czegoś od Czytelnika wymaga, którzy lubią być zaskakiwani i zmuszani do refleksji. Książka na pewno przypadnie do gustu tym, którzy oczekują od książki, że po jej przeczytaniu przez dłuższy czas nie da o sobie zapomnieć.
Recenzja pochodzi z blogu

,,Biała Maria" Hanna Krall

,,Łącząc osobiste zapiski i materiały reporterskie, Hanna Krall rekonstruuje historie nie wyjaśnione lub spuentowane po latach. Mieszają się w nich losy Żydów, Polaków, Niemców, Rosjan, kaci i ofiary, opowieści o wywózkach, czystkach, donosach, o wszystkim, co uczynili „ludzie ludziom” – przed wojną, podczas i potem. Autorkę interesuje tzw. „wina niezarzucalna”: nie można za nią ukarać, w sobie ją się nosi, czasami przez całe życie. Taką winą obarczyć można kobietę, która nie chciała zostać matką chrzestną małej Żydówki, co mogło uratować dziewczynce życie."

,,Orzeł z Budapesztu. Wspomnienia kuriera KG AK" Jan Łożański

,,Wspomnienia Jana Łożańskiego czyta się jak powieść przygodową, tym bardziej fascynującą, że napisaną przez życie. Jak w najlepszej powieści, nie brak w nich nagłych, niespodziewanych zwrotów akcji, niezwykłych zbiegów okoliczności, dramatycznych pościgów i ucieczek, a także… pięknych kobiet. Sytuacje humorystyczne sąsiadują z tragicznymi, a proza życia – z momentami niezwykłych wzruszeń i patriotycznych uniesień. To naprawdę niezwykła opowieść zwykłego-niezwykłego człowieka, osnuta na tle wydarzeń wielkiej historii. "

niedziela, 11 listopada 2012

,,Ocalenie Atlantydy" Zyta Oryszyn

,,Kunsztowny, finezyjny obraz losów przesiedleńców i ich dzieci, którzy po wojnie osiadają w poniemieckim miasteczku na Dolnym Śląsku. Lekko groteskowa opowieść o sposobach na przeżycie w nowej, absurdalnie niebezpiecznej i wciąż zmieniającej się rzeczywistości, w czasach, gdy wszystko było polityczne i światopoglądowe. Panorama obejmująca okres od II wojny do stanu wojennego."

Ostatni brzeg - Nevil Shute.





     W niedługim czasie po zakończeniu II wojny światowej coraz bardziej dawała o sobie znać rywalizacja radziecko-amerykańska. Był to początek "zimnej wojny", w efekcie której trwał  nieustanny "wyścig zbrojeń", w tym szczególnie w zakresie  posiadania broni jądrowej. Rywalizacja ta niejednokrotnie  stawiała świat w obliczu wojny nuklearnej i III wojny światowej szczególnie w latach 50 i 60 - tych ubiegłego stulecia. Groźba  tej wojny była wówczas całkiem realna i  książka Nevila  Shute napisana przez niego w 1957 roku stała się dramatycznym krzykiem protestu  przeciwko szaleństwu, jakiemu poddawały się światowe  mocarstwa  zbrojąc się w broń nuklearną i przeprowadzając liczne próby jądrowe nie bacząc na to jakie skutki taka wojna przyniosłaby ludzkości.
     "Ostatni brzeg", w którym Shute zawarł straszliwą wizję zagłady ludzkości wskutek wybuchu wojny atomowej  stał się  ostrzeżeniem dla wszystkich, dla tych, którzy by ją wywołali, i dla tych których by  unicestwiła niezawinienie.
    Akcję książki  Shute umiejscowił w Australii, a właściwie w Melbourne i jego bliskich okolicach,  w 1961 lub 62 roku  po wojnie nuklearnej, która kilka miesięcy wcześniej wybuchła na półkuli północnej i trwała niecałe 40 dni.


Więcej czytaj  na moim blogu .

wtorek, 6 listopada 2012

Jan Dobraczyński, Bramy Lipska


Po tę powieść Dobraczyńskiego sięgnęłam z dwóch powodów. Jednym było wyzwanie "Wojna i literatura" drugim chęć powrotu do prozy Dobraczyńskiego. Tej jego powieści wcześniej nie czytałam, ale znając możliwości pisarza liczyłam na ciekawą lekturę. I się nie zawiodłam.

Bramy Lipska to powieść historyczna z czasów wojen napoleońskich. Opowiada o pięciu ostatnich dniach życia księcia Józefa Poniatowskiego, który 19 października 1813 roku zginął  w nurtach Elstery broniąc odwrotu wojsk napoleońskich. 

Książę Józef Antoni Poniatowski, zwany przez swych najbliższych Pepim, urodził się w Wiedniu 7 maja 1763 roku. Jego rodzicami byli Andrzej Poniatowski, generał dywizji w służbie austriackiej, brat ostatniego króla Polski, oraz Teresa z rodu książąt Kinskich. Początkowo młody Pepi wychowywany był w niemieckojęzycznych środowiskach Wiednia i Pragi (po polsku mówił jedynie z ojcem i ze służbą), jednak ostatecznie z wyboru stał się Polakiem. Niewątpliwie w tym patriotycznym wychowaniu przyszłego wodza naczelnego Księstwa Warszawskiego miał swój udział jego stryj Stanisław August Poniatowski. Król polski wezwał swego bratanka do ojczyzny w 1789 roku, roku w którym rozpoczynały się obrady Sejmu Wielkiego. Wtedy książę Józef dorobił się już stopnia pułkownika w wojsku austriackim i był adiutantem cesarza Józefa II. Młody książę Poniatowski był zwolennikiem stronnictwa królewskiego oraz uchwalonej w 1791 roku Konstytucji 3 maja. Wziął też udział w wojnie w obronie tejże konstytucji, która wybuchła w 1792 roku. 18 czerwca 1792 roku pokonał wojska rosyjskie w bitwie pod Zieleńcami. Dla upamiętnienia tego zwycięstwa Stanisław August Poniatowski ustanowił order Virtuti Militari, a jego pierwszymi kawalerami byli książę Pepi oraz Tadeusz Kościuszko. 
Decyzję stryja o przystąpieniu do Targowicy książę Józef skomentował słowami "Na taką nikczemność nie byłem przygotowany." Na znak protestu odesłał królowi wszystkie otrzymane od niego odznaczenia.
W 1794 roku książę Poniatowski bierze udział w insurekcji kościuszkowskiej. Nie przyjmuje jednak proponowanego mu dowództwa na Litwie woląc pozostać w okolicach Warszawy w pobliżu swego stryja. 

Po trzecim rozbiorze Polski Pepi wycofała się z życia politycznego. Przebywał w Warszawie w Pałacu pod Blachą bądź w swej podwarszawskiej rezydencji w Jabłonnie. W pamięci warszawiaków zapisał się swoim rozwiązłym i hulaszczym trybem życia oraz licznymi miłostkami. Uważany za niezwykle przystojnego książę Pepi stale otoczony był wianuszkiem pięknych i mniej urodziwych, młodszych i starszych kobiet. Z krytyką spotkał się także jego wieloletni związek ze starszą od siebie o 10 lat  hrabiną Henriettą de Vauban. Romans, który ich połączył był krótkotrwały, ale Henrietta niepodzielnie rządziła w Pałacu pod Blachą , kierując życiem osobistym księcia. 

Po wkroczeniu do Warszawy wojsk napoleońskich w 1806 roku, dzięki znajomości z Joachimem Muratem, Poniatowski powraca do życia publicznego. Za namową Murata postanawia przyłączyć się do Napoleona. W grudniu 1806 roku zostaje naczelnikiem sil zbrojnych; w lipcu 1807 roku po utworzeniu przez Napoleona Księstwa Warszawskiego zostaje mianowany ministrem wojny, ale naczelnym wodzem armii Księstwa Napoleon mianował go dopiero 21 marca 1809 roku na krótko przed wojną z Austrią. W czasie toczącego się konfliktu Poniatowski swoimi decyzjami zyskał wielu wrogów jak i wielu zwolenników. Postanowił oddać  Warszawę w ręce Austriaków, ale przeprowadził ofensywę po wschodniej stronie Wisły na terenie zaboru austriackiego, której owocem było powiększenie (właściwie wbrew Napoleonowi) Księstwa Warszawskiego o ziemie Nowej Galicji i  cyrkułu zamojskiego. 
Stając na czele armii Księstwa książę Józef bierze udział w wyprawie Napoleona na Rosję w 1812 roku.  Walczy w bitwie pod Berezyną a potem osłania odwrót pokonanej Wielkiej Armii. 
Po klęsce Napoleona w kampanii 1812 roku Poniatowski staje przed dylematem wyboru pomiędzy wiernością Napoleonowi, a przejściem na stronę rosyjską. Młody car Aleksander I obiecuje bowiem Polakom nadanie większych swobód, powstanie armii polskiej i autonomicznego państwa będącego jednak pod wpływami rosyjskimi. 

Książę Józef postanawia jednak trwać przy Napoleonie. To właśnie ta decyzja doprowadziła go do śmierci w bitwie pod Lipskiem. Armia polska pod wodzą księcia opuszcza Warszawę i udaje się do Krakowa, a potem do Saksonii. Poniatowski zostaje dowódcą VIII korpusu Wielkiej Armii. 12 października 1813 roku rozpoczyna się bitwa pod Lipskiem zwana "bitwą narodów" będąca początkiem końca Napoleona. Przeciwko cesarzowi stanęły wojska sprzymierzone pod wodzą księcia Karola Schwarzenberga, przyjaciela i kuzyna  księcia Pepiego. Napoleona opuścili właściwie wszyscy sojusznicy, jedynie Polacy pozostali mu do końca wierni. 16 października Napoleon mianuje księcia Poniatowskiego marszałkiem Francji. Jest to ogromne wyróżnienie dla polskiego wodza, gdyż dostąpił on tego zaszczytu jako jedyny cudzoziemiec. 19 października dochodzi do decydującego starcia. Napoleon zarządza odwrót spod Lipska. I znów jak w kampanii rosyjskiej Polacy bronią tyłów wycofującej się armii Napoleona. Książę Poniatowski, pięciokrotnie ranny podczas bitwy zsuwa się z wierzchowca i ginie w spienionych nurtach Elstery. Ostatnio, w 2005 roku, francuscy historycy potwierdzili, ze książę zginął zastrzelony omyłkowo  przez znajdujących się na drugim brzegu rzeki Francuzów. 
Książę Poniatowski pochowany został we wrześniu 1814 roku w podziemiach kościoła św. Krzyża w Warszawie, a w lipcu 1817 roku jego ciało spoczęło w krypcie w katedrze na Wawelu. 


Dobraczyński przedstawia księcia Józefa jako patriotę i bohatera, wzór cnót żołnierskich. Nie pomija jednak i tych drażliwych tematów, nie ukrywa hulaszczego życia księcia w Warszawie i jego licznych miłostek. Mimo, że Bramy Lipska przedstawiają nam ostanie dni przed śmiercią  księcia Pepiego, w powieści nie brakuje retrospekcji pozwalających poznać wcześniejsze lata jego życia. Dowiadujemy się o jego młodzieńczej miłości do Szarlotty (Marii Karoliny Thun), o pogmatwanych i niezrozumiałych dla wielu związkach z Henriettą, o dwóch nieślubnych synach, o prawdopodobnej miłości Marii Augusty, nieurodziwej córki Fryderyka Augusta III króla saskiego i księcia warszawskiego. Poznajemy jego hulaszcze życie w Pałacu pod Blachą, słynny na całą Warszawę wyczyn kiedy to Pepi przegalopował przez miasto nago na koniu. Dobraczyński nie tai więc niechlubnych wyczynów księcia. 
Rysuje jednak wyrazisty portret patrioty osamotnionego, niedocenianego przez innych polskich dowódców - Kościuszkę, Dąbrowskiego, Zajączka. Portret człowieka ukochanego przez wojsko, charyzmatycznego wodza, który potrafi tchnąć ducha walki nawet wtedy kiedy już nic nie wydaje się możliwe, a wszystko zaś stracone. 

W powieści Dobraczyńskiego poczesne miejsce zajmuje więc postać księcia, ale nie brak w niej także portretów innych wielkich postaci tamtych czasów. Przede wszystkim samego Napoleona. Cesarza Francuzów maluje jednak Dobraczyński w ciemnych barwach. To już nie jest wielki zdobywca Europy, to człowiek, który za wszelką cenę chce zachować swą pozycję, który jest zdolny nawet do zdrady najwierniejszych sojuszników, by ratować swoją skórę. To nie wielki bohater, to człowiek pozbawiony skrupułów, człowiek , który nie potrafi docenić poświęcenia tych, którzy oddawali swą krew i swe życie w imię jego ideałów. 
Innym okiem patrzy Dobraczyński na cara Rosji. Młody Aleksander to według niego władca, który mógłby ofiarować Polakom wiele. W przeciwieństwie do Napoleona potrafi on docenić zasługi Poniatowskiego i mimo iż są wrogami darzy go szacunkiem. 
Czy taka wizja historii jest bliska prawdy? Ja do końca z nią zgodzić się nie potrafię. Jakkolwiek skłonna jestem przychylić się do niepochlebnej oceny Bonapartego, tak nie mogę się zgodzić ze zbyt wyidealizowanym wizerunkiem Aleksandra, bądź co bądź pomysłodawcy i twórcy Świętego Przymierza. Zastanawiam się tylko czy taki obraz obu władców wynika z rzeczywistych przekonań Dobraczyńskiego czy jest w jakimś stopniu wynikiem sytuacji politycznej Polski w czasach, w których powieść ta powstała (lata 70-te XX wieku). 

Powieść napisana jest barwnym językiem, na uwagę zasługują pełne ekspresji opisy scen batalistycznych. Mimo licznych retrospekcji fabuła jest przejrzysta i interesująca, nie pozwalająca na nudę bądź znużenie. 

Zdjęcia pochodzą z Wikipedii: 1) Portret księcia Józefa Poniatowskiego, 2) Pałac pod Blachą w Warszawie, 3) Pałac w Jabłonnie, 4) January Suchodolski, Śmierć ks. Józefa w Elsterze, 5) Sarkofag księcia w krypcie w katedrze na Wawelu