sobota, 15 listopada 2014

Usque ad finem

Tim Willocks, Religia
tytuł oryginalny: The Religion
przekład: Maciej Szymański
cykl: Mattias Tannhäuser tom 1
wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
data wydania: 4 lutego 2014 r.
ilość stron: 752
ISBN: 978-83-7818-501-7
okładka: zintegrowana

Średniowieczna Europa była areną niezwykle krwawych i brutalnych starć, wiele z nich miało podłoże religijne, gdzie naprzeciwko siebie stawały dwie potęgi: chrześcijaństwo i islam. Najwięcej walk toczono wówczas pod sztandarem krucjat, zapoczątkowanych końcem XI wieku przez papieża Urbana II. Wynikiem wypraw krzyżowych było – oprócz niezliczonej ilości ofiar – powstanie kilku zakonów krzyżowych: templariuszy, krzyżaków czy joannitów. Mimo iż krucjaty ostatecznie zakończyły się początkiem XIV wieku, to wojny pomiędzy religią chrześcijańską a islamem na dobrą sprawę trwają po dziś dzień.
Fabuła powieści Tima Willocksa zatytułowanej Religia opisuje wydarzenia będące pokłosiem krucjat, z których jednym z najważniejszych było tak zwane Wielkie Oblężenie Malty przez armię Sulejmana Wspaniałego w 1565 roku.

Czytaj dalej...
Fabuła powieści Tima Willocksa zatytułowanej Religia opisuje wydarzenia będące pokłosiem krucjat, z których jednym z najważniejszych było tak zwane Wielkie Oblężenie Malty przez armię Sulejmana Wspaniałego w 1565 roku.
- See more at: http://wiedzma-czyta.blogspot.com/2014/11/tim-willocks-religia.html#more

piątek, 7 listopada 2014

Nadciąga noc. Irakijczycy w cieniu amerykańskiej wojny - Anthony Shadid

Siedziałam w przychodni czekając na swoją kolej. Skończyłam już książkę, która miałam ze sobą i przestawiłam się na radio - Trójkę, oczywiście. Traf chciał, że akurat Michał Nogaś, prowadzący audycje o książkach. Kto jak kto, ale redaktor Nogaś zawsze mnie na jakąś książkę nakusi i muszę ja potem kupić/mieć/przeczytać. Oczywiście od razu zapisałam autora i tytuł, a także skrótowo, o czym książka opowiada. Przy okazji wizyty w zaprzyjaźnionej księgarni stałam się posiadaczką własnego egzemplarza książki Nadciąga noc. Irakijczycy w cieniu amerykańskiej wojny Anthony’ego Shadida. Urodzony w Stanach Zjednoczonych Shadid miał libańskie korzenie, ale dorastał w stricte amerykańskiej rodzinie; języka arabskiego nauczył się o wiele później i do celów związanych z pracą. Ten wieloletni korespondent New York Timesa na Bliskim Wschodzie był świadkiem wkroczenia sił amerykańskich do Bagdadu w 2003 roku. Obserwował jak zmienia się świat Irakijczyków, ich życie i sytuacja polityczna. Paradoksalnie zmarł nie w wyniku ran postrzałowych, a… ostrego ataku astmy połączonego z alergią na końską sierść. Dla przypomnienia dodam, że w Iraku w 2004 roku zginął w wyniku ostrzału polski korespondent wojenny, Waldemar Milewicz (dżihadyści zignorowali napis PRESS na samochodzie).
Bagdad liczy sobie ponad półtora tysiąca lat. Miasto to naznaczone jest krwawą historią licznych podbojów, ale i uważane za jedno z najpiękniejszych i najlepiej rozwiniętych. Niestety, XX-ty wiek przyniósł Irakijczykom dalsze rozczarowania – Shadid przytacza analogiczny do tego z 2003 roku przykład „wyzwolenia” Iraku: w roku 1917 Anglicy wyzwalają Irak spod tureckiej niewoli, co prowadzi do krwawo stłumionego powstania w 1920 roku. Po wyniszczającej wojnie z Iranem i napaści na Kuwejt, która pociągnęła za sobą  operację Pustynna Burza, Irak na dziesięć lat został odcięty od świata i zdany na łaskę kacyków podległych dyktatorowi z powodu sankcji wprowadzonych przez USA. W jednym z wywiadów Madeleine Albright zapytana przez dziennikarkę: Słyszeliśmy, że pół miliona dzieci zginęło. Wydaje mi się, że to jest więcej niż zginęło w Hiroszimie. Jak pani myśli, czy ta cena jest warta tego? bezdusznie stwierdziła: Myślę, że to jest bardzo trudny wybór, ale cena – myślimy że jest to tego warte. Irakijczycy nigdy jej tego nie zapomną. Czytaj dalej...

środa, 15 października 2014

Matka Papieża - Milena Kindziuk




Milena Kindziuk autorka Matki Papieża podjęła się niezwykle trudnego zadania, by stworzyć obraz kobiety, po której oprócz urzędowych dokumentów, niewielu  zdjęć i pamiątek nie pozostało prawie nic nawet w pamięci osób, które mogły ją znać. Sam  Papież też nigdy jej nie wspominał chociaż pamiętał o każdej rocznicy jej śmierci. A  mimo to,  na bazie tego co z wielkim trudem zebrała, powstała urocza, pełna ciepła i sympatii dla jej bohaterki książka, z której dowiedziałam się nie tylko kim była, ale również jaką mogła być kobieta, która żyjąc ze świadomością, że kobiety w jej rodzinie przedwcześnie odchodzą nigdy nie dowiedziała się kim został jej najmłodszy syn,  dla którego zaryzykowała własne życie.

Więcej czytaj>>>>>

poniedziałek, 29 września 2014

Requiem dla dziewczyny - Nevil Shute.




Niezbyt pojmuję dlaczego Oficyna Wydawnicza Comfort   tę książkę wydała w serii Biblioteka Romansu  boć chociaż jest w niej mowa o uczuciu, jakie łączyło australijskiego żołnierza i angielską wrenkę, toć przecież romansem ta książka nie jest. Tak, że osoby oczekujące gorącego romansu z wojną w tle jednak, by  się zawiodły.  Jak wskazuje tytuł książka jest  swoistym podzwonnym dla tytułowej dziewczyny. A dziewczyną tą jest Janet, która w 1939 roku po ukończeniu szkoły zamiast rozpocząć studia w Oksfordzie podjęła służbę w marynarce wojennej, a warunki wojenne,  w czasie których jeszcze dorastała dojrzewając  fizycznie i emocjonalnie,  ukształtowała ją i urobiły sprawiając, że przestała być li tylko delikatną dziewczyną z dobrego domu.  Historię Janet tę wojenną i powojenną poznajemy z opowieści snutej przez głównego bohatera książki Alana, Australijczyka, który razem z bratem Billym brał udział w II wojnie światowej, on jako pilot a Billy w piechocie morskiej. W 1944 roku przed lądowaniem aliantów we Francji,  Alan spotkał się z Billym i wówczas ten przedstawił mu swą angielską narzeczoną, Janet, która już od 1941 roku służyła we WRENS, czyli w kobiecej pomocniczej służbie marynarki angielskiej. Wojna boleśnie dotknęła całą trójkę. Alan stracił nogi, Billy zginął a Janet  straciła narzeczonego, z którym wiązała swe nadzieje na czas po wojnie. 


Czytaj więcej>>>>>>

poniedziałek, 22 września 2014

Neal Stephenson, Greg Bear, Mark Teppo, Erik Bear, Joseph Brassey, E.D. deBirmingham, Cooper Moo, Mongoliada tom 1

„W stepie szerokim...”

Neal Stephenson, Greg Bear, Mark Teppo, Erik Bear, Joseph Brassey, E.D. deBirmingham, Cooper Moo, Mongoliada tom 1
tytuł oryginalny: The Mongoliad: Book One
przekład: Robert Waliś
wydawnictwo: MAG
cykl: Mongoliada tom 1
data wydania: 4 lipca 2014 r.
ilość stron: 432
ISBN: 978-83-7480-432-5
okładka: miękka

Pierwszy tom Mongoliady to powieść historyczna z wątkami fantastycznymi. Przyznać muszę, że pomysł na fabułę jest udany i ciekawy. XIII-wieczna Europa zmagająca się z inwazją Mongołów, których liczebne armie złożone z bezwzględnych i przyzwyczajonych do niewygód wojowników bardzo szybko i skutecznie zajmowały kolejne terytoria, przyłączając je do Imperium Mongolskiego. Wojenna zamieć, śmierć i zniszczenie. Nic tylko czekać na bohaterów, którzy uratują świat chrześcijański. I takowych wspomniany wcześniej zespół pisarzy stworzył, nazywając ich Bractwem Tarczy, z rodowodem wywodzącym się od wikingów. Ci chrześcijańscy wojownicy – koegzystujący obok innych rycerskich zakonów, jak templariusze czy szpitalnicy – podejmują się niemożliwej misji: zabicia kagana, rządzącego imperium. I to nie gdzieś w trakcie walki, bo od tego Ugedej ma braci i dowódców, by za niego i dla niego zdobywali kolejne ziemie, lecz w stolicy imperium, Karakorum. Jako że droga tam wiodąca należy do długich i męczących, a co za tym idzie, niebezpiecznych, do garstki śmiałków dołącza Cnán, Wiążąca, przewodniczka i posłanniczka.

środa, 17 września 2014

Legion - Elżbieta Cherezińska.



       Akcja Legionu, o którym traktuje ten post zaczyna się właśnie we wrześniu, tuż po napaści Rosji sowieckiej. Wojna się już właściwie skończyła a zaczęła się okupacja niemiecka z jednej i sowiecka z drugiej strony, rząd polski opuścił kraj, armia została rozbita i pytaniem podstawowym jej dowodzących  jest : komu się poddać, komu dać się rozbroić, Niemcom czy sowietom, by w końcu  oddać się w ręce sowietów, co jak już wszyscy wiemy skończyło się dla tysięcy strzałem w tył głowy i wspólnym grobem w Katyniu.
Bohaterowie książki Cherezińskiej mając świadomość, że poddanie się nie wchodzi w grę, gdyż ani Niemcom ani sowietom wiary dać nie można podejmują  decyzję o podjęciu własnej drogi a ta, wiodąc część z nich przez niemieckie oflagi a część przez Francję i Anglię,  doprowadza ich z czasem w lasy świętokrzyskie, gdzie działają oddziały partyzanckie AK, BCH a z czasem i AL.
W tej niezwykłej pod wieloma względami książce; bo i treść, i forma jaką autorka przyjęła a także jej objętość są niezwykłe, Elżbieta Cherezińska  w porywający sposób, z epickim rozmachem, opowiada historię oddziałów żołnierzy NSZ, które nie podporządkowały  się rozkazowi scalenia z Armią Krajową nie zgadzając się na współpracę z Armią Ludową, która maszerując u boku Armii Czerwonej nie tylko walczyła z okupantem, ale równocześnie zaprowadzała nowy "ład" na ziemiach wyzwalanych, któremu oni kierując się wyznawanymi zasadami bezwzględnie się przeciwstawiali wiedząc jak on wygląda tam skąd przychodził. To z tych oddziałów właśnie powstała słynna Brygada Świętokrzyska nazwana przez autorkę "Legionem", która prowadziła walkę z komunistyczną partyzantką AL i sowieckimi żołnierzami zrzucanymi na teren Polski w celu prowadzenia akcji propagandowej szczególnie na wsiach, które przy okazji stawały się ofiarami bandyckiej działalności  wyzwolicieli ze wschodu. 

Czytaj więcej>>>>>

środa, 13 sierpnia 2014

Elżbieta Cherezińska, Korona śniegu i krwi

Elżbieta Cherezińska, Korona śniegu i krwi
wydawnictwo: Zysk i S-ka
cykl: Odrodzone królestwo tom 1
data wydania: 26 czerwca 2012 r.
ilość stron: 768
ISBN: 973-83-7785-070-1
okładka: miękka ze skrzydełkami

Polska drugiej połowy XIII wieku. Kraj jest podzielony na dzielnice, którymi rządzą poszczególni piastowscy książęta. Z powodu braku zwierzchniej władzy, jakim jest władza królewska, w Polsce panuje chaos. „Nie daj Boże zjazd piastowski” – te słowa najlepiej oddają charakter stosunków między rządzącymi. I choć tu i ówdzie pojawia się idea zjednoczenia królestwa, to nie jest ona przez wszystkich książąt akceptowana. Większość z nich uważa, że wśród nich nie ma żadnego, któremu udałoby się ponownie zjednoczyć kraj pod godłem orła białego...
Bohaterstwo to tylko śmierć odświętnie ubrana do pieśni.
Znam wiele osób, dla których lekcje historii były w okresie szkoły podstawowej czy gimnazjum istną drogą przez mękę. Wszyscy ci władcy, zmiany granic, wojny o nawet najmniejszy kawałek ziemi... A dla mnie to było to. Historię uwielbiam od czasu liceum i ciągle szukam powieści, która w każdy możliwy sposób na nowo rozgrzewała we mnie to uczucie. I tak całe szczęście było w przypadku powieści Korona śniegu i krwi. Z ręką na sercu powiem, że się w prozie pani Cherezińskiej zakochałam.

Czytaj dalej...

wtorek, 12 sierpnia 2014

Józef Ignacy Kraszewski — Historia prawdziwa o Petrku Właście

Józef Ignacy Kraszewski
Historia prawdziwa o Petrku Właście, 
palatynie, którego zwano Duninem
Wydawnictwo „Śląsk”, 1983

Po śmierci Bolesława Krzywoustego kraj podzielony został między jego synów, z najstarszym Władysławem jako seniorem, władającym krakowską stolicą. Władysław, drugi tego imienia, za namową żony Agnieszki, cesarskiej siostry, odmówił przyrodnim braciom praw do współrządzenia, a chcąc ich sobie podporządkować dążył do opanowania dzielnic młodszych książąt. Ci nie pozostali bierni; przy pomocy możnowładców i duchowieństwa, dla którego silna władza była zagrożeniem interesów, zdecydowali się stawić opór i zrzucić zwierzchność najstarszego brata.
 
Rozdrobnienie dzielnicowe po Krzywoustym to czas dla Polski trudny. Podupadający ród Piastów co i raz próbuje się wyrwać z okowów zależności politycznych, umocnić władzę książęcą i scalić państwo. Nie jest łatwo umniejszyć znaczenie duchowieństwa, które, nad wieloma słabymi panując, w siłę urosło i właściwy ster rządów przejęło, jednocześnie dobrocią i pokorą oczy naiwnych mydląc. Jednoznacznie przedstawia Kraszewski ustami jednego z bohaterów genezę rozdrobnienia, zgodnie z zasadą: komu korzyść, tego zbrodnia: „Gdy król nieboszczyk Krzywousty umierał, radzili mu biskupi i wymogli na nim, aby państwo swe na równi między synów podzielił. Jeden tylko Kazimierz został, któremu nie dano nic, Bogu go polecając. Nie sądzę ja pany nasze biskupy, ale bodaj podział ten dla nich bezpieczniejszym był, przeto go chcieli. Z jednym a potężnym panem twardo im szło, a tak każdy książę ma przy sobie biskupa, z którym władzę dzieli, i każdy biskup jednego pana pilnuje. Tym łacniej rządy swe duchowne sprawować mogą.” (s. 31).
 
 
 

czwartek, 7 sierpnia 2014

Sołdat - Nikołaj Nikulin



Sołdat Nikołaja Nikulina to obraz wojny odarty z bohaterstwa, sensu i nadziei. Nikulin, późniejszy wieloletni pracownik Ermitażu, został powołany w 1941 roku, kiedy druga wojna światowa rozszalała się na dobre. Od śmierci ocaliły go (niejednokrotnie) paradoksalnie odniesione rany – pierwsza linia frontu stale się zmieniała, ponieważ mięso armatnie, które zostało masakrowane było zastępowane nowym. Z niektórych dywizji zostawały tylko numery, tak szybko ginęli żołnierze. Autor pisze o strachu, nieuchronności losu: rosyjscy mężczyźni „wpadli w młyn historii, między dwa ludobójstwa. (…) Dlaczego szli na śmierć, choć wyraźnie przeczuwali, co ich czeka? Szli - nie ze zwyczajnym strachem, lecz owładnięci przerażeniem.” Wojna sparaliżowała u większości ludzkie odruchy, a strach przed hitlerowcami z jednej a politrukami i plutonem egzekucyjnym z drugiej utrzymywał całe rzesze straceńców w klinczu.
Sołdat jest pamiętnikiem pisanym wiele lat po wojnie, to wspomnienia traumatyczne, wyplute jak flegma przez chorego na wojnę. Przez szereg lat o żołnierzach mówiło i pisało się jak o bohaterach, w samych superlatywach, niemal hagiograficznie. Dopiero wiele dekad po wojnie za mówienie prawdy nie groziły łagry. Wspomnienia o wojnie (tytuł oryginału Wospominanija o wojnie) Nikulina krążyły początkowo w drugim obiegu w formie maszynopisu, dopiero po latach doczekały się druku. Autor rozlicza się nie tylko ze swoja przeszłością i tym czego był świadkiem i uczestnikiem, ale i z mitem bohatera-kombatanta. Nikulin pisze wprost, że ci, co przeżyli nieraz nie powąchali prochu, bezpiecznie zadekowani na tyłach opływali w niemieckie kiełbasy i rosyjski samogon.
Część wspomnień jest tak drastyczna, że aż groteskowa: żołnierze spali w wykopanych własnoręcznie ziemiankach, nie myli się miesiącami, czego skutkiem był wygląd armii strachów na wróble, przez brak możliwości pochówku gnili tam, gdzie ginęli – w pewnym momencie Nikulin pisze o świetnie rozpoznawalnych warstwach trupów z lata, zimy i poprzedniego lata, leżały jedne na drugich, a odróżnić je można było po mundurze letnim, bądź zimowych walonkach. Złe decyzje dowództwa przyczyniały się do narastania tych trupich hałd.
Na ziemiach wyzwolonych żołnierze brali sobie Frau jak trofea wojenne. Dewastowali domy w sposób urągający wszelkim troglodyckim standardom. Nikulin pisze o wpływie propagandy, szczególnie Erenburga, na morale i zachowanie się żołnierzy, którzy nie przypominali już ludzi, a szarańczę o nieludzkiej sile.
Te wspomnienia maja niesamowicie pacyfistyczny wydźwięk; wojna to zło, które nie rodzi niczego dobrego, a wręcz na lata skazuje ludzi i kraje na marazm, stres i traumę. Gorąco Was namawiam do sięgnięcia po te lekturę, choćby z ciekawości, jak to było w armii rosyjskiej, o której się tak źle słyszy w kontekście drugiej wojny światowej. Nikulin nie wybiela żołnierzy, nie tłumaczy ich zachowania, nie neguje zbrodni, których się dopuścili, jedynie opisuje wszystko niemal reporterskim okiem.

Zapraszam na bloga:  http://setna-strona.blogspot.com/

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Wspomnenia z getta warszawskiego

Nie wiem, czy będę się mogła otrząsnąć z takiej dawki smutku i przerażenia. Kończyłam dwie wstrząsające książki: Pamiętnik i inne pisma z getta Janusza Korczaka oraz Pianistę, czyli wspomnienia Władysława Szpilmana. Obaj byli postaciami znanymi w przedwojennej Warszawie, jeden był społecznikiem, drugi – artystą. Jeden zginął u boku wychowanków, drugi – cudem ocalał z holokaustu. Obaj – i Korczak i Szpilman – zamknięci byli w warszawskim getcie, w którym zgromadzono około 460 tysięcy osób na stosunkowo małym obszarze. Tuż przed wojną w Polsce żyło 3,5 miliona Żydów. Po wojnie zostało ich zaledwie 240 tysięcy. Systematycznie wykańczani psychicznie, a później i fizycznie, doprowadzani do nędzy, chorób, w końcu mordowani na masową skalę.
Pamiętnik Korczaka pisany jest w większości w 1942 roku, ostatni zapis datowany jest na kilka dni przed wywózką Domu Sierot do Treblinki, gdzie zginęli wszyscy bez wyjątku. Szpilman spisał swoje wspomnienia tuż po zakończeniu wojny, jeszcze „na świeżo” (pierwsze wydanie jego wspomnień było w roku 1946, ale później cenzura uniemożliwiała dalsze wydania z uwagi na niewygodne dla siebie fakty).
Janusz Korczak, lekarz, intelektualista, pisarz, propagator „wychowywania” dziecka (a nie jego „hodowania”, czy „tresowania”) był dyrektorem i wychowawcą jednego z pośród trzydziestu sierocińców i internatów, znajdujących się na terenie getta. W swoich zapiskach zostawił kronikę codziennych zmagań o egzystencję dużej grupy sierot, na tle coraz bardziej wyniszczanego getta. Bolesne są zapisy o „umieralni dla dzieci”, gdzie z 10-ciu przyjętych w tygodniu umierało dziewięć, lub wszystkie. Ale dla Janusza Korczaka dzieci to nie liczby w statystykach, a Moniuś, Reginka, czy Chaimek. Trzeba nie tylko napalić w piecu, dać jeść, oprać, podać lekarstwo, ale i przytulić, opowiedzieć bajkę o Kocie w butach. Po rozdziale Dwie trumny myślałam, że serce mi pęknie i chciałam odłożyć książkę. Nie mogłam. Taki niesamowity ładunek emocjonalny niosą ze sobą słowa Korczaka, że tylko kamień by nie zapłakał nad losem tych dzieci…
W Pianiście Szpilman wspomina Korczaka, jego odwagę i wierność ideałom. Zapiski Władysława Szpilmana napisane są z niemal dziennikarską pozbawioną zbędnych ozdobników precyzją. Muzyk pozostawia obraz getta z nieco innej strony, ale nadal jesteśmy w tym samym piekle, z którego trudno się wydostać. Pamiętam, że Roman Polański pisał, że z getta można było uciec, ale o wiele ciężej było przeżyć poza jego murami. Szpilman miał przyjaciół, którzy nie bali się narażać życia dla niego (państwo Buguccy), a także, jak już kiedyś wspominałam, trafił na „jedynego c z ł o w i e k a w niemieckim mundurze”; kapitan Wilm Hosenfeld jest bowiem ukrytym bohaterem Pianisty; do książki dołączone są fragmenty jego pamiętnika z roku 1943, które zadają kłam teorii, że o zbrodni przeciw ludzkości, którą uprawiali na ziemiach polskich naziści, nikt na zachód od Warty nie wiedział. W posłowiu napisanym przez Wolfa Biermanna (poeta, prozaik, a także dysydent niemiecki) dowiadujemy się, że ten przedwojenny nauczyciel pomógł nie tylko Szpilmanowi, ale innym Polakom.
Obie książki powinno się przeczytać. Każdy powinien po nie sięgnąć, jak sięga się po wstrząsające Medaliony Nałkowskiej. Obie książki są świadectwami woli życia i bezinteresownej ofiarności w opozycji do ludzkiego okrucieństwa.
Jeszcze taka mała dygresja na koniec. W Pianiście Polańskiego role tytułową zagrał Adrien Brody, którego dziadek jeszcze przed wojną przyjechał do Stanów. Tylko on przetrwał; cała rodzina zginęła w obozach śmierci. A ileż było takich rodzin, z których nie przetrwał nikt…

Więcej na stronie:  http://setna-strona.blogspot.com/

Miasto złodziei - David Benioff

David Benioff jest hollywoodzkim scenarzystą, znanym między innymi z ostatniej serii kultowej Gry o tron. Jest również autorem książki 25. godzina, która została sfilmowana przez Spike'a Lee. Benioff jest również potomkiem rosyjskich emigrantów, o czym może świadczyć nie tylko nazwisko, co wspomnienia dziadka Davida, Lwa Beniowa. Nie wiem, na ile są to wspomnienia rzeczywiste (sic!), na ile licentia poetica, ale Miasto złodziej zachwyca realizmem (w posłowiu autor nawiązuje do kilku pozycji, z których czerpał natchnienie, oraz suche fakty).
Opowieść zaczyna się w sylwestra, podczas oblężenia Leningradu. Na dachu bloku Kirowa, siedemnastoletni Lew Beniow wypatruje wrogów. Nie jest wcielony do armii, jest kimś w rodzaju strażaka, a sam przyznaje, że jest "dumnym dowódcą Kirowskiej Brygady Piątego Piętra". Pech chce, że Lew schodzi z posterunku po godzinie policyjnej, w konsekwencji czego zostaje aresztowany (za coś takiego grozi śmierć!). Czekając w ciemnej, że oko wykol celi, zaprzyjaźnia się z Nikołajem Aleksandrowiczem Własowem (dla przyjaciół Kola), który cytuje fragmenty powieści nieznanego pisarza pt. Pies podwórkowy. Oczywiście można się domyślić, że do egzekucji nie dochodzi. Młodzi ludzie mają szansę, daną przez dowódcę NKWD: znalezienie tuzina jajek na weselny tort córki w oblężonym, wygłodniałym Leningradzie. 
Misja-niemożliwe obfituje w szereg i strasznych i śmiesznych sytuacji. Groteska, koszmar wojny, do tego rodząca się przyjaźń obu młodzieńców, a także... miłość Lwa do aspirującej do miana najlepszej snajperki Wiki, rudej, wygadanej partyzantki. 
Nie zdziwiło mnie to, co przeczytałam później o autorze (o jego karierze scenarzysty), książka bowiem napisana jest bardzo plastycznie i myślę, że za jakiś czas doczekamy się świetnego filmu.

Więcej na stronie:  http://setna-strona.blogspot.com/

Kolabo-song - Jean Mazarin

Tę książkę wygrzebałam przy okazji porządków na bibliotecznych półkach. ot, taki mały przegląd, po którym wyniosłam cały stosik. Książką Mazarina biorę udział w wyzwaniu Czytamy książki nieoczywiste, bo świetnie się do niego nadaje. Kolabo-song jest opisem środowiska kolaboracyjnego we Francji w czasie II wojny światowej. Niestety, czytając miałam wrażenie, że wszyscy Francuzi popierali rząd Vichy i jako oportuniści cieszyli się, że nie muszą walczyć. Mazarin nie sięga zbyt głęboko do podziemia, ot, kilka razy słyszymy wyzwisko pod adresem kochanki Niemca.
Bohaterka jest Laura Santenac. Młoda pretensjonalna kobieta bez moralności, żona lekarza-dziwkarza, która z nudów wydaje w ręce gestapo swoją pokojówkę, ukrywającą się pod fałszywym nazwiskiem Rozę Goldenberg. Przy okazji, niejako w skutek "sprzedaży wiązanej" pozbywa się również (niechcący?) znienawidzonego męża.
Laura pod wpływem znajomej, Kamili, nawiązuje relacje z towarzyskim skolaborowanym światkiem francuskiej socjety, która bawi się w najlepsze i wcina tonami pasztet strasburski jakby wojny nie było.
Plejada bardziej lub mniej niemoralnych postaci.
I pomyśleć, że w tym samym, szpitalu, w którym operował Edmund Santenac, mąż Laury, mógł operować Ravic...
Niestety, książkę oceniam dość surowo, bo spodziewałam się, że mnie porwie. Nie stało się tak jednak w skutek dość uciążliwej, jednostajnej fabuły. Gdyby autor zatrzymał się na śmierci męża Laury wyszłoby świetne opowiadanie. Niemniej jednak polecam frankofilom i miłośnikom historii wojennych.

środa, 23 lipca 2014

"Kontener" Wojciech Tochman, Katarzyna Boni





Pokój - jedno z wielu słów, które codziennie są na ustach milionów ludzi, w ich modlitwach i we łzach ich dzieci. 


Wojna - my, Polacy, w swojej historii już doświadczyliśmy wojen, napaści, podziałów, rozbiorów i niezliczonych powstań. Zbyt często wydaje nam się, że tylko my cierpieliśmy i nadal cierpimy, tymczasem dziś na świecie toczą się niezliczone wojny, w których giną niewinne osoby, dzieci...


Syria - kiedyś może i coś tam słyszeliśmy w Wiadomościach o jakimś konflikcie, ale mało kto wie, gdzie ona leży, o co właściwie im chodzi i po co mamy się tym zajmować.  Zatrzymaliśmy się może na kilka minut przed telewizorem, z politowaniem popatrzyliśmy na migawki z "biednymi dziećmi", chociaż - te, czy inne, egipskie, palestyńskie, syryjskie - one przecież wszystkie tak samo wyglądają i tak samo są biedne. Może wtedy jedliśmy kanapkę popijając herbatą i biadoląc, że dziś nie mamy w lodówce coli. Potem był kolejny news, kolejny program, kolejna wojna, konflikt, kataklizm. Dziś niewielu pamięta, że w Syrii nadal jest wojna, teraz świat emocjonuje się Ukrainą, Izraelem. Później... zapomni i o nich.


Otwórz oczy! Spójrz na świat! Prawdziwy świat coś więcej, niż nasze "taśmy prawdy", kłótnie polityków i "Trudne Sprawy". Wyjdź ze swojej skorupy czterech ścian, obudź się! Jak??? Jednym ze sposobów jest właśnie literatura non-fiction. Mnie ona brutalnie wyrywa ze snu śpiącej królewny i zdziera ze mnie obłudną suknie kopciuszka, co niby to biedny, ale jednak Matka Chrzestna jest Wróżką.  Literatura faktu jest moją odtrutką na komercyjny plastik serwowany w telewizji. Są ludzie, którzy nie pozwalają nam zapomnieć o bólu świata - reporterzy.


Więcej przeczytasz na moim blogu :)

Anna M.





piątek, 20 czerwca 2014

Wojenna narzeczona - Alyson Richman

  Dwoje starszych ludzi spotyka się na weselu swoich wnuków w Nowym Jorku. Mężczyzna, dziadek pana młodego przyglądając się babce pani młodej ma nieodparte wrażenie, że kogoś mu przypomina. Kobieta nie przypomina go sobie, ale on nie rezygnuje i  po chwili drżącym głosem pyta : " Nie pamiętasz mnie?", i dopowiada: " Lenka, to ja Josef. Twój mąż". Tak zaczyna się snuć pełna ciepła i słów o miłości, ale i o cierpieniu opowieść dwojga ludzi, których zły los rozdzielił na samym początku wspólnego życia, by u progu życia pozwolić im znów się spotkać.

          We wspomnieniach Lenki widzimy Pragę u schyłku lat 30-tych. To wspomnienia o szczęśliwym, zamożnym domu, studiach na akademii sztuk pięknych i Josefie, bracie koleżanki, z którym połączyło ją najpiękniejsze uczucie jakim może obdarzyć się dwoje młodych ludzi. Ten czas jednak się kończy i zaczyna się opowieść o coraz trudniejszym bytowaniu Żydów, o prześladowaniu, zakazach i nakazach tylko ich tyczących, które sprawiają, że życie staje się koszmarem. We wspomnieniach Lenki Josef, licząc na to, że jako żona wyemigruje z nim i jego rodziną do Ameryki, oświadcza się o jej rękę i następuje ten najszczęśliwszy dzień w ich życiu, stają się mężem i żoną. Ale Lenka w obliczu coraz większego terroru ze strony niemieckiego okupanta, głucha na prośby męża podejmuje decyzję o pozostaniu w Pradze z rodzicami i siostrą a to kończy się dla niej obozem pracy w Terezinie, gdzie Niemcy przesiedlają wszystkich Żydów z Pragi. Stamtąd po dwu latach trafia do Auschwitz.


Czytaj więcej>>>>>>>>>>>

wtorek, 10 czerwca 2014

"Bractwo Bang Bang" Greg Marinovich, João Silva







"<<My, fotoreporterzy, musimy tam być, reszta najwyżej może>> - powtarzał mi Peter Andrews, fotoreporter Reutersa. Też uważał, że aby coś poznać, trzeba się temu przyjrzeć z bliska, a osobiste doświadczenie jest także wyrazem szacunku dla bohaterów dziennikarskich opowieści i ich tragedii, haraczem płaconym śmierci za przywilej podejścia na odległość kilku kroków. Ale za przyglądanie się śmierci, za tę poufałość niektórym przychodziło płacić wysoką cenę. Na rachunek do uregulowania składały się samotność, poczucie zagubienia w zwyczajnym, codziennym życiu, niemożność porozumienia z najbliższymi, ucieczka w alkohol lub narkotyki, nocne koszmary, a nierzadko własne życie" (Wojciech Jagielski, ze wstępu do książki "Bractwo Bang Bang")




Czytając książkę Wojciecha Tochmana "Eli, Eli" natrafiłam na fragment o tajemniczym, niemal mitycznym Bractwie Bang Bang. Tochman pisał o nim w kontekście odpowiedzialności moralnej za zdjęcia reporterskie. Zaintrygowało mnie ono, miałam mnóstwo pytań, zaczęłam zatem szukać informacji w Internecie, widziałam film, jeden, drugi, na okrągło słuchałam  piosenki "Kevin Carter" Manic Street Preachers. Odpowiedzi znalazłam u źródła, czyli u samych członków owego Bractwa. W 2001 roku  Greg Marinovich i Joao Silva spisali swoje wspomnienia z lat dziewięćdziesiątych, kiedy to RPA walczyło o wolność, wspomnienia o czwórce nieustraszonych fotoreporterów, o tym, co czuli, gdy odbierali nagrody Pulitzera, i o tym, o czym nie mogą zapomnieć - o setkach zabitych, którym robili zdjęcia. Kim byli, jakie mieli ideały, co nimi kierowało???




Zdjęcie z książki "Bractwo Bang Bang"




Bractwo Bang Bang - Ken Oosterbroek, Joao Silva, Greg Marinovich i Kevin Carter. Młodzi, utalentowani, znani na całym świecie, nagradzani, uzależnieni od wojny i robienia zdjęć. Południowa Afryka, kwiecień 1994, ostatnie chwile apartheidu i walka o wolność. Członkowie Bractwa znaleźli się w centrum wydarzeń, byli najlepsi, wszystko wiedzieli, wszystkich znali. Ich zdjęcia i fotoreportaże obiegały cały świat, zdobywali nagrody, każdy chciał z nimi pracować. Jest też druga strona medalu: byli zarozumiali, egoistyczni, zamknięci. Sława uderzyła im do głowy, zaczęli ryzykować coraz bardziej, coraz częściej, goniąc za tym jednym jedynym zdjęciem. Dokumentowanie okrucieństwa walk stało się ważniejsze niż cokolwiek...


Całość przeczytasz na moim blogu


Anna M.


poniedziałek, 26 maja 2014

"Syn Hamasu" Jusuf Musab Hasan


Maleńki kraj na mapie świata, od zawsze serce konfliktów. Kannan, Izrael, Palestyna, czy zwyczajnie Ziemia Święta - kawałek najświętszej przestrzeni dla trzech wielkich religii. Notuje się, że sama Jerozolima była aż 19 razy równana z ziemią... Miasto Pokoju... w stanie wojny...






Książkę "Syn Hamasu" miałam w rękach już kilkakrotnie, zawsze jednak, z niewiadomych powodów, odkładałam ją. Tym razem zaciekawił mnie artykuł "Zielony Książe" Pawła Smoleńskiego w Gazecie Wyborczej, po którym odszukałam na mojej półce książkę i zaczęłam czytać.



Jusuf Musab Hasan jest synem jednego z założycieli Hamasu. Został wychowany jako muzułmanin, gorliwy zwolennik ideologi swego ojca. W więzieniu został zwerbowany przez izraelskie tajne służby bezpieczeństwa Bet Szin. Początkowo wrogo nastawiony do propozycji zdrady ojca i narodu, z czasem odkrywa, że Hamas jest złem zarówno dla Izraela, jak i dla samych Palestyńczyków. Musab był agentem w latach 1997 - 2007 i zapobiegł wielu samobójczym zamachom. Ale jak doszło do tego, że dziedzic Hamasu, syn jego duchowego przywódcy, wystąpił  przeciw rodzinie, którą kochaj najbardziej na świecie? Kiedy pękło w jego sercu nieskazitelne oblicze islamu? 


Musab ma 17 lat, wierzy w ideologie swego ojca, chce walczyć z Izraelem, organizuje broń, ale tafia do więzienia i po wielodniowych torturach godzi się na współpracę tylko dlatego, aby wyjść na wolność i zemścić się na Bet Szin. W kolejnym więzieniu styka się z radykalnym odłamem Hamasu. Widzi, jak Palestyńczycy torturują braci w imię swojej ideologii. Po wyjściu na wolność, wraca do rodziny, ale jest już innym człowiekiem. Zaczyna współpracować z Izraelem, w Jerozolimie poznaje grupę chrześcijan,  spotkania biblijne i lektura Nowego testamentu zaprowadzą go do chrztu, który przyjmuje potajemnie w 2005 roku. Musab był jednym z najważniejszych izraelskich szpiegów, przekazywał cenne informacje o terrorystach, brał udział w wielu  akcjach.



Więcej przeczytasz na moim blogu



Anna M.

środa, 14 maja 2014

Owoce zimy - Bernard Clavel o starości w czasie wojny.

Bernard Clavel urodził się w departamencie Jura, w rodzinie piekarza ożenionego z kwiaciarką. Rodzina była skromnie sytuowana więc i on pomagał pracując już od 14 roku życia jako pomocnik piekarza. Zanim poświęcił się pracy literackiej imał się różnych zawodów. Był pisarzem lubiącym pisać o prostych ludziach i opisywać  ich  surowe warunki życia. I tacy właśnie są bohaterowie jego powieści "Owoce zimy", stary Gaston  Dubois i jego kilkanaście lat młodsza żona. Akcję książki, która toczy się pomaleńku, bez pośpiechu, w tempie dostosowanym do fizycznych możliwości pary bohaterów, a szczególnie starego Dubois, Clavel osadził w swym rodzinnym departamencie w czasie II wojny światowej, a jego Gaston całe życie był piekarzem, który ciężko pracując wypiekał chleb, z czego był bardzo dumny, gdyż pozwalało mu to utrzymać rodzinę. Czas wojny, która toczy się gdzieś tam, daleko w krajach, o których on nigdy nie słyszał, dla niego i jego żony jest czasem trudnym głównie ze względu na braki w zaopatrzeniu w żywność i opał. 



 Czytaj więcej  >>>>>>
 

wtorek, 29 kwietnia 2014

"Spowiedź" Calek Perechodnik

„Spowiedź” Calka Perechodnika to książka o najmocniejszym przekazie z całej serii „Żydzi Polscy” wydanej przez Ośrodek KARTA. Takiej książki nie można oceniać ani gwiazdkami, ani w kategorii podoba się lub nie. Zawarte w niej świadectwo Calka Perechodnika, polskiego Żyda, który w czasie wojny pełnił rolę żydowskiego policjanta w otwockim getcie, powala na kolana swą szczerością i zawartymi w niej okrutnymi opisami. Wersja z 2011 roku jest pełną, wierną wersją dziennika, wcześniejsze wydania były częściowe lub ze zmianami. Czytamy słowa, które zostały napisane już po aryjskiej stronie od maja do października 1943 roku.

„Spowiedź” zadedykowana jest sadyzmowi niemieckiemu, podłości polskiej i tchórzostwu żydowskiemu, a właściwie jest  wyznaniem wszystkich przewinień i grzechów, skierowanym do żony Calka Perechodnika. Anna Nusfeld, z którą Perechodnik ożenił się w 1938 roku, była jego największą i jedyną miłością. Sam przyznał, że jego rodzina była bardzo chłodna emocjonalnie, zaspakajała potrzeby materialne, ale nie uczuciowe. To z Anną odnalazł miłość, ona też w 1940 roku urodziła mu córkę Athalie, śliczną blondynkę o niebieskich oczach. 19 sierpnia 1942 roku podczas wywózki Żydów z Otwocka, Perechodnik wyciągnął swoją żonę z córką z bunkra i umieścił ja na Umschlagplatzu wierząc w zapewnienia Niemców, że żony i dzieci policjantów żydowskich są bezpieczne. Wcześniej przewidywał wywózkę, ale nie postarał się dla żony o Kenkartę, mimo jej próśb. Nie udało mu się też umieścić córki po aryjskiej stronie. Z obydwoma sprawami dosyć zwlekał. Niemcy nie dotrzymali obietnicy danej żydowskiej policji. Żona i córka Perechodnika znalazła się wśród ludzi czekających na wywóz, jak się później okazało- wprost do Treblinki. "Czy tę winę odkupię kiedyś, o Boże?" - pyta.

niedziela, 20 kwietnia 2014

"Dotkniecie aniola" Henryk Schönker

Niezwykle mądra, bardzo poukładana logicznie książka o Holocauście, oparta na wspomnieniach własnych oraz ojca Henryka Schönkera. Piękna książka, która chwyciła mnie za serce i na zawsze w nim zamieszkała. Henryk Schönker nosił te wszystkie historie w sercu przez 60 lat, zanim zdecydował się opisać to, co przeżył w dzieciństwie. Oczami dziecka, które w momencie wybuchu wojny miało tylko osiem lat,  opisuje ucieczkę przed śmiercią, której oddech towarzyszył mu podczas każdego kroku. Oświęcim, Krąków, Wieliczka, Tarnów, Bochnia, obóz Bergen-Belsen. To kolejne przystanki podczas owej ucieczki. Odtworzona została atmosfera dziecięcego świata oraz odczucia chłopca, któremu przyszło żyć w tak tragicznych dla niego czasach. Ta niezwykła wrażliwość, sposób widzenia i nieskończona wyobraźnia, bo przecież słońce nadal świeciło, dzieci się bawiły i tworzyły swój własny świat, nawet jeśli wokół była wojna i kipiała nienawiść skierowana przeciwko Żydom. Na jej kartach zawsze zostaną żywi przyjaciele małego Heńka - Jankiel, Adam- Bocian, Staszek, kuzynki, które robiły prześliczne lalki ze szmatek oraz kuzyni Ignaś i Arie, a także pierwsza, wielka miłość – Nina Armer. Wtedy młodzieńcze serce także było rozbuchane ogromnym uczuciem, a głowa myślała tylko tym, jak skraść kolejny pocałunek. Nikt  z nich nie przeżył poza upośledzonym Bocianem. Z całej dużej rodzinny Schönkerów uratował się tylko Heniek z siostrą Lusią oraz rodzicami.
Toteż zdjęcia zebrane na końcu książki szczególnie mnie wzruszały. Zdjęcia rodziny, ludzi, którzy nie przeżyli, bo nie mieli takiego szczęścia i opieki anioła, jak rodzina Schönkerów. W tamtych czasach nie było jednej, uniwersalnej recepty na przeżycie, bo nic nie dawały ani pieniądze, ani koneksje, ani pozycja.  Jest takie zdjęcie dzieci z Wieliczki podczas przedstawienia w marcu 1942. Jest tam i mały Henryk, a za nim Nina oraz wiele innych dziecięcych postaci, dzięki tej książce wspomnienie o nich będzie wieczne.
Zresztą nie tylko o dziecięcych przyjaźniach pisze Autor. Wspomina przyjaźń z wielkim niemieckim aktorem pochodzenia żydowskiego – Johnem Gottowtem czy z rzeźbiarzem Hochmanem.

Czytaj dalej...

piątek, 18 kwietnia 2014

Życie swe dziecięce oddali za Ojczyznę

W 1918 roku, pomimo odzyskania przez Polskę niepodległości, wciąż nierozwiązana pozostawała sprawa jej granic, zwłaszcza wschodnich. Kością niezgody, jedną z wielu, był Lwów, do którego przyznawało się kilka państw, przede wszystkim Ukraina i właśnie Polska. W latach 1918-1919 toczyła się między tymi krajami wojna, w której do wygrania były olbrzymie połacie ziemi. Walki o Lwów były szczególnie zacięte i w pewien sposób nietypowe, ponieważ żołnierzami broniącymi polskich praw do tego miasta były dzieci - Orlęta Lwowskie.
Pamięci tych wszystkich,
którzy życie swe dziecięce
oddali za Ojczyznę*
Blisko dwadzieścia lat po tym wydarzeniu, węgierski twórca powieści dla młodzieży, Jenő Szentiványi napisał książkę o bohaterskiej postawie młodych Polaków i zatytułował ją po prostu Orlęta Lwowskie.  Dr Jarosław Szarek w swojej opinii dotyczącej tej książki zamieszczonej na jej okładce stwierdził, że
Ta książka sprawiła, że niejeden młody Węgier chwycił za broń w antysowieckim powstaniu 1956 roku*
Nie jestem pewna, czy to prawda, ponieważ na Węgrzech powieść ta została wydana tylko raz, co świadczy o tym, że nie była ona rozrywana przez czytelników. Należy jednak zwrócić uwagę na to, że od jej powstania do słynnego zrywu węgierskiego minęło mniej niż dwadzieścia lat, więc ów pierwsze wydanie było wciąż dość aktualne. 

Głównymi bohaterami tej książki są członkowie rodziny Potockich. Kazimierz, Stanisław, Maria oraz ich matka mieszkają we Lwowie, ojciec rodzeństwa jako oficer przebywa obecnie w Warszawie. Życie Potockich toczy się dość zwyczajnie; do momentu, w którym dociera do nich informacja, że wojska austro-węgierskie wycofują się z terenów Rzeczypospolitej tym samym oddając sporą ich część, między innymi Lwów, Ukraińcom. Zdecydowana większość polskiej części tego miasta nie zgadza się z tym postanowieniem. Zaczyna się walka, w której naprzeciwko siebie stają wykwalifikowani i przede wszystkim dorośli żołnierze oraz... dzieci.

Orlęta lwowskie to opowieść o odwadze i poświęceniu ludzi, którzy zamiast w okopach powinni siedzieć w ławkach szkolnych. Uczniowie szkół lwowskich jak jeden mąż rzucili się do obrony swojego miasta, nierzadko oddając za nie swoje zdrowie i życie. Wojna polsko-ukraińska została w tej książce przedstawiona z perspektywy młodzieży biorącej w niej udział. Dzięki temu zabiegowi relacja z opisywanych wydarzeń jest bardzo emocjonalna, ale też rażąco prawdziwa i szczera. Niestety, zazwyczaj jest tak, że jeśli poznajemy daną historię z czyjejś perspektywy, wersja tej drugiej strony jest, łagodnie mówiąc, zaniedbana. Pomimo tego, że książka Szentiványiego jest powieścią historyczną, nie doszukamy się w niej wnikliwego analizowania sytuacji politycznej czy drobiazgowego przedstawiania określonych postaci historycznych (oczywiście wplecionego w tok narracji).  Orlęta lwowskie opowiadają o bohaterstwie młodych obrońców powracającej na mapy Europy Rzeczypospolitej. Z fabularnym opracowaniem historycznym niewiele ma ta powieść wspólnego, co jednak niekoniecznie musi być jej minusem. To, czego oczekujemy od powieści historycznej zależy tylko od nas. Jedni pisarze skupiają się na faktach historycznych, Szentiványi skupił się na ludziach. 

Bohaterowie tej książki nie są zbyt dobrze zarysowani przez narratora. Poznajemy ich głównie dzięki licznym dialogom pojawiającym się na kartach tej powieści. Wielkie wrażenie zrobiło na mnie to, że większość z nich używa jeszcze czasu zaprzeszłego (zrobił był, poszła była), we współczesnej polszczyźnie już niemalże martwego. Ten szczegół dodaje powieści wiele uroku. 

Orlęta lwowskie to książka historyczno-młodzieżowa. Myślę, że warto podsuwać ją nastolatkom oraz starszym dzieciom do czytania ponieważ dostarcza ona wielu godnych naśladowania wzorców osobowych. Dodatkowo jest ona napisana w taki sposób, że nie zmęczy młodego czytelnika mnogością informacji czy trudnym językiem. Ja swoje 18-naste urodziny mam już kilka lat za sobą, ale również bardzo miło będę wspominała tę lekturę. Polecam ją wszystkim. 

niedziela, 13 kwietnia 2014

"Sezon maczet" Jean Hatzfeld





Kwiecień... za chwilę Święta Wielkanocne, a potem maj i trochę spokoju w szkole.... Wszystko budzi się do życia i mam nadzieję, że ciepło i słońce na dobre pozostaną z nami... Tylko moje lektury pozostają mroczne i pełne okrucieństwa. Coś każe mi patrzeć na świat bez różowych okularów, ktoś ciągle wyciąga mnie ze świata fikcji i pcha w stronę ludzkich tragedii... Nadal pozostaję w tematyce ludobójstwa w Rwandzie. Jakoś nie mogę się uwolnić od tego tematu. Nie mogę spać po nocach, śnią mi się koszmary i chyba muszę doprowadzić to do końca.  Kolejną książką, którą przeczytałam to "Sezon maczet" Jeana Hatzfelda. To druga cześć trylogii o Rwandzie tegoż autora. "Sezon maczet" czytałam z przerwami, odkładałam ją na kilka dni, by później wrócić do tej przerażającej lektury. W "Nagości życia" Jean Hatzfeld rozmawia z ocalałymi z okolic Naymaty. Teraz postanawia wrócić w to samo miejsce i spotkać się z oprawcami...





Jean Hatzfeld powrócił do Rwandy i, choć początkowo nawet nie chciał myśleć o rozmowach z Hutu, tym razem jego reporterska dociekliwość kazała mu dalej szukać odpowiedzi na pytania, których nikt nigdy nie ośmieli się zadać... W więzieniu w Rilimie autor odnalazł kilkoro ze sprawców rzezi z 1994 roku.  Opowieści, które owi "bohaterowie" książki snują są przerażające i bezlitośnie szczere.



Tutaj przeczytasz całość mojej recenzji


Anna M.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

7 kwietnia / Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa w Rwandzie


/Day of Remembrance of the Victims of the Rwanda Genocide/

 

Mija dokładnie 20 lat od ludobójstwa w Rwandzie. Miałam 13 lat, ale wtedy nikt o tym nie słyszał... Dowiedziałam się dopiero na studiach, przy okazji rozmowy z mamą. Wspomniała coś na swoim kuzynie, który jest misjonarzem i całe lata spędził w Rwandzie. Zaciekawiłam się jego osoba, postanowiłam czegoś poszukać i wtedy natrafiłam na przerażające informacje i zdjęcia z 1994 roku. Byłam zdruzgotana, bo przecież "świat" obiecał, że po Holokauście już nigdy więcej nie dopuści do eksterminacji żadnego narodu. A tu proszę, w cywilizowanym świecie, w wieku postępu i zasad moralnych, na oczach ludzi giną niewinni. I świat się przyglądał, znów nie wierząc w to, co donosili naoczni świadkowie, świat się odwrócił, świat nic nie zrobił.... Rwanda pozostaje w moim sercu podobnie, jak wiele innych spraw... Nic wtedy nie zrobiłam...

 

Może wiecie, co się wtedy stało, a może nadal macie zamknięte oczy i uszy, może jesteście zbyt mali, by wiedzieć... Jest wiele książek i filmów poświęconych tym wydarzeniom... 


Rwanda. 6 kwietnia 1994 roku w zamachu ginie prezydent Rwandy, co staje się znakiem i sygnałem dla ludzi z plemienia Hutu do zaatakowania Tutsi. W ciągu 100 dni ginie od ścięcia maczetami ok. miliona osób. Samego tylko 10 kwietnia w kościele w Nyamacie (ok 35 km od stolicy Kigali) Hutu zabijają 10 000 ludzi. Oprawcami byli sąsiedzi, dawni koledzy z pracy, koleżanki, a nawet rodzina, gdy małżeństwa były mieszane. Dlaczego? Nikt do dziś nie potrafi podać jednoznacznego wytłumaczenia, a teorie się często wzajemnie wykluczają. Sto dni... milion osób...

 

Wzięłam wczoraj do ręki książkę Jeana Hatzfelda "Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy".



To tylko jedna z kilku jego książek poświęconych ludobójstwu w Rwandzie. Autor wraca do Kigali w 1997 roku, aby porozmawiać z tymi, którzy przeżyli. Tyle się bowiem  mówiło o zabitych, w mediach podawano przerażające cyfry, a o ocalonych prawie nikt nie pamiętał. Książka jest zatem rozmową, próbą zmierzenia się z piekłem, jakie Hutu zgotowali Tutsi, ludzie - ludziom. Ocaleni, których historię autor opisał, pochodzą z okolic Kigali, z miejscowości Nyamata, gdzie był wspomniany przeze mnie już wcześniej kościół. To trzynaście przerażających wyznań tych, którzy potrafili i chcieli mówić, ponieważ większość ocalałych nie już ufa obcym i nie wspomina przy nich tamtych dni i nocy. Rozmawiają tylko wieczorami ze sobą, bo wtedy łatwiej im zasnąć, choć i tak budzą ich zmarli z bagien. 


przeczytasz więcej tutaj




Anna M.


piątek, 4 kwietnia 2014

Stephan Talty, Agent „Garbo”

Człowiek, który oszukał Hitlera

Stephan Talty, Agent „Garbo”
tytuł oryginalny: Agent „Garbo”
przekład: Mateusz Fafiński
wydawnictwo: MUZA S.A.
data wydania: 5 marca 2014 r.
ilość stron: 384
ISBN: 978-83-7758-600-6
okładka: broszurowa ze skrzydełkami

Dlaczego historia Gabro jest niezwykła? Przede wszystkim z tego powodu, że przed rozpoczęciem kariery szpiegowskiej nie miał doświadczenia w byciu agentem. Polegał na swojej niezwykle bogatej i kreatywnej wyobraźni oraz umiejętności czytania ludzi
Zaczęło się od tego, że widział jakie ogromne straty przyniosła Hiszpanii wojna domowa w latach 1936–1939 oraz jak niemiecka doktryna nazizmu zmienia jego ukochany kraj. Zasiane przez ojca Pujola ziarno humanizmu i poświęcenia dla wyższej sprawy, dla dobra innych ludzi, sprawiło, że młody, dwudziestokilkuletni Juan kilkakrotnie próbował porozmawiać w ambasadzie brytyjskiej w Lizbonie (która była wówczas znana jako stolica wywiadu), lecz odsyłano go stamtąd z kwitkiem. Rozgoryczenie sprawiło, że młody Hiszpan postanowił działać na własną rękę i zgłosił się do... nazistów, przybierając postawę zatwardziałego nazisty, który nienawidzi Wielkiej Brytanii. Przekonał do siebie agenta niemieckiego wywiadu i wkrótce zaczął "działać". Gdy tylko oficjalnie stał się szpiegiem nazistów, ponownie udał się do brytyjskiej ambasady, by zaoferować swoje usługi, tym razem jako podwójnego agenta. Po raz kolejny został odesłany.
- See more at: http://wiedzma-czyta.blogspot.com/2014/04/stephan-talty-agent-garbo.html#more
Dlaczego historia Gabro jest niezwykła? Przede wszystkim z tego powodu, że przed rozpoczęciem kariery szpiegowskiej nie miał doświadczenia w byciu agentem. Polegał na swojej niezwykle bogatej i kreatywnej wyobraźni oraz umiejętności czytania ludzi.
Zaczęło się od tego, że widział jakie ogromne straty przyniosła Hiszpanii wojna domowa w latach 1936–1939 oraz jak niemiecka doktryna nazizmu zmienia jego ukochany kraj. Zasiane przez ojca Pujola ziarno humanizmu i poświęcenia dla wyższej sprawy, dla dobra innych ludzi, sprawiło, że młody, dwudziestokilkuletni Juan kilkakrotnie próbował porozmawiać w ambasadzie brytyjskiej w Lizbonie (która była wówczas znana jako stolica wywiadu), lecz odsyłano go stamtąd z kwitkiem. Rozgoryczenie sprawiło, że młody Hiszpan postanowił działać na własną rękę i zgłosił się do... nazistów, przybierając postawę zatwardziałego nazisty, który nienawidzi Wielkiej Brytanii. Przekonał do siebie agenta niemieckiego wywiadu i wkrótce zaczął "działać". Gdy tylko oficjalnie stał się szpiegiem nazistów, ponownie udał się do brytyjskiej ambasady, by zaoferować swoje usługi, tym razem jako podwójnego agenta. Po raz kolejny został odesłany.

Czytaj dalej...
Stephan Talty, Agent „Garbo”
tytuł oryginalny: Agent „Garbo”
przekład: Mateusz Fafiński
wydawnictwo: MUZA S.A.
data wydania: 5 marca 2014 r.
ilość stron: 384
ISBN: 978-83-7758-600-6
okładka: broszurowa ze skrzydełkami - See more at: http://wiedzma-czyta.blogspot.com/2014/04/stephan-talty-agent-garbo.html#more

środa, 2 kwietnia 2014

Katyń

Tytuł: Katyń. Ocalona pamięć
Autor: Andrzej Krzysztof Kunert
Wydawnictwo Świat Książki 2010

25 lipca 1932 roku Polska i ZSRR podpisały pakt o nieagresji, który następnie został przedłużony do 31 grudnia 1945r.
Kilka lat później, 24 sierpnia 1939r. został podpisany, chyba najsłynniejszy, pakt Ribbentrop - Mołotow. Wraz z nim podpisano tajny protokół dodatkowy zapowiadający IV rozbiór Polski. Jego istnienie upubliczniono dopiero 25 marca 1946 roku, podczas Procesu Norymberskiego.
Do IV rozbioru doszło 28 września.

"To, co zrobiliśmy w roku 1939, było wyłącznie wynikiem rozważań strategicznych. Niemcy grozili naszej granicy, musieliśmy ich z dala od niej zatrzymać. Zajmując ziemie polskie, nie popełniliśmy ataku agresji. Obecna wojna całkowicie tezę tę potwierdziła. (...) Gdyby nie to, co się wtedy stało, Niemcy dziś byliby w Moskwie, a być może staliby pod Uralem." [1] Tak tłumaczył agresję ZSRR na Polskę zastępca ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRR Andriej Wyszyński.
Na początku października 1939 roku miała miejsce zarządzona przez NKWD rejestracja polskich podoficerów i oficerów. Ci, którzy się wtedy zgłosili, dwa miesiące później zostali aresztowani, a następnie zamordowani.
Pierwsze transporty śmierci z Kozielska do Katynia, z Ostaszkowa do Kalinina - Tweru oraz ze Starobielska do Charkowa wyruszyły w pierwszych dniach kwietnia 1940 roku. Z obozów specjalnych (Ostaszków, Kozielsk i Starobielsk) w celu wymordowania przekazano blisko 14500 osób. Natomiast w ogólnej liczbie blisko 22 tysiącach ofiar zbrodni katyńskiej ponad 7300 stanowili więźniowie.
Zbrodnia katyńska przez lata stanowiła bolesne tabu. Pamiętam jak mama mówiła mi, że w szkole nawet nie mogli o tym wspominać. Rząd ZSRR przyznał się do autorstwa tej zbrodni dopiero w 1990 roku.
Natomiast już w lipcu 1942 roku miejsce zbrodni w Katyniu odkrywają polscy robotnicy przymusowa zatrudnieni przez Organizację Todta. W marcu 1943 rozpoczęły się ekshumacje ofiar.
Rząd ZSRR przez szereg lat twardo stał przy stanowisku, że nie mają pojęcia co stało się z więźniami, którzy nigdy nie wrócili do swoich domów. Mało tego, nawet obecnie sprawa morderstw przeprowadzonych przez ZSRR nadal jest dla wielu sprawą, o której lepiej nie mówić...

30 lipca 1941roku Polska i ZSRR podpisały pakt pokojowy, układ Sikorski - Majski. Przedstawiciele rządu polskiego długo próbowali dowiedzieć się, gdzie mogą znajdować się zaginieni jeńcy, jednak bez skutku. Mało tego, przedstawiciele ZSRR oskarżali Polskę, że spekulacje, które się wysnuwa, jakoby jeńcy Ci zginęli z rąk Bolszewików łamią układ Sikorski - Majski. Przedstawiciele ZSRR twierdzą, że w wyniku amnestii wszyscy więźniowie zostali uwolnieni.
Odbyło się wiele rozmów, m. in. taka:
       "Wyszyński: Liczba 9500 oficerów polskich, rzekomo znajdujących się w ZSRR, nigdzie się nie potwierdziła. W zestawieniach NKWD nigdy taka ilość oficerów nie figurowała. (...)
       Kot: (...) Nie chodzi o ludzi bezimiennych, sa tam setki wybitnych osobistości(...), to przecież nie dzieci, nie da się ich skryć. (...) [2]
Albo taka:
       "Sikorski: (...) Stwierdzam wobec Pana Prezydenta, iz jego oświadczenie o amnestii nie jest wykonywane. Dużo i to najcenniejszych naszych ludzi znajduje się jeszcze w obozach pracy i w więzieniach.
        Stalin: To jest niemożliwe, gdyż amnestia dotyczyła wszystkich i wszyscy Polacy są zwolnieni.
        Sikorski: Nie naszą rzeczą jest dostarczać Rządowi Radzieckiemu dokładne spisy naszych ludzi, ale pełne listy maja komendanci obozów. Mam ze sobą listę około 4 tysięcy oficerów, których wywieziono siłą i którzy znajdują się jeszcze obecnie w więzieniach i obozach pracy (...) Ci ludzie znajdują się tutaj. Nikt z nich nie wrócił.
        Stalin: To jest niemożliwe. Oni uciekli.
        Anders: Dokądżeż mogli uciec?
        Stalin: No, choćby do Mandżurii. [3]

Książka jest naprawdę bardzo dobrze napisana, a jej przejrzystość bardzo ułatwia czytanie. Podobało mi się przedstawienie tła historycznego wydarzeń roku 1940. Polecam.

[1] str. 167
[2] str. 169
[3] str. 172